Wywiad z Latającymi Pięściami

Wywiad z Latającymi Pięściami

Gośka, granie w ciepełku i  managerzy – akwizytorzy.

(Fot. Arek  Blomka)

Mateusz Grzeszczuk: Rozmawialiśmy dawno temu. Wtedy najbliższymi planami zespołu było zagranie kilku koncertów poza Warszawą. Mam rozumieć, że cel został wykonany?

Mateusz: Wtedy nie do końca, bo przez następne pół roku zagraliśmy chyba tylko ze dwa, trzy koncerty, a do tego wszystkiego z końcem roku straciliśmy naszą salę prób.

Michał: Za to teraz, w okresie zdawałoby się niekoncertowym, gramy całkiem sporo! (Kurde dlaczego latem się tak mało gra? Przecież lato powinno być synonimem koncertowania!). Warszawa, Gniezno, Aleksandrów Kujawski, Gdańsk i jeszcze coś, ale w sferze planów i dogadywania. No i oczywiście FAMA! Na FAMIE będzie trochę inaczej… Szykuje się ciekawy projekt.

To może czas, żeby wreszcie zorganizować w Polsce jakiś zimowy festiwal muzyczny z prawdziwego zdarzenia, choć słyszałem o Burn In Snow w Szczyrku i Snow Feście w Zakopanem. W Val Di Sole we Włoszech jest też “So – Sno”.

Paweł: Oj! Ja lubię grać w ciepełku! A na poważnie to nigdy dość dobrych imprez muzycznych, ale z drugiej strony, czy teraz problemem nie jest to, że wybór jest za duży i ludzie nie wiedzą na co iść? Albo czy nie jest tak, że jest coraz więcej imprez, a coraz mniej ludzi chodzi na koncerty? Ale to tylko tezy, sam nie znam odpowiedzi. A może odzywa się we mnie teraz typowe, polskie narzekanie na wszytko? Ehh. Ostatecznie niech zespoły, które grają ciekawą muzykę mogą się pokazywać publiczności cały rok! A nie tylko w konkretnym sezonie. Więc róbmy dobre inicjatywy w jesień, zimę, wiosnę, lato…

Bo skoro imprez jest coraz więcej, a ludzi na koncertach mniej, to co można zrobić, aby tych muzyków (może trochę na siłę) postawić przed oczami słuchacza? Może pobawić się w jakiś pijar?

Michał: Mam nadzieję, że w tym pytaniu nie było ukrytej sugestii by pojawić się w talent show! (śmiech). Jasne, że promocja jest ważna. Ludzie nie pojawią się na koncercie poprzez skraplanie. W naszym przypadku ten PR to też nasza praca. Organizując koncert sami zajmujemy się promocją. Czasem pomagają nam w tym kluby w których akurat gramy i dlatego to wciąż jest takie na pół partyzanckie. Ciągle nie mamy managera, ale chyba od jakiegoś czasu dojrzewamy już do tego żeby kogoś takiego znaleźć. Tyle że to nie może być przypadkowa osoba. Musi spełniać wiele warunków…

Mateusz: A niestety wiadomo, że żeby ktoś taki się pojawił, musimy przejawiać choćby minimalne perspektywy zarobienia jakichkolwiek pieniędzy.

To rozumiem, że niedługo organizujecie “Randkę w ciemno” wersja managerska.

Mateusz: Nie wiem czy w naszym przypadku byłby to dobry pomysł, biorąc pod uwagę specyfikę robionej przez nas muzyki.

Michał: To doskonały pomysł na odwróconą formułę talent show. Chu**** zespoły wybierają świetnego managera, którzy to managerowie rywalizują ze sobą w różnych konkurencjach. Załatwianie występu na festiwalu, negocjowanie stawki…

Czego tak naprawdę dzisiaj się wymaga od managerów? Jakimi kryteriami ich wybierać?

Mateusz: Na pewno ważne jest to, żeby byli w stanie zainteresować muzyką zespołu który reprezentują, ludzi którzy powinni ją znać.

Michał: Dokładnie! Ja nie wiem czego się “dzisiaj wymaga” dla mnie w.w. sytuacja jest jasna. Taka osoba musi być jak gdyby kolejnym członkiem zespołu. To nie może być tylko ktoś kto “sprzedaje produkt” .

Jak myślicie, jaki prestiż ten zawód ma w Polsce? Jakie skojarzenia mają Polacy?

