Playlistyprzemek

Więcej Nowej Muzyki – playlista z odkryciami #2

Playlistyprzemek

Więcej Nowej Muzyki #2 – playlista z odkryciami

Starannie wyselekcjonowane muzyczne odkrycia redaktorów uwolnijmuzyke.pl.

Ane Brun – “Directions”

“Directions” – pierwszy singiel promujący tegoroczne wydawnictwo artystki – już od pierwszych dźwięków urzeka skandynawską magią. Subtelny głos Ane Brun idealnie współgra z pulsującym w tle chilloutem i charakterystyczną linią basu. Dodatkowych pozytywnych wrażeń dostarcza wideoklip, w którym norweska artystka oddaje się hipnotyzującej choreografii w opustoszałym hangarze. / Dorota Szubska

O – “Deepthroat Love”

Melodia tej piosenki na początku przybiera przewidywalną, uporządkowaną formę i sunie się w powietrzu niczym kółko z dymu. Wraz z kolejnymi powtarzającymi się frazami jej struktura rozmywa i rozwarstwia się, zmienia kształty i unosi się coraz wyżej i dalej. W chwili, gdy udaje się jej zawładnąć naszą najbliższą przestrzenią urywa się jakby porwana przez nagły zryw wiatru. Wciągające przeżycie. / Przemek Karolczyk

DIIV – “Dopamine”

Debiut DIIV nie należał do najbardziej odkrywczych albumów tej dekady. Był co najwyżej przyjemny w zupełnie niezobowiązujący sposób. Płyta na co najwyżej kilka przesłuchań. “Dopamine” jest obiecującym zwiastunem nowego materiału. I w tej roli prezentuje się wyjątkowo dobrze. / Kuba Buszek

Yppah – “Occasional Magic” oraz “Bushmills”

Wbrew temu, co sugerowałaby nazwa najnowszego albumu Yppah – “Tiny Pause” – przyszło nam na niego czekać aż trzy lata. Stojący za projektem Joe Corrales Jr. postanowił jednak wynagrodzić nam trudy oczekiwania i w ostatnim czasie udostępnił dwa promujące wydawnictwo single – “Occasional Magic” oraz “Bushmills” – będące niezwykle umiejętnym połączeniem spokojnej, przyjemnej dla ucha elektroniki i nieco żywszych brzmień. / Dorota Szubska

Midday Veil – “I Am the War”

Jeżeli jesteście zdania, że kosmicznej psychodelii nigdy za wiele, sprawdźcie Midday Veil, sekstet ze Seattle, który w głębokim poważaniu ma grunge’ową tradycję miasta. Interesują go raczej kompozycje rewitalizujące nieco przykurzone brzmienia krautrocka. To nie debiutanci, a pomimo to, pozostają nieznani. I ciężko powiedzieć jaka jest przyczyna tego, że tkwią w głębokim undergroundzie. Bo to co robią, robią z wyjątkową klasą. / Kuba Buszek

Rimbaud – “Armata”

Trzaska, Jacaszek i Budzyński łączą siły, aby stworzyć dźwięki, które kojarzą mi się z końcem świata i narzucają apokaliptyczne wizje. Potężna dawka przerażająco dobrego połączenia elektroniki, jazzu i poezji. / Przemek Karolczyk

Black Map – “I’m Just the Driver”

Zespół, który pojawił się w mojej głowie stosunkowo niedawno, bo wystąpili jako support przed Circa Survive i tam się zakochałem w surowym brzmieniu trio. Albumowa wersja nie odbiega w żaden sposób od tego, co muzycy wyprawiają na żywo. / Kuba Serafin

Kadavar – “Last Living Dinosaur”

Stoner wiecznie żywy, a udowadniają to kapele z całego świata. Chociażby Kadavar z Berlina. Wydawać się mogło, że to już niemodny gatunek, a święci triumfy, więc może nie jest z nim tak źle, jak się tylko wydaje. / Kuba Serafin

dEUS – “Quatre Mains (from Following Sea)”

Ostatnia płyta Belgów z dEUS raczej nie dorównywała ich najlepszym osiągnięciom. Zawierała jednak kilka świetnych utworów, wśród nich transowy, francuskojęzyczny utwór “Quatre Mains” – jeden z najlepszych kawałków w całym dorobku grupy. / Kuba Buszek

John Coffey – “It’s Beginning To Change”

Zespół kojarzący się wielu jedynie z tym słynnym memem o wokaliście łapiącym browara w locie, ale okazuje się, że muzycznie też mają co nieco do zaoferowania. Poza wieloma utworami utrzymanymi w stylistyce post-hardcorowej, są w stanie pokazać też takie śliczne rzeczy. / Kuba Serafin

Isle of Love – “Song of Silence”

Wbrew angielskiemu tytułowi to bardzo zgrabnie skomponowana piosenka po polsku. Za projektem Isle of Love stoi Tomek Ragaboy Osiecki i Adam Słomiński, a w tworzeniu “Song of Silence” brała też udział Mela Koteluk. Na razie w sieci znajdziemy tylko dwa utwory grupy, ale to tylko kwestia czasu, kiedy ich album spokojnie będziemy mogli postawić gdzieś pomiędzy płytami Skubasa i Leskiego. / Przemek Karolczyk