WywiadyprzemekHurt

Wywiad z Maciejem Kurowickim (Hurt)

WywiadyprzemekHurt

Wywiad z Maciejem Kurowickim (Hurt)

“Załoga G” była dla mnie błogosławieństwem.

Hurt jest na polskiej scenie muzycznej od ponad 20 lat. Grupa ma na swoim koncie wielkie trasy koncertowe, kilka udanych albumów, ale ostatnie lata to sporadyczne występy i mniejsze zainteresowanie wrocławską formacją. O przyszłości, rynku muzycznym, ale i polskim społeczeństwie mówi wokalista Maciej Kurowicki.

Tomasz Błaszkiewicz: “Załoga G” stała się trochę waszym przekleństwem?

Maciej Kurowicki: Nie odczuwam żadnego przekleństwa z tego powodu, że piosenka stała się hitem. W moim przypadku była raczej błogosławieństwem. Wiesz, jestem słabo zorganizowanym człowiekiem, trudno mi się funkcjonuje w tzw. normalnym społeczeństwie, a dzięki tej piosence i kilku innym mogę żyć z muzyki. Niezależnie od tego czy gramy koncerty czy też ich nie gramy. Biorąc pod uwagę trudną sytuację ekonomiczną w Polsce, to w jaki sposób muzycy walczą o przetrwanie, jest to dla mnie prezent.

Mówiąc o przekleństwie, miałem na myśli pogląd, że staliście się zespołem jednego przeboju.

W sensie tak zwanej masowej rozpoznawalności, tak się stało oczywiście. Nic się z tym nie da zrobić. Byłem czasami sfrustrowany, bo miałem i nadal mam wrażenie, że inne piosenki Hurtu nie są mniej interesujące. Ale tak to jest, że droga piosenki do odbiorców przypomina trochę totolotka. Raz się udaje, a raz nie. Bardzo cieszymy się, że mamy stałych odbiorców naszej muzyki. Dzięki temu nie jesteśmy skazani na łaskę i niełaskę mediów.

Jesteśmy normalnym, albo inaczej, racjonalnym społeczeństwem?

Ta normalność dopiero się kształtuje. Mam wrażenie, że po 1989 roku Polacy, oczywiście nie wszyscy, są coraz bardziej spokojni. Jest więcej łagodności i uwagi między ludźmi.

Muzyka w latach 80. była w dużej mierze skupiona wokół buntu, kontestowania rzeczywistości. Ze zmianami w społeczeństwie, zmieniła się też muzyka i jej funkcje?

Wydaje mi się, że wreszcie nadchodzi długo oczekiwana rewolucja, czyli wymiana pokoleń na scenie. Na poziomie myślenia o muzyce, jej postrzegania i funkcji. W związku z pojawieniem się nowych mediów, muzyka stała się też mniej ważna niż kiedyś. Cieszę się, że wreszcie do głosu dochodzą tacy artyści jak: Rysy, Król czy Rebeka. To jest przemiana, która dzieje się na naszych oczach. Jeszcze kilka lat temu miałem wrażenie, że czas stoi w miejscu, że na wszystkich wielkich koncertach grają ci sami wykonawcy co piętnaście czy dwadzieścia lat temu.

Nie jestem przekonany czy coraz większa świadomość artystów idzie w parze ze zrozumieniem i zainteresowaniem wśród odbiorców. Często konsumujemy, a nie słuchamy. A jeśli już słuchamy to jako dodatek do zakupów w galerii.

Jest potężna polaryzacja, ale mamy – i to całkiem sporą – grupę ludzi, którzy konsumują kulturę świadomie. Szukają, grzebią, zadają pytania, interesują się skąd dana rzecz pochodzi itd. Fajnie, że nadal mamy radia typu Trójka czy Czwórka, mamy masę dobrych festiwali muzycznych, filmowych, teatralnych, dobrych wydawnictw płytowych i książkowych. Społeczeństwo obywatelskie rozwija się.

Do której grupy się zaliczasz?

Myślę, że jestem świadomym i czasem całkiem nieświadomym osobnikiem. Czuję, kumam, wiem, nie wiem nic. Trochę tu, trochę tam. Nie jestem bogiem. Czasem poddaję się pędowi mas, czasem stoję okoniem. Mam nadzieję, że w przestrzeniach, które mnie interesują, czyli w muzyce i fotografii, udaje mi się mówić własnym, mam nadzieję, oryginalnym językiem.

Polska jest inspirująca?

Oczywiście. Cały nasz region jest inspirujący, bo żyjemy na styku dwóch kultur, europejskiej i wschodniej. Wszystko co najciekawsze, rodzi się przez przenikanie. Nie w jednym stylu, tylko na granicy, poprzez spotykanie się ludzi z różnych kultur czy środowisk. Czystość gatunkowa i w muzyce prowadzi do wyjałowienia.

Poznałem was, wybacz uproszczenie, jako zespół studencki. Około dziesięć lat temu na fali Pidżamy Porno ogromne trasy klubowe zaczęły grać takie grupy jak: happysad, Akurat czy Hurt właśnie. Masz wrażenie, że to właśnie wy straciliście na rozwoju polskiej, nazwijmy to “openerowej” alternatywy?

Hurt ma swoją historię. Gramy ponad dwie dekady. Jedni poznali nas przez klubowe koncerty, inni usłyszeli nas w Trójce, jeszcze inni zobaczyli nas na juwenaliach, a kolejni na Off Festivalu albo znają nas ze składanek z Anteny Krzyku czy innych tego typu. Myślę, że Hurt wypracował dość oryginalny język, dzięki czemu byliśmy zawsze mile widziani na koncertach sceny niezależnej i na festiwalach starego i nowego typu. Hurt obecnie jest w sytuacji, w której nie ma planów na przyszłość. Na sto procent z wielką przyjemnością gramy i będziemy grać koncerty. A odpowiadając na twoje pytanie dokładniej, to prawda, że kapele grające jak 30 lat temu wysyłane są na emeryturę, my się do nich nie zaliczamy, bo zawsze interesowaliśmy się rozwojem, a nie pielęgnowaniem takiej czy innej, z zasady skostniałej tradycji.

Happysad ostatnią płytą zaczął podążać, zresztą bardzo udanie, w kierunku alternatywy.

To bardzo fajna płyta. Happysad zawsze był alternatywny. Pewnie chodzi ci o to, że ich muzyka jest coraz ciekawsza. Oczywiście się z tym zgadzam.

A wy nie myślicie o nowym albumie?

Nie, ale dostaliśmy ostatnio propozycję wydania na winylu naszej pierwszej kasety “Babilon” z 1994 roku. Być może pojawi się takie wydawnictwo w nakładzie 300 sztuk. Jak mówiłem wcześniej, gramy i będziemy grać koncerty. Takie koncerty, które spełniają nasze oczekiwania na wszystkich poziomach. Właśnie dowiedzieliśmy się, że w październiku zagramy w kilku miastach. Zapowiada się bardzo ciekawie, ale na razie nie mogę zdradzić szczegółów.

A jeśli chodzi o twój rozwój?

Wiesz co, ciągle nie czuję się zmęczony Hurtem, z ogromną przyjemnością spotykam się z kolegami z zespołu. Nigdy nie zastanawialiśmy się, ile czasu jeszcze ze sobą wytrzymamy, tylko poddawaliśmy się sytuacjom, które się rodziły. W ciągu dbamy o tę relację, bo to co się wydarza wspólnie jest niezwykłe. Nie wiem czy w przypadku Hurtu ewentualne rozstanie to byłby definitywny koniec. Zobaczymy. Czasami warto zrobić sobie przerwę, żeby spojrzeć na pewne rzeczy z dystansem i wrócić z wartościowymi propozycjami. A czasami jest tak, że decyzja o końcu otwiera nowy początek. Od dwóch lat poszukiwałem pomysłu na siebie. Efektem tych poszukiwań jest płyta m.in. mojego nowego zespołu, który jeszcze nie ma nazwy. Jesteśmy na etapie nagrywania płyty. Mamy już kilka piosenek, a docelowo chcemy nagrać ich piętnaście. Finalnie, już na płycie, znajdzie się dziesięć najlepszych utworów. Ludzie mogą być radykalnie zaskoczeni składem tej formacji, będzie to zupełnie inne granie niż Hurt, ale oczywiście pozostaniemy w alternatywnym klimacie. Nie chcę się ścigać z zespołami granymi w stacjach komercyjnych, nie interesują nas wyścigi. Najważniejszy jest rozwój.

Rozmawiał: Tomasz Błaszkiewicz
fot. Barbara Kaniewska

Hurt na Facebooku