Paweł: Managera? Hm… Społecznie ten prestiż chyba nie jest duży. Wg mnie wynika to stąd, że w ogóle praca muzyczna i około muzyczna dla “przeciętnego” człowieka raczej nie jest poważnym zajęciem. Pewnie podobnie jest z managerem muzycznym. Trudno powiedzieć – dla wielu ludzi pewnie ten zawód kojarzy się z łatwą pracą, niewielkim wysiłkiem i zbieraniem dużej kasy za nic. A jak ciężka, nieunormowana, i wymagająca wytrwałości i cierpliwości ta praca może być, to każdy – wiedzący trochę więcej o branży muzycznej – człowiek zapewne zdaje sobie sprawę.

Mateusz: Podejrzewam, że części osób może też się kojarzyć z akwizytorem, który chce wcisnąć “produkt” na który nie ma popytu.

Obracacie się wokół tej, a nie innej stylistyki muzycznej. Nie myśleliście o pewnej zmianie kierunku? Jak często pojawiają się u was ciągoty do “nowości”?

Mateusz: Tak naprawdę nie narzucamy sobie żadnych ram ani założeń i gramy po prostu to, co nam akurat wyjdzie. A nawet jak kilka razy próbowaliśmy zrobić coś w konkretnym stylu, to efekt końcowy był zaskakująco odmienny…

Michał: Nowości… Hmm. Wszystko co robimy jest nowością! Siła a zarazem pewien problem z naszą muzyką, polega właśnie na tym, że to co gramy nie jest związane z żadnym gatunkiem. Mamy punkowe numery przełamane progresywnymi partiami opartymi na improwizacji, mamy “Wilczym Pyskiem”, które jest blackmetalowe i trybalno-jazzowe jednocześnie, pojawiają się elementy hardcore w takim na przykład “Ego.Echo”, ale już “Benzyna” jest progresywnym numerem totalnie ciężkim do jednoznacznego przyporządkowania. “Meat Me At the Love Parade” to też zupełnie inna bajka. Pozornie wydawać by się mogło, że jesteśmy muzyczni niespójni, niestabilni i jeśli ktoś to teraz czyta, to pewnie myśli sobie: hej koleżko! a może zdecydujcie się co chcecie grać!? Otóż… Właśnie tak chcemy grać! To wszystko składa się na nasz … niepowtarzalny styl.  Wszystko jest spójne, spokojnie. I wiesz, odpowiadając konkretnie na pytanie: nie złagodniejemy to na pewno. Ale brak ram stylistycznych jakim możemy się pochwalić sprawia, że mamy totalną wolność muzyczną!

Mateusz: Chociaż jest chyba jedna rzecz, którą chcielibyśmy wprowadzić do naszej muzyki, a na razie się nie udaje, mianowicie wzbogacenie grupowych partii wokalnych

Paweł: Śpiewanie w polskich klubach we trzech naraz, grając jednocześnie na instrumentach i nie mając często odsłuchu nie jest proste.

Paweł: Dodając jeszcze swoje “3 grosze” do tego tematu. Zapytywując o te nowości… o jakie nowości konkretnie pytasz? O obiektywną nowość związaną z tym, co się dzieję w muzyce dziś, czy subiektywnej potrzebie poszukiwania coraz to nowych rozwiązań. bo jeśli o to drugie, to w moim odczuciu ciągle przekraczamy granicę Nowego. Jeśli o pierwsze to mam wrażenie, że ciężko dziś znaleźć coś nowego. Z kolejnej strony znowuż, próbując się ustawić w roli obiektywnego słuchacza LP trudno byłoby mi stwierdzić, że ten zespół czerpie z klasycznych/tradycyjnych brzmień, zespołów, pomysłów.

Właśnie chodzi o nowe rozwiązania. A co byście powiedzieli na damski wokal w Latających Pięściach? I tutaj zechcę was jeszcze dopytać, z jaką Panią zechcielibyście wystąpić na scenie?

Michał: To bardzo dziwne pytanie.

Aczkolwiek jest to do zrealizowania!

Mateusz: Wczoraj o tym rozmawialiśmy w drodze na koncert i od razu pojawiająca się opcja to nasza znajoma Gośka Andrzejewska z Radioaktywnego Świata.

Gośka domyślałaby się, że dokonalibyście takiego wyboru?

Michał: Oczywiście, ona jest radioaktywna i ma super moce!

W takim razie mam nadzieję, że przeczyta ten wywiad i dziękuję za rozmowę!

Latające Pięści: My również dziękujemy.

Rozmawiał: Mateusz Grzeszczuk