Wywiad z Dawidem Podsiadło

Wywiad z Dawidem Podsiadło.

“Nieznajomy to zła strona każdego z nas”.

Mateusz Grzeszczuk: Niektórzy artyści po osiągnięciu sukcesu, rozgłosu, bronią się przed rozmowami, wywiadami. A no chociażby Domowe Melodie.

Dawid Posiadło: A no ja nie mam z tym problemu. Lubię rozmawiać. Przyjemnym jest odpowiadać na pytania, kogoś kto chciałby oczywiście z tobą rozmawiać.

Szybka odpowiedź – ilu wywiadów udzieliłeś w tym roku?

Strzelam! 137. Choć nie jestem pewien…

O ile się nie mylę, podczas audycji w “Czwórce” wspominałeś, że padło już pytanie, na które chciałeś odpowiedzieć. No i o co ja mam cię spytać…

A faktycznie, mówiłem coś takiego. Wiesz, w ostateczności prowadząca zadała to pytanie.

Spotkałeś się z opinią pod wywiadem z Arturem Rawiczem, że Kuba w programie zrobił z ciebie “pośmiewisko”? Nie mogliśmy poznać Ciebie nie tylko jako artysty, ale i osoby.

Wiesz, z Kubą mam specyficzne relacje. Oboje wiemy, że jesteśmy inteligentnymi ludźmi i pozwalamy sobie na dozę, dawkę poczucia humoru. Ja się tam źle nie czułem, aczkolwiek byłem trochę zestresowany. Zresztą – Kubę bardzo szanuję na co dzień. Miałem wewnętrzną spinę, aby nie palnąć czegoś głupiego, ale czułem się komfortowo i bardzo dobrze się bawiłem. Faktycznie – jego program jest tak skonstruowany, że to Kuba jest tym, który ma ostatnie słowo i faktycznie wolałbym usłyszeć to, co kto ma do powiedzenia. Taka jest konwencja programu, taki jest Kuba. W ogóle mi to nie przeszkadza. Z Arturem z kolei mieliśmy dialog, rozmowę, w której jedna i druga strona mogła sobie coś przekazać.

Zdanie Kuby jest zdaniem końcowym, a czy ty jako muzyk lubisz stawiać na swoim? Bronisz swoich pomysłów?

Na razie nie miałem osoby, która by się sprzeciwiała moim planom, dlatego też nie miałem sporów. O nic z nikim jeszcze nie walczyłem. Całą płytę nagrywaliśmy z duetem z Bogdanem Kondrackim. Wszystkie instrumenty, pomysły robiliśmy wspólnie czy bazując na moich propozycjach. Nie było tam osoby, która mówiła, że chciałaby zrobić coś inaczej. To była udana współpraca. Myślę, że nie mam takiej ambicjonalnej potrzeby posiadania ostatniego zdania muzycznie, w życiu prywatnym bywa inaczej.

Ten twój tytułowy komfort określiłbyś bardziej jako siedzenie w ciapkach w domu z herbatką przed grą czy telewizorem, co równa się ze świętym spokojem, czy sprawy muzyczne – wszystko gra jak należy. Koncerty, płyta. Podsiadło nie ma o co się martwić.

Staram się poza sceną i muzycznymi sprawami nie dzielić się swoim prywatnym życiem. Nie zasypywać ludzi sobą. Znaczenie ma muzyka i chciałbym, aby ludzie skupili się właśnie na niej. Moje prywatne życie i komfort to miejsce w domu, wśród przyjaciół, dziewczyny i znajomych, kiedy siedzimy i oglądamy seriale itp. Odpoczynek, relaks i przyjemności.

Nie czułeś się kiedykolwiek rozpieszczony?

Mam do tego duży dystans. Tak samo jak do negatywnych rzeczy, jak i pozytywnych. Staram się sam określać, co jest dla mnie dobre, a co złe. Patrząc na muzykę, nie pokazałbym produktu, z którego nie jestem zadowolony. Ostatecznie mogę cieszyć się, przybić sobie piątkę albo mieć pretensje do samego siebie. Fajnie, że wiele osób wypowiada się pozytywnie na temat płyty, ale nie jest to jednak dla mnie najważniejsze na świecie. Te opinie nie będą decydować o tym jaka będzie moja muzyka, bo ja wiem doskonale jaka jest. Wiem, że jest dobra i zrobię jeszcze lepszą. Chcę się udoskonalać, rozwijać pomysły, a nie stanąć i powiedzieć: jestem zajebisty i nie chcę robić niczego innego. Mam plany na nowe rzeczy i na tym się skupiam. Trzymać jakość tego, czego będę doświadczał. Rozpieszczony? Chyba nie.

