Wywiad z Oksaną Predko

Wywiad z Oksaną Predko

“Dziś trzeba być niezłym mięśniakiem mentalnym”.

Zaczynała muzyczną przygodę w toruńskim zespole Toronto, występując z utworem “Gdybyś wiedział” (tekst napisała Katarzyna Nosowska) na festiwalu w Opolu w 2005 roku. Z czasem postawiła na solową karierę, nagrała znakomicie przyjęty utwór “Autobus”. Teraz Oksana Predko wraz z zespołem przygotowuje się do wydania albumu. W rozmowie z Uwolnij Muzykę! mówi o odwadze, doświadczeniu i umiejętności podejmowania trudnych decyzji.

Oglądałaś tegoroczne letnie festiwale?

Wiedziałam, że spytasz (śmiech). Dostałam jak z bazooki tym, co wydarzyło sie na tegorocznych Debiutach w Opolu. Z kolei Sopot to taki galimatias, od którego zupełnie odstawał Artur Rojek z zespołem. A ty, oglądałeś?

Oglądałem i moje przemyślenia są dość smutne. Zwłaszcza, jeśli wrócimy pamięcią do opolskiego festiwalu z 2005 roku,  na którym pojawił się zespół Toronto czy debiutujący Zakopower.

Wiesz, jestem przeszczęśliwa, że załapałam się z Toronto na ostatnie podrygi, gdy festiwal w Opolu to było coś.

Masz wrażenie, że polski rynek przez te ostatnie lata solidnie się podzielił na dwie połówki? Mamy koszyk z muzyką dobrą lub obiecującą, która przecież nie musi być niedostępną alternatywą i zupełny mainstream, który nijak się ma do dobrego popu.

Zdecydowanie tak. Pojawia sie coraz więcej, coraz młodszych i wściekle zdolnych artystów, ale obok tego wylewa sie jakaś magma, tzw. pieciominutówki. Typowy mainstream spełnia swoją rolę, natomiast mimo wszystko powinno to być jakieś, trzymać poziom. Przeciętny odbiorca też jest w stanie dostrzec dobrą muzykę, trzeba mu to tylko ułatwić. Dzisiejszy główny nurt nie jest dobrą muzyką?

Nazywam to zapotrzebowaniem na muzykę do grilla.

No tak, dobra grill music. Chyba właśnie coś opatentowałeś (śmiech).

A wracając do Opola, jak podchodziliście do tego występu?

Wtedy ten festiwal miał pewien sznyt. To, co wydarzyło sie na tegorocznych Debiutach, wtedy nie było absolutnie dopuszczalne. Był pewien poziom, po prostu. Sam występ był dużym prestiżem i dla mnie osobiście, spełnieniem licealnych marzeń.

Rywalizacja w muzyce ma jakiś sens? Pytam, bo masz doświadczenie z udziału w Voice of Poland.

Zadałeś trudne pytanie… Cóż, rywalizacja w studio telewizyjnym podkręca oglądalność, widzowie lubią się tym emocjonować. Ja dziś rywalizuję, walczę, ale tylko ze sobą. Pamiętam etap ringu, gdy cała przestrzeń pachniała rywalizacją.

To dość specyficzna forma eliminacji przeciwnika…

I bardzo trudna, zwłaszcza że nigdy wcześniej nie byłam w podobnej sytuacji i nie ukrywam, że nie chciałabym znaleźć się w takowej ponownie. Stres sięga zenitu, emocje przesłaniają widok, a cała otoczka i stylizowanie sceny na ring bokserski popycha do małpich ruchów. Zdajesz sobie sprawę, że nie jesteś tam po to, żeby przekazać emocje, a jedynie coś udowodnić. Dałam się wciągnąć w ten wir rywalizacji, chociaż nie chciałam.

Bierzesz do siebie opinie innych osób?

Jeśli powiem, że zupełnie mnie to nie interesuje to chyba skłamię. U mnie to przyjmowanie krytyki ewoluowało. Na etapie Toronto brakowało mi pokory, nie radziłam sobie z negatywnymi opiniami. A dziś… po prostu słucham siebie. Opinie mogą mi pomóc, zmotywować, ale nie są w stanie mi nabałaganić.

Powiedziałaś, że słuchasz siebie. Trudna umiejętność?

Bardzo, uczę się tego od lat.

Na doświadczeniach?

Cały czas dokopuję się do siebie. Słuchanie siebie jest trudne, dookoła pojawia się mnóstwo elementów zagłuszających.

Kompromis to taki element zagłuszający?

Tak, choć jest ich więcej. Mam taką trójcę, z którą mi nie po drodze – kompromisy, opinie, strach. Właśnie za absolutną bezkompromisowość tak bardzo cenię producenta z którym współpracuję – Marka Dziedzica. U mnie bywało różnie, czasami robiłam coś wbrew sobie. Później zawsze była kara.

Śpiewanie pod własnym nazwiskiem z pewnością sprzyja bezkompromisowości, ale jednocześnie zwiększa się odpowiedzialność. Koniec końców, przychodzi świadomość, że uwaga skupi się wyłącznie na tobie.

Oczywiście. To dotyczy każdego aspektu mojej działalności: wizerunku, twórczości i koncertów. Firmuję sobą wszystko, a publiczność i branża mają bardzo dobrą i długą pamięć. Czasami dobrze jest schować się za nazwą zespołu.

W Toronto była odpowiedzialność zbiorowa?

Tak, skupialiśmy się na swoich zadaniach. Nie byłam szefem, raczej ładną wizytówką. Całą brudną robotę wykonywali chłopaki, za co bardzo im dziękuję. Na tym dobrym etapie żyłam w aksamitnej bańce.

Słuchasz jeszcze waszej debiutanckiej płyty “Miasto”?

Ostatnio włączyłam!

I jakie wnioski?

Świetne kompozycje, piękne melodie i teksty, doskonała produkcja Bartka Dziedzica (wywiad) i … śpiew cyborga (śmiech).

Jak to?

Nie wierzyłam w to, co śpiewam. Za chwilę zespół się rozpadł, a ja się podłamałam i obraziłam.

Na muzykę?

Na moją królową chyba nigdy się nie obraziłam. Bardziej na gatunek ludzki. Poza tym, nie byłam świadoma siebie, emocji i swoich potrzeb. Wszystko musi przyjść z czasem, pewnego etapu nie przeskoczymy. To jak z nauką języka. Muzyka też jest językiem.

A jakie trzeba mieć narzędzia, żeby ten język zrozumieć? Wrażliwość będzie dobrym słowem?

To podstawa. Wrażliwość, świadomość i doświadczenia. Mam na myśli te mocne doświadczenia, które kształtują. W przeciwnym razie jesteśmy jak kamień, który głaszcze fala. Wolę serpentyny i załamania, które kosztują, ale owocują piękną rzeźbą.

Dół jest twórczy.

To sztampowe stwierdzenie, ale chyba tak jest.

Ta piękna rzeźba przyjmie postać solowej płyty?

Mogę zdradzić, że szykują się zmiany, bierzemy się z zespołem za zupełnie nowy materiał. Uciekamy do lasu pisać piosenki. Już nie mogę się doczekać tego, co się wydarzy.

Brakuje ci czegoś w polskiej muzyce?

Brakuje mi mięsa, chociaż jestem wegetarianką. Jest za dużo “plumkania”. Wiem, że są odbiorcy tego “plumkania”, ale obok powinna być piła motorowa.

“Plumkanie” to…?

Bezpieczne granie.

Muzycy boją się zaryzykować?

Ci, którzy mają odwagę niespecjalnie pchają się do mediów, raczej robią swoje.

A ty jesteś odważna?

Nie wiem, lubię jak mną coś szarpie (śmiech). Tak mam z muzyką i filmem. Dla mnie odwaga to charyzma, powrót do naturalnych emocji, przekraczanie własnych granic i umiejętność przekazania tego w interesującej, bezkompromisowej formie. Tak robi np. zespół Cosovel.

A propos powrotu do naturalnych emocji. Nadążasz za światem?

Czasami wylogowuję się z wirtualnego świata albo codziennego przyspieszenia i uciekam na Mazury, kiedy tylko mogę. I obwąchuję wszystko jak kundel.

Wszechobecny hejt bywa męczący…

O tak, żyjemy w czasach hejtu i fejmu.

Fejm to mniejsze zło?

Fejm i hejt zazębiają się, jedno karmi drugie. I ta lawina medialna: trzeba być niezłym mięśniakiem mentalnym, żeby sobie z tym poradzić.

Do Torunia też wracasz?

Tak, lubię tam wracać. To miasto, które żyje swoim rytmem, daleko od miałkiego zgiełku. Miasto kultury i miasto aniołów, które wspominam z ogromnym sentymentem. (W tym momencie Oksana zwraca uwagę). Zobacz, właśnie leci trzeci dzień Opola. Na scenie Edyta Bartosiewicz.

Ostatni”!

Wiara wraca. Piękny, ponadczasowy utwór, która sprawia, że coś czuję. To najistotniejsze w muzyce.

Rozmawiał: Tomasz Błaszkiewicz

Zobacz naszą wideosesję z Oksaną >>