Wywiad z Magnificent Muttley

Wywiad z Magnificent Muttley

Rzyganie przy muzyce, strajki i Natasza Urbańska.

Mateusz Grzeszczuk: Dziennikarze z Polskiego Radia stwierdzili, że to co ujmuje najbardziej w waszej twórczości to świetnie odrobiona lekcja z historii muzyki. Tak w ogóle to jak wspominacie szkolne czasy, byliście pilnymi uczniami?

Kuba: Generalnie nie byliśmy raczej pilnymi uczniami, ale mówię za siebie. Mnie na pewno nie ciągnęło do przedmiotów ścisłych, dzięki czemu nie była to raczej równa walka. I oczywiście nie jest tajemnicą, że polska edukacja nie wspiera niestety kreatywności. Odnośnie “odrobionej lekcji z historii muzyki” to myślę, że było to głównie dlatego, że u nas w domu (ja i Olek jesteśmy braćmi i wychowywaliśmy się razem) zawsze była muzyka. Wcześnie zaczęliśmy szukać muzyki, a klasyki i nie tylko po prostu były puszczane często w domu.

Olek: Ja byłem beznadziejnym uczniem, marzyłem, żeby skończyć szkołę i wreszcie mieć czas na muzykę.

Krzysiek: Ja też nie byłem najlepszym uczniem. Denerwowało mnie zawsze wypełnianie poleceń, stąd problemy w relacjach z nauczycielami. Ale miałem kilku nauczycieli, którzy potrafili być kreatywni i ukształtowali poniekąd moją wrażliwość, za co do dziś jestem im wdzięczny. Jeśli chodzi o muzykę – dużo z tego co teraz uważam za punkt wyjścia moich dalszych poszukiwań muzycznych znam dzięki mojej starszej siostrze. Pamiętam jak mając 8-9 lat słuchałem wszystkiego co ona, a rozrzut gatunkowy był bardzo duży. Od Nirvany, Red Hot Chili Peppers, Rage Against the Machine, aż po House of Pain, Prodigy, a nawet Kult.

Jeszcze swego czasu (chyba rok temu) wspominaliście, że na waszych koncertach panuje dosyć dziwny przedział wiekowy. Dziewczęta 15-25 i panowie +50.  Ta sytuacja nadal ma miejsce? Czy sporo się zmieniło?

Kuba: Faktycznie na początku tak było, to śmieszne i dziwne zestawienie, ale z drugiej strony znaczy, że nasza muzyka dociera do bardzo różnych grup. A to nas cieszy. Obecnie częściej są to młodzi ludzie, ale panowie 40-50 zawsze jacyś się znajdą. Chyba nie było takiego koncertu, żeby ktoś w takim wieku się nie pokazał.

Krzysiek: Podpisuję się pod tym co powiedział Kubuś!

Olek wspomniał o tym, że “ukochane piosenki może sobie puścić w dowolnej sytuacji emocjonalnej i będą pasować”. Macie może jakieś utwory, które odzwierciedlają was jako ludzi? Odtwarzasz, słuchasz i mówisz oo… tak, to o mnie.

Kuba: To jest jedna z najlepszych cech muzyki. Niezależnie od nastroju zawsze znajdę sobie kawałek, który mi podpasuje. Chyba nie byłbym w stanie wskazać jednego utworu, który “jest o mnie”, ale ostatnio na nowo odkryłem płytę “Ok Computer” Radiohead. Po pierwsze to zbiór świetnych utworów, bardzo dobre rozplanowanie pod względem emocji. Po drugie to płyta, której bardzo dużo słuchałem na początku liceum, więc dodatkowo jest też sentyment. Artysta, w którego twórczości zawsze mogę znaleźć utwór/płytę niezależnie od nastroju to na pewno John Frusciante. Chodzi mi oczywiście o jego solowe płyty.

Krzysiek: Nigdy nie myślę sobie o tak, to o mnie. Ale zgadzam się z Olkiem, są kawałki, które niezależnie od sytuacji trafiają do ciebie, może bardziej emocjonalnie niż bezpośrednio. Myślę, że w moim przypadku to większość twórczości Johna Frusciante – jednego z moich największych idoli.

