Wild Beasts – “Present Tense”

Wild Beasts – “Present Tense”
Domino/2014

Płynąć z duchem czasu.

Czwarty album w karierze brytyjskiego zespołu nie jest ani rozczarowaniem, ani pozytywnym zaskoczeniem. Bo co prawda, uczucia towarzyszące eksploracji płyty są pozytywne, to niczym nie zaskakuje. To krążek utrzymany w stylistyce, z jakiej znani i lubiani są panowie z Kendal. Jednak “Present Tense” nie jest tylko “odgrzewaniem kotletów”. Mimo że muzycznie zespół podąża stałym kursem, to w najnowszym ich dziele plusów jest więcej niż na wszystkich wcześniejszych wydawnictwach razem wziętych.

Wychowani na Oasis, a rozpoczynający karierę w tym samym czasie co Arctic Monkeys, Wild Beasts nie zdobyli popularności żadnego z nich, ale mają rzesze fanów, a przede wszystkim własny styl. Na pierwszej płycie “Limbo, Panto” (2008), najbardziej zaznaczyli swój indie-popowy warsztat. Na drugiej, wydanej rok później “Two Dancer” było już bardziej rozbudowanie muzycznie. Częściej pojawiały się klawisze oraz płynne przejścia gitar. Trzecia, “Smother” z 2011 roku była bardziej dream-popowa. Zawsze jednak każdemu kolejnemu albumowi towarzyszyły popisy wokalne, chwytliwe utwory oraz rozkołysane melodie gitarowe. To, co można dodatkowo znaleźć na “Present Tense”, to popularne ostatnio dla kapel indie analogowe syntezatory.

Mimo tej powtarzalności motywów, jest to bardziej przemyślana, dopracowana i stonowana płyta w karierze Wild Beasts. Mniej jest skoczności (jak na “Limbo, Panto”), ale bardziej bezpośrednio w tekstach piosenek (mimo że “Two Dancer” obfitowała w liczne podteksty seksualne), których tytuły mają bardzo dużo odniesień do czasu. Nadal chyba najbardziej urzekają kontrastowe głosy Haydena Thorpe’a i Toma Fleminga, które podziwiać można m.in. na “Sweet Spot” czy “Past Perfect”. Pojawia się także znana dobrze płynna narracja jak w “Pregnant Pause”, a gdzieniegdzie zabawa zmianą dynamiki, jak w melancholijnych “Dog’s Life”.

To, co słychać na “Present Tense”, można było także znaleźć we wcześniejszej dyskografii grupy. I choć wydawać by się mogło, że panowie stanęli w miejscu, to fan styka się z dziełem najdojrzalszym w karierze zespołu.

Ilona Nieroda