Wspominałeś o prywatności, ale zwrócił ci ktoś uwagę na twoje specyficzne wpisy na Facebooku?

Tak. Bardzo lubię tego typu kontakt. Oczywiście mówię tam wiele prywatnych  rzeczy, być może w infantylny i przesłodzony sposób, może nie jest łatwy w odbiorze i nie wiadomo o co mi chodzi. Jednak lubię tego typu poczucie humoru, a większość ludzi komentujących wykazuje aprobatę w jaki sposób się z nimi komunikuję. Jeżeli nagle zobaczę, że połowa ludzi powie, że jestem beznadziejny i mam tak nie pisać, to pewnie zwrócę na to uwagę. Później nastanie czas rozprawek i rzeczowości. Staram się być sobą, a forma internetowego kontaktu pozwala mi na tę swobodę, zabawę słowem. Nie czuję takiej relacji artysta – fan, bowiem sam mam siebie za początkującego muzyka, a ludzi których lubimy nazywać fanami, bardziej określam jako odbiorcy. Wydaje mi się, że mam takie relacje kumpelskie. Jesteśmy znajomymi, nie ma podziałów na wyżyny, niziny.

A zdarzyły ci się sytuacje, że kiedy już będzie przesądzone, że osiągniesz sukces, nagle odzywają się do ciebie znajomi, którzy nagle chcą odnowić relacje?

Tak. Zdarza się, że kilka osób, z którymi ostatnio miałem kontakt w gimnazjum, piszą i pytają: co tam słychać, fajnie byłoby odnowić kontakt. Najzabawniejsze jest to, że wspominają: wiesz, to może wyglądać, że odzywam się do ciebie po tylu latach, ale nie chodzi mi o to, że teraz jesteś fajny. Akurat ja nie byłem popularnym nastolatkiem. Zawsze byłem dziwny, bardzo chudy. Nawet nie mogłem stawać obok moich wysportowanych kumpli, jeżeli chodzi o podboje miłosne, dziewczyny, które mi się podobały… No może miałem duże poczucie humoru i dystans do siebie, którego nie mieli czasami koledzy. Nie widzę problemu w tym, że się odzywają. Chętnie z nimi pogadam. To miłe, że myślą o mnie, ale teraz znowu zachowuję zdrowy dystans, nie ma mowy o jakiejś super przyjaźni, bo mam swoich przyjaciół, którzy byli ze mną od początku, aż do teraz i ich podejście się do mnie nie zmienia. Nawet inaczej – bardziej mnie wspierają i chcą być w tym. Chcą mi pomagać, ale też oczekują pomocy ode mnie. Przyjaźń działa w obie strony.

Dziewczyna pojawiła się “przed” czy “po”?

Ostatnio mieliśmy, 17 października – 4 lata. Odkąd zaczęliśmy chodzić do liceum, poznaliśmy się i Ewelina zrobiła dla mnie jako osoby, bardzo wiele dobrego. Sprawia, że na co dzień jestem lepszym gościem. Moralnie i muzycznie. Jest dużą inspiracją, zresztą jak wszystkie kobiety (śmiech). One zawsze inspirują. Znaczy miłość, może nawet nie same kobiety? Dzięki Ewelinie wiele rzeczy przeszedłem “z tarczą”, mogąc użyć takiego spartańskiego określenia.

Materiał chowałeś przed nią? Pokazałeś jej w stanie “gotowym”?