Olek: Nie mam piosenki, która by mnie opisywała. Za to są piosenki, które potrafią poruszyć zawsze i wszędzie, zresztą nie zawsze piosenki, w ogóle muzyka. Tak po prostu.

Obserwując was i czytając nawet wasze wcześniejsze wypowiedzi muszę zadać jedno pytanie: dlaczego gardzicie “nowym popem”? Wspominaliście też o obrzydliwości w dzisiejszej muzyce – przypominacie sobie jeden kawałek, po przesłuchaniu którego chce wam się wymiotować?

Kuba: Prawdą jest, że jak słyszę najnowsze “hity”, no chce mi się rzygać, a pierwsze skojarzenie to prawdziwe, wielkie i obrzydliwe gówno. Tylko tu pojawia się problem ze sformułowaniem “nowy pop”. Już się jakoś utarło, że pop to najgorsza muzyka i tyle. Ale to nie jest tylko Lady Gaga itd., itp. Pop to przecież muzyka popularna i jest bardzo dużo dobrego popu. To, co zalało rynek muzyczny, to bardzo specyficzny rodzaj tej muzyki, chociaż określenie “muzyka” jest tu na wyrost. Dla mnie to jest coś bardziej w stylu “product pop”, tu liczy się tylko gwiazdeczka, która wykonuje materiał, do którego została wybrana. Tu najważniejszy jest teledysk, oprawa na koncercie i tyle, muzykę można przecież puścić z playbacku.

Krzysiek: Bardziej niż o “nowy pop” chodzi o współczesną popkulturę. Jest po prostu chu***. I promuje chu*** postawę. Jest pusta i próżna. Jest jak wata cukrowa – napuszona, kolorowa i kusząca, a tak naprawdę jest sztuczna, niezdrowa i bezwartościowa. Gdy pomyślę sobie jak wyglądała popkultura nawet w latach 90. i teraz, szlag mnie trafia. A jeśli chodzi o rzyganie przy muzyce – polecam Nicki Minaj.

Olek: Przeszliśmy magiczną granicę pomiędzy emocjonalnością, szczerością a pornografią. Wiadomo, że seks jest w piosenkach od zawsze i nie ma w tym nic dziwnego, ale jeśli względnie ładna kobieta, ubrana w tak skąpy strój, by nie musieć w telewizji na nią nakładać czarnych pasków, tańczy taniec, który kojarzy się tylko z jednym, mając dwa krótkie dwuznaczne zdania w tekście, śpiewa je stękając, jest puszczana w normalnych godzinach i programach, które może obejrzeć każdy, to jak nie powiedzieć, że ówczesny pop nie jest obrzydliwy? Mi się zawsze chciało rzygać na imprezach typu diskobałsing.

Olek nie lubi seksualnych numerów, Krzysiek narzeka na Biebera. Odnosząc się nawet do poprzedniego pytania – może nie myśleliście o zorganizowaniu jakiegoś hmm… np. strajku?

Krzysiek: Czasami się nad tym zastanawiam… Ale chyba najlepszym sposobem jest zostawienie gównianych artystów samym sobie i nie mówienie o nich ani dobrze ani źle. Wszystko przemija i wciąż naiwnie wierzę, że historia zweryfikuje ten, póki co nie kończący się, zalew muzycznego gówna.

Kuba: Oczywiście, że jakiś protest by się przydał, ale czy warto sobie tym wszystkim zawracać głowę? Ja myślę, że to co robimy jest naszym buntem przeciwko gównianej muzyce i tyle.

Od jakiego muzyka/dziennikarza muzycznego nigdy nie chcielibyście odebrać telefonu?

Krzysiek: Chyba bałbym się odebrać telefon od Pawła Stasiaka. Widziałem go ostatnio na Europejskich Targach Muzycznych CJG i wyglądał przerażająco, jak dziwna popsuta plastikowa lalka. Gdyby do mnie zadzwonił, pomyślałbym sobie Boże, czego on może ode mnie chcieć?!?

Kuba: Dobre pytanie. Chyba nie mam pomysłu na konkretną osobę, może znam za mało “groźnych” dziennikarzy, ale na pewno chętnie pogadałbym z Prokopem. Nie znam go, ale wydaje się bardzo fajnym gościem.

To teraz może włączmy abstrakcyjne myślenie. Wasz utwór może stać się hymnem, oficjalnym kawałkiem rewolucji, poruszenia, zrywu społeczeństwa. Pytanie do was – czego dotyczyłyby te wydarzenia, jaka byłaby to rewolucja?

Krzysiek: Byłoby ekstra, gdyby nasz kawałek stał się hymnem rewolucji, którą zobrazował Raczkowski. Nasza muzyka jako tło dla tłumów ludzi maszerujących pod transparentem “KU*** MAĆ!”. Wchodzę w to.

Kuba: Absolutnie zgadzam się z Krzyśkiem. To by świetnie pasowało.

Olek: Pożar jako pierwszy w historii, opisał prawidłowo naszą muzykę (braawooo!).

Jeden komentarz z YT pod klipem “No Stress” podaje: Jakbym miał wskazać kapelkę o najbardziej wystylizowanym na siłę imidżu to chyba odesłałbym lud do tego klipu. Chciałbym więc zapytać, jak ma się wasz stylista, fryzjer i kosmetyczka (śmiech)?

Krzysiek: Zwolniliśmy wszystkich po tamtym wpisie. Jak każdą konstruktywną krytykę wzięliśmy sobie ten komentarz do serca i staramy się od tej pory jak tylko możemy, żeby się przypadkiem nie przestylizować. Użytkowniku Rag Nar, mam nadzieję, że jesteś z nas dumny.

Kuba: Nawet nie chcę mi się o tym myśleć. Jak się komuś coś nie podoba w naszym “imażu”, “stylówce” albo co tam jeszcze o nas myśli, to przecież może sobie pospier*** i wszyscy są zadowoleni. Swoją drogą, jakbyśmy mieli mieć swojego stylistę to bym chyba zdechł ze śmiechu.

Olek: Ja bardzo lubiłem naszego poprzedniego stylistę!

Zwolniliście? Bardzo brutalnie, bardzo brutalnie… Pewnie nie był Polakiem! Chłopaki, interesowaliście się kiedykolwiek jakąś obcą kulturą?

Krzysiek: Nie jestem pewien, czy dobrze rozumiem twoje pytanie, ale mam ogromną słabość do kultury skandynawskiej. Jeszcze parę lat temu dużo jeździłem w tamte strony i uczyłem się nawet szwedzkiego i norweskiego.

Kuba: Może nie jakoś bardzo, ale kiedyś interesowałem się Włochami, miałem kiedyś nagłą miłość do Chorwacji (nadal uważam, że mają najlepsze koszulki sportowe. Chodzi o motyw szachownicy). Ale ciężko byłoby to nazwać dogłębną analizą tych kultur. A z innej strony to buddyzm jest mi bliski.

Krzysiek – dobrze zrozumiałeś. To może perełka na koniec. Widzieliście nowy utwór Nataszy Urbańskiej – “Rolowanie”? Co myślicie o efekcie końcowym?

Krzysiek: O, może to jednak ten utwór idealnie mnie opisuje. Po pierwszym przesłuchaniu zdałem sobie sprawę, że ja też czasem chcę wejść na densflor i zrobić hartkor. Dzięki Natasza!

Kuba: To jest właśnie taki typ idiotyzmu, który powoduje u mnie atak śmiechu. Niewiarygodny jest ten tekst z klipem. Idę rolować na bekstejdżu, bo o co kaman w sumie?

Kuba, nie mam pojęcia, o co tak naprawdę chodzi, ale tymczasem uciekam na densflor i w przerwie poroluję. Dzięki za rozmowę!