Playlistyprzemek

Więcej Nowej Muzyki – playlista z odkryciami #3

Playlistyprzemek

Więcej Nowej Muzyki – playlista z odkryciami #3

Tego słuchaliśmy w ostatnim tygodniu.

Ryan Adams – “Welcome to New York”

Stało się, Ryan Adams naprawdę nagrał swoją wersję “1989″ Taylor Swift. I jest to równie doskonała płyta, co oryginał. A w tym utworze Adams zmienia się w Bruce’a Springsteena z okresu “Born to Run”. Naprawdę, lepszego utworu w tym zestawieniu nie będzie. / Michał Wieczorek

We Are The Ocean – “Good For You”

Szybka rundka w radiu nagle wychwyciła zespół brzmiący jak Franz Ferdinand na sterydach i na szczęście postanowiłem pogrzebać trochę więcej. Cały album “Ark” jest strasznie dziwny i momentami nierówny, ale znaleźć można kilka perełek, jak właśnie “Good For You” – ze strasznie wkręcającą się melodią wokalu, dobrym leadem i tym indierockowym klimatem, który czasem można sobie włączyć bez większego skrępowania. / Kuba Serafin

Ought – “Beautiful Blue Sky”

Na pełnym energii i ekspresji koncercie podczas OFF Festivalu padały porównania Kanadyjczyków do Talking Heads. Czy słusznie? Dla mnie charyzmatyczny wokalista Tim Darcy wraz z kolegami tworzą coś na tyle wyjątkowego, że jeśli utrzymają przez kilka lat taki poziom twórczy jak na dwóch pierwszych płytach to sami staną się legendą. / Przemek Karolczyk

Micachu & The Shapes – “Oh Baby”

Mica Levi w formie – tym razem powraca z The Shapes, na pełnej wciągających koszmarów nowej płycie. “Oh Baby” sennym, zmysłowym rytmem przenosi nas do tajemniczej sceny nakręconej przez Gaspara Noe za jego dobrych czasów w twoim mózgu. Trochę pachnie The Caretakerem, a trochę nocnymi halucynacjami. / Katarzyna Borowiec

Blessed Feathers – “Wyoming/Dakota”

Na nowe płyty Fleet Foxes i Bon Iver doczekać się nie mogę, Bowerbirds i The Rosebuds na swoich ostatnich wydawnictwach raczej zawodzą niż zachwycają, więc pozostaje szukać innych inspirowanych folkiem brzmień zza Oceanu. Pochodzące z Wisconsin trio właśnie szykuje się do wydania swojego drugiego albumu, a singiel potwierdza to, że talentu do pisania dobrych piosenek na gitarę akustyczną im nie brakuje. Wypada jeszcze dodać, że nowy utwór może spodobać się również fanom Daughter i Grizzly Bear – nie brakuje tu przestrzeni tworzonej przez dobrą produkcję i rozmyte brzmienie gitar. / Przemek Karolczyk

Dungen – “Franks Kaktus”

U naszych północnych przyjaciół wiele dobrego, właśnie premierę miał ich kolejny krążek, “Atlas Sak” i wciąż nie sposób ich nie kochać za te wszystkie bogate aranżacje, za wielki luz i tę szwedzkość sączącą się z głośników. / Kuba Serafin

Valley of the Sun – “Deep Light Burns”

Kapele w Fuzzorama wiedzą, kiedy coś upuścić. Amerykański tercet, Valley of the Sun, zdecydowanie wie, kiedy pobawić się w stonerowe riffy i brnąć jak czołg, a kiedy po prostu przysolić punkową energią i najprostszą progresją akordową świata. To nawet nie jest problem, że to jest łopatologiczne. To ma takie być, to ma kopać tak, że ciężko jest po tym wstać. A tutaj wszystko idzie dokładnie tak, jak powinno. / Kuba Serafin

Louis Berry – “Rebel”

Niby buntownik (sądząc po tytule), a tak naprawdę Louis Berry muzycznie przyjmuje wszystko, co w spadku zostawiła muzyka gitarowa. Bez grama krytycyzmu stawia na patenty do tego stopnia sprawdzone, że aż brzmiące dziś oldschoolowo. Jeśli idzie pod prąd, to tylko tekstowo. / Katarzyna Wojtasik

Extra – “Kino”

Jak dobrze, że są takie zespoły jak Extra! Na debiutanckiej płycie grupy znalazły się same przeboje. Bo jak nazwać inaczej proste i ładnie zaaranżowane (ach, jak subtelnie wpleciona między gitary elektronika), bezkompromisowe piosenki po polsku, które po jednym przesłuchaniu wpadają w ucho? Taka muzyka buja, relaksuje i przyjemnie łechce. / Przemek Karolczyk

Louis Berry photo by John Johnson / www.nomusicnolife.co.uk