Wiolonczele z miasta – “No i Monika”

wiolonczele-z-miasta-no-i-monika.jpg Wiolonczele z miasta – “No i Monika”
Biodro Records/2007

“No i Monika” to płyta bardzo eksperymentalna i ekstrawagancka. Może się podobać lub nie, ale chyba jest dobra.

Na wstępie celowo napisałem, że płyta jest “chyba dobra”. Przyznam szczerze, że mam z nią ogromne problemy już od ponad miesiąca. Zbierałem się do jej zrecenzowania od pewnego czasu. Słuchałem jej wielokrotnie i nadal nie potrafię się określić. Raz mi się podoba, innymi razy denerwuje.

Zacznę od kilku słów o zespole. Wiolonczele z Miasta to szóstka zupełnie różniących się artystów, którzy pod przewodnictwem Marcina Krzyżanowskiego, członka nieistniejącego już zespołu Sono-Visual Project, postanowili zrobić coś, czego w Polsce jeszcze nie było. Eksperymenty były i są, ale takiego miszmaszu jeszcze nie. I to jest właśnie wspomniana zagwozdka, plus i jednocześnie minus tego wydawnictwa.

Co znajdziemy na “No i Monika”? Pytanie powinno brzmieć: czego my tu nie znajdziemy? Pojawiają się elementy muzyki popularnej, elektroniki, ale też motywy ludowe, góralskie, a nawet klasyka. “Allemande selon Bach” to prawdziwe wariactwo. Obok solowego popisu wiolonczeli słychać sample i motywy znane ze starych gier komputerowych, którymi niedawno tak świetnie operowali Crystal Castles na Open’erze.

Słuchając dalej tej płyty płyniemy prawdziwą sinusoidą dźwięków, motywów i odniesień. “Termolando furioso” brzmi jak ze ścieżki dźwiękowej filmu sensacyjnego i to w momencie epickiej walki dobra ze złem. Z kolei “Quadrillo selon Marg” mógłby sprawdzić się na niejednej dyskotece, czego nie można powiedzieć np. o “Ciszy zmierzchu”, zwariowanej improwizacji z trąbką w tle.

Jeśli słuchaczowi uda się dotrzeć do ostatniego utworu, a płyta ma ich aż siedemnaście, to spotka go jeden z większych szoków. Elektroniczne i wciągające rytmy prowadzą do… gregoriańskich chorałów. “Modlitwa mojego chaosu” dokładnie ilustruje czego chcą Wiolonczele. Artyści pokazują, że dla nich nie ma muzycznego tabu, że mogą połączyć tak skrajne motywy i jeszcze otrzymać z tego coś bardzo ciekawego.

Patryk Siedliński