Nie, nie. Ewelina na bieżąco ma dostęp do tego, co robię i jest jedną z pierwszych osób, którym mam odwagę puścić to, co nagrałem i skomponowałem. Męczę ją w domu swoimi pomysłami. Ona jest w takim momencie, w którym ją to trochę denerwuje, bo wolałaby, żebym obejrzał z nią jakiś serial, ulubiony film, czy po prostu ją poprzytulał. Poszedł na spacer, a bardzo lubi tego typu formę spędzania czasu. Ja z kolei wolę usiąść i 40 minut grać w kółko ten sam motyw. A tu dodam klawisz, a tu taką linię wokalną. Bardzo się tym ekscytuję i chcę jej to pokazać, a ona ma do tego pewien dystans. Oczywiście ma takie momenty, w których lubi posłuchać. Cały materiał znała dużo wcześniej, niektóre z tych utworów powstało kiedy miałem 16-17 lat, inne dopiero podczas pracy nad płytą. Wszyscy byliśmy bardzo podekscytowani tym, co wychodziło ze studia. Moja mama, mój brat i Ewelina byli pierwszymi osobami, do których wysyłałem gotowe nagrania i mówiłem: patrzcie! patrzcie, jakie to jest dobre, posłuchajcie i powiedźcie co myślicie.

Chyba nie miałeś jakiegoś okresu buntu?

Chyba nie. Nie miałem przeciwko czemu się buntować. Zawsze miałem bardzo dobry kontakt z mamą i zawsze mogłem z nią porozmawiać. Jeżeli miałem jakiś problem, albo np. po raz pierwszy byłem pijany, a był taki moment, to mogłem z nią o tym pogadać. Nigdy nikt mnie nie zamykał na tydzień bez komputera, nie odbywałem kar, zawsze rozmawialiśmy. To jest fajne, że wiem, że mogę jej ufać. Nawet wtedy kiedy byłem świadomy, że nie będzie zadowolona z tego co usłyszy. Zawsze musiało dojść do takiej rozmowy, w której mówiłem jej co mnie boli. Może też dlatego, że moja mama i brat są psychologami.

Wiesz Dawid, śpiewasz o swoim “Nieznajomym”, cały czas zadajesz mu pytania, ale nie dajesz mu chwili na odpowiedzi. Zastanawiałem się, kim mogłaby być ta postać.

Lubię taką formę interpretacji, kiedy ktoś sam czyta teksty i sam tworzy pewną historię, nawet wtedy kiedy nie jest spójna z tym, co pisałem ja czy Karolina. Ma własną wersję i wizję.

Nieznajomy to zła strona każdego z nas. Myślę, że każdy go kiedyś spotka. Nie chcę tylko, aby to wybrzmiało dosyć patetycznie: każdy ma swoje ciemne strony itp.. Wtedy będzie to nadmuchane i sztuczne, ale czasami mamy takie  momenty, kiedy zastanawiamy się nad sobą i patrząc w lustro rzucamy pytania: czy ja to ja? Czemu ja to zrobiłem? Co mogę zrobić, aby to odkręcić? Później czas na odpowiedzi, ale to tylko jedna z takich rozmów, ubrana w poetycki sposób.

Pisałeś wiersze?

Staram się pisać po polsku, pisałem wiersze, ale bardziej satyryczne. Raczej fraszki niż poezję.

Pamiętasz coś?

Nie, nie pamiętam. Raczej były to takie sytuacyjne żarty, z klasy. Staram się jednak pokazać swój polski tekst, bo wiem, że odbiorcy często narzekają na tę płytę. Nie chce z tym walczyć, aczkolwiek nie ma dla mnie to żadnego znaczenia. Jak na razie jest to dosyć żenujące, banalne i dlatego śpiewam po angielsku. Cieszę się, że Karolina mi pomaga.

Jak para zmieniam stan / Unoszę się do chmur / Spadam kulami gradu / Topnieje u twych stóp. Jakim żywiołem jest Dawid Podsiadło?

O jeny! Jakimś spokojnym, który potrafi… Hmm…

Może woda? Para, chmury, grad.

No tak, na pewno coś z H2O (śmiech). Ale nie wiem, czy pasuję do wody… Woda jest piękna i nieograniczona. Chociaż podobno jesteśmy w 70 procentach z wody. Hmm? Ogień jest spoko! Bardzo mnie fascynuje, nawet w dzieciństwie miałem sporo niebezpiecznych, ale przyjemnych przygód.

Rozmawiał Mateusz Grzeszczuk