Waxahatchee – “Cerulean Salt”

Waxahatchee – “Cerulean Salt”
Don Giovanni/2012

Zwyczajne piosenki o zwyczajnych problemach.

Birmingham w Alabamie nie wyróżnia się spośród innych amerykańskich miast. No, może tym, że to największy ośrodek miejski stanu. Poza tym Brimingham mogłoby być i w Arizonie, Nowym Meksyku, przedmieścia przecież wszędzie są takie same. Na jednym z nich wychowała się Katie Crutchfield, znana jako Waxahatchee.

Na swoim debiucie, “American Weekend” Katie wiwisekcjonowała nasto – i dwudziestolatków. Przejmująco śpiewała o miłosnych zawodach, depresji, strachu przed dorosłością, beznadziei życia na przedmieściach, momentach zwątpienia we własną wartość. Bohaterowie jej tekstów byli takimi samymi dzieciakami, jak ona. Rok później problemy zostały te same, jednak opisane z większą zgorzkniałością.

Treść pozostała ta sama, zmieniła się za to forma. Katie zamieniła gitarę akustyczną na elektryczną i choć ponownie nagrywała swój album w domu, to zapomnijcie o łazienkowym pogłosie piosenek rejestrowanych na wysłużonego kaseciaka. Crutchfield nie jest też na “Cerulean Salt” całkiem sama, w większości piosenek pomagają jej Keith Spencer i Kyle Gilbride ze Swearin’, zespołu, w którym wokalistką jest jej bliźniacza siostra, Alisson. Środek ciężkości przesunął się w stronę inspirowanego latami 90. indie rocka, momentami delikatnego (“Lively”), innym razem monumentalnie sfuzzowanego (“Misery Over Dispute”), czasem zbliża się do pop-punkowości P.S. Eliot (poprzedniego zespołu sióstr Crutchfield) czy Swearin’ w najbardziej przebojowym “Coast to Coast”. Właśnie, Katie swoje depresyjne teksty zmienia w naprawdę piękne piosenki. Melancholijne, melodyjne, będące esencją “przedmiejskiego indie”.

W “Juno”, oscarowym filmie sprzed sześciu już lat, rozgrywającym się na fikcyjnych suburbiach w Minnesocie, tytułowa bohaterka zasłuchuje się w twórczości Kimyi Dawson. Gdyby ten film kręcono dziś, jej miejsce na ścieżce dźwiękowej zajęłaby pewnie Katie Crutchfield.

Michał Wieczorek