Wolfgang in a Truck – “Wolfgang in a Truck” EP

wiat_cover.jpg Wolfgang in a Truck – “Wolfgang in a Truck” EP
Cindie Records/ 2010

A myślałem, że łódzka scena już na dobre przestała wydawać owoce. Te dobre owoce.

Długo wypatrywana, jak wigilijna gwiazdka, EPka łódzkiego Wolfgang in a Truck, zawiera jedynie 18 minut i 3 sekundy muzyki, ale za to ile radości. Czas, w którym ukazał się minialbum czwórki z Łodzi zbiega się nieuchronnie z okresem, kiedy nawet w naszym postępowym kraju mija moda na indie-pop-brit-post-rockowe zespoły. Ta naturalna selekcja (dokonana przy niemałym udziale coraz to lepiej wykształconego słuchacza) zostawia na placu boju zwanym potocznie “polską sceną alternatywną” jedynie zawodników wytrwalszych i sprytniejszych. Do grona tego zaliczyć można młodziaków z Łodzi.

Przesłuchanie EPki wywołuje u nas reakcję podobną do odbycia nocnego seansu w kinie z filmami sygnowanymi nazwiskiem tego samego reżysera. Niby podobne, niby tożsame i charakterystyczne, a jednak ten wspólny mianownik niewtajemniczonym nie ujawnia się tak bardzo. Podobnie jest z muzyką WIAT.

Smiths’owo długie tytuły utworów, interpolowe riffy, islandzkie brzdęki, wyjęty z kontekstu jak w “Zagubionej Autostradzie” świdrujący saksofon. Ten na pozór nieporadny zestaw całkiem zgrabnie zamyka się nam w czterech utworach, oferując nam inteligentnie rock’n'rollowe kompozycje. Wolfgang do zaoferowania ma niemało, nie dając zamknąć się w jednej szufladce dryfuje gdzieś między tagami, które dopisać moglibyśmy do George Dorn Screams, Hatifnats czy nawet Twilite.

Z ostateczną oceną poczekam jednak do wydania pełnego albumu. Gdyż miewaliśmy już zespoły zgrabne i powabne, a kończyły się… zanim naprawdę zaczęły. Oby nie tym razem.

Krzysiek Żyła