Relacjeprzemek

Wszystkie koty Aarona

Relacjeprzemek

Wszystkie koty Aarona
Kraków/8.06.2014

Relacja z koncertu Venetian Snares w klubie Fabryka.

Aaron Funk przyjechał do nas z mroźnego Winnipeg, kanadyjskiej Łodzi (Sosnowca/Radomia, co tam chcecie), czyli ponoć najgorszego miejsca na ziemi. “Winnipeg Is a Frozen Shithole” nazywała się jego płyta wydana w 2005 roku, podobne zdanie mają krajanie The Weakerthans (I hate you Winnipeg! to refren utworu “One Great City”), w pełnej krasie można też podziwiać jego uroku w filmie “My Winnipeg” Guya Maddina. Ale w Krakowie 7 czerwca było pięknie – akurat niewiele smogu, dużo słońca. Zdążyło już zajść, zanim Aaron pojawił się za stołem zapełnionym elektronicznymi sprzętami, koncert rozpoczął się o pierwszej w nocy.

Nieustannie podziwiam Fabrykę za punktualność – bardzo to zacne. Środek nocy to natomiast najlepsza pora na Venetian Snares. Do tej pory widziałam go trzy razy – raz z bolesnym opóźnieniem (3 w nocy), drugi raz nad morzem (zawsze fajnie) i ostatnio nad ranem na Nowej Muzyce (najzimniej na świecie). Koncert krakowski cenię sobie najbardziej. Nie tylko dlatego, że nie musiałam tym razem nigdzie jeździć, użerać się z obowiązkowymi szatniami albo zimnem, czy z innych organizacyjno-praktycznych względów. Aaron w tę niedzielę zagrał wspaniale.

Zaczął od nowszych dźwięków, zarzucił materiał premierowy i duużo “My So Called Life” z “Welfare Wednesday” i “Ultraviolent Junglist” na czele. Było również sporo dźwięków z płyty “Detrimentalist”. Funk śpiewał – widok nieczęsty, przynajmniej z trzech poprzednich koncertów żaden moment tego typu nie utkwił mi w pamięci. Śpiew ów był świetnie wpasowany w resztę breakcore’owych hałasów, które to lekko opadały, to natężały się do wspaniałego jazgotu. Było wszystko, co w muzyce VS najlepsze. W środkowej części seta tradycyjnie królowały smyczki z “Rossz csillag alatt született”, ulubienicy publiczności. A na koniec mój ukochany mózgotrzep – czyli fragmenty “Making Orange Things”, płyty nagranej ze Speedranchem, która może doskonale wytrzeć każdą głowę.

Całość doprawiona była mistrzowskimi wizualami – tu brawa należą się panom VJ JQM i VJ 23, którzy za plecami Aarona wyprodukowali wspaniałe widowisko pełne fosforyzującej zieleni i czarnych kotów. Wiadomo, koty najlepsze.

Katarzyna Borowiec