William Elliott Whitmore – “Field Songs”

William Elliott Whitmore – “Field Songs”
ANTI-/2011

Banjo, gitara i wcale nie taki stary kowboj z Iowy.

Słuchając naznaczonego życiem głosu Williama Elliotta Whitmore’a, ciężko uwierzyć, że Amerykanin ma tylko 33 lata. Wydaje się, że ma ich dwa razy więcej. Dwa razy więcej niż przeciętny trzydziestolatek William przeżył w swoim życiu tragedii.

Wcześnie osierocony przez oboje rodziców, wychowywał się na farmie dziadków. Śmierć rodziców odcisnęła na Williamie silne piętno. Osią jego trzech pierwszych płyt jest przemijanie, kruchość ludzkiego żywota, twarde życie na Środkowym Zachodzie i oczywiście śmierć. Wydana w 2009 roku “Animals in the Dark?” ukazuje Whitmore’a na podobieństwo Boba Dylana z lat 60. Zaangażowanego politycznie i społecznie pieśniarza, który gorzko komentuje rzeczywistość. To był ostatni tak silny sprzeciw wobec polityki byłego już prezydenta USA, George’a W. Busha. Od innych płyt WEW “Animals in the Dark” wyróżniała się również odejściem od surowego minimalizmu.

“Field Songs” to powrót do korzeni. Gitara, banjo, głos. Polityka zeszła na dalszy plan, znów najważniejsze stały się problemy zwykłych, ciężko pracujących ludzi. Widać to już po okładce, na której dwaj mężczyźni ładują wóz pełen siana. To właśnie z ludźmi takimi, jak oni chce się identyfikować WEW. Nie dla niego pęd miejskiego życia, nadmierne ambicje. Przestrzega przed nimi w otwierającej “Field Songs” pieśni “Bury Your Burdens in the Ground”. Stawia się w opozycji do wszechobecnego postępu w utworze tytułowym. Wspomina stare, dobre czasy. Pojawia się też przemijanie, ale Whitmore jest już z nim pogodzony i co może zabrzmieć szokująco, gotowy na odejście. Jednak, gdy zechce potrafi wezwać do buntu, jak w “Let’s Do Something Impossible”.

William Elliott Whitmore jest niezwykle przywiązany do swojej ziemi. Słychać to nie tylko w tekstach, ale i w tle muzyki. Płyta rozpoczyna się i kończy dźwiękami przyrody: ćwierkającymi ptakami, świerszczami, pianiem koguta. Te odgłosy towarzysza każdemu z ośmiu utworów na płycie, co jest pomysłem genialnym, bo wywołuje nienachalne, ale bardzo wyraźne wrażenie naturalności. Wydawać się może, że Whitmore wyszedł z domu z banjo w ręku, usiadł na ganku i zaczął grać. I pewnie tak było.

“Field Songs” kończą się “Not Feeling Any Pain” jednym z dwóch utworów, w których Whitmore’owi towarzyszy bęben i gitara podpięta do wzmacniacza. To pieśń pełna optymizmu, w której Whitmore rozlicza się z tragediami przeszłości. Przed nim nowy początek. “Field Songs” otwiera nowy rozdział. Otwiera go naprawdę wybornie.

Michał Wieczorek