WywiadyprzemekOly

Wywiad z Oly.

WywiadyprzemekOly

Wywiad z Oly.

Caroll, Nash i smutny Sokrates.

Ma 19 lat i pochodzi z Nałęczowa. Jej utwory “to wyjątkowy klimat i specyficzna narracja przenosząca każdego w inną czasoprzestrzeń”, dostrzeżona przez Kari Amirian. Aktualnie koncertuje i jest w trakcie tworzenia materiału na swoją debiutancką płytę, której premiery można spodziewać się wiosną 2014 roku. Zapraszam na wywiad z Oly.!

Mateusz Grzeszczuk: Ostatnio przeglądałem pewien portal poświęcony książkom i natrafiłem na artykuł dotyczący pokojów pisarzy. Na zdjęciach oczywiście wielki chaos i wysypiska kartek, książek. Nie ulega wątpliwości, że ważną rolę w życiu artysty pełni przestrzeń, miejsce, w której się znajduje. W jakim miejscu czuje się najlepiej  rokująca muzycznie Oly.? Czy podczas tworzenia ważna jest dla ciebie pewna więź artysta-miejsce?

Oly.: Wszystko zależy od nastroju. I wielu innych drobnych czynników. Są dni, kiedy w nagłym przypływie pomysłów mogę napisać piosenkę “na kolanie”, dosłownie wszędzie, o czym doskonale wiedzą moi znajomi, zespół. Jednak ten ostatni “kolanowy” etap jest tak naprawdę efektem wielu spacerów, podróży pociągami, rozmów, podglądań świata. Co do miejsc, w których czuję się najlepiej – ich też jest wiele. Lubię mój pokój. Lubię otaczać się pamiątkami i na pozór zbędnymi przedmiotami. Przetrzymuję różne dziwaczne rzeczy, do których jestem emocjonalnie przywiązana. Z drugiej strony – potrafię czuć się dobrze w każdym miejscu na ziemi, jeśli chwila jest dobra, sprzyjająca. Może to być park, w którym bywam prawie codziennie, ale też obce miasto. Blisko czy daleko, staram się być obserwatorem.

Zdarza ci się zapisywać ”cudze frazy”? Na ile w swoich utworach jesteś ‘’sobą”, a na ile podszywasz się pod cudze dane? Podobno sztuka to jedno z nielicznych miejsc, w którym można być kim się chce.

W tekstach zawsze staram się być sobą. Czasami zdarza mi się być wymyśloną postacią z wymyśloną historią – ale to ja sama tworzę tę postać, na podstawie moich doświadczeń. “Cudze frazy” mogą być inspirujące, skłaniać do refleksji  – ale nie przemycam ich do swoich tekstów. Dążę do jak największej samodzielności i autentyczności. Jest to dla mnie naturalne.

Chciałaś zostać w dzieciństwie jakąś ”bajkową” postacią?

W dzieciństwie lubiłam czytać książki Frances Hodgson Burnett i “Alicję w Krainie Czarów” Lewisa Carolla. Imponowały mi małe dziewczynki o silnych (często trudnych) charakterach, które potrafiły sobie poradzić w różnych sytuacjach bez specjalnych magicznych mocy. Były odważne, mądre i sprytne, a przede wszystkim miały ogromną wyobraźnię. I to właśnie dzięki niej, w zwyczajnie-niezwyczajny sposób mogły przenosić się w magiczne miejsca, bajkową przestrzeń, zamieniać codzienność w niecodzienność. Też tak chciałam. Nie zależało mi specjalnie na lataniu, byciu niewidzialnym czy innych bajkowych zdolnościach. Za to zawsze chciałam móc pospacerować po “Tajemniczym Ogrodzie” nawet jeśli wszyscy mówią, że nie istnieje.

Co mówi ci wyobraźnia na temat twojej przyszłości muzycznej? Na jakich scenach się widzisz, z kim współpracujesz?

Hm, mogę powiedzieć jedynie tyle, że razem z zespołem myślimy coraz intensywniej o płycie. Marzy nam się nagranie naprawdę dobrego materiału, nad którym już zaczynamy pracę. Poza tym – akurat w sprawach przyszłości wolę trzymać wyobraźnię w ryzach, nie zapeszać snuciem wielkich planów. Ostatecznie przecież i tak, to co stworzymy – nasza muzyka – zadecyduje, jaką ścieżką powinniśmy podążać. Nie będziemy jej zatrzymywać.

Jak się debiutuje na rynku muzycznym w 2013 roku, a co nie było możliwe x lat wstecz? Są jakieś wskazówki dla artystów, którymi powinni się kierować, brać je pod uwagę?

Niewątpliwie dzisiaj potężnym narzędziem promocji jest internet. Dzięki niemu muzyka błyskawicznie dociera do odbiorców. Także postęp technologiczny ułatwia tworzenie i rejestrowanie utworów. To niewątpliwie fajna rzecz, móc w każdej chwili nagrać melodię, która ułożyła się właśnie w głowie. Niemniej, nie mam jeszcze wystarczająco dużego muzycznego stażu, upoważniającego mnie do udzielania rad i wskazówek. Uważam jednak, że powinno się naprawdę lubić muzykę. Nie działać wbrew sobie ani pod przymusem. W końcu – muzyka to forma wyrazu, która ma oczyszczać nas z emocji, dawać pewną wolność, a nie stać się czymś, co krępuje.

Nie krępowałaś się występu na BalconyTV? Jak wspominasz tę wizytę?

Oczywiście, że trochę tak – co niewątpliwie da się zauważyć. Jednak bardzo chciałam podzielić się ze wszystkimi nowym utworem, granym wreszcie w pełnym składzie. To było dla mnie najważniejsze. Uważam, że pomimo niesprzyjającej pogody (w momencie, kiedy weszliśmy na balkon zaczął padać deszcz) całkiem nieźle nam poszło. Poza tym – Poznań naprawdę jest piękny. A piękne miejsca zawsze dobrze się wspomina.

Całkiem niedawno puściłem twoje kawałki znajomemu, który bez chwili namysłu dostrzegł w tobie Kate Nash. Doszukałaś się kiedyś podobnego porównania? Jak myślisz, ciężko jest dzisiaj stworzyć coś własnego, oryginalnego?

Nie porównuję i nie próbuję doszukiwać się podobieństw. Chociaż – tak jak mówisz – pewnie można je znaleźć. Wszyscy przecież jesteśmy ludźmi, czujemy, myślimy, obserwujemy – często podobnie do siebie, choć na różne sposoby. Tworząc muzykę nie zastanawiam się przy każdym słowie: czy ktoś już o tym przypadkiem nie mówił? Kiedy śpiewam myślę tylko o uczuciach, spostrzeżeniach, obrazach, które chcą się ze mnie wydostać. Chcę być autentyczna. Są takie bardzo, bardzo znane słowa Wilde’a – be yourself, everyone else is already taken. Uważam je za bardzo trafne.  Dlatego jestem sobą. Bez względu na to czy podobna do kogoś. Ale nie ta sama.

Kiedyś wspomniałaś, że te “melancholijne” utwory są podsumowaniem pewnego etapu w twoim życiu, że masz “zaburzone poczucie smutku”. Jak się smuci Oly.? Życie już dało ci w kość?

Nie mogę powiedzieć, że “życie dało mi w kość”, ponieważ byłoby to niesprawiedliwe wobec moich bliskich, a także wobec ludzi przechodzących przez naprawdę koszmarne doświadczenia każdego dnia. Ja z natury jestem po prostu melancholijna, mam skłonności do snucia refleksji, do długich wewnętrznych monologów. Wspomniałam kiedyś też, że staram się być bacznym obserwatorem otaczającej mnie rzeczywistości. Dlatego dostrzegam dużo rzeczy w świecie, w ludziach -  tych dobrych, ale też złych, negatywnych. Chyba sama potrafię sobie dać najbardziej w kość. Bo często wolę pozostać po stronie “smutnego Sokratesa”. Dzięki temu jednak naprawdę umiem docenić radosne chwile, dzięki temu w dużym stopniu tworzę.

Sztuka rodzi się zawsze w jakiś bólach, przeciwnościach?

Myślę, że przede wszystkim w momentach, gdy człowiek nie może udźwignąć nadmiaru emocji. Kiedy złe, albo dobre uczucia chcą się wydostać z naszego wnętrza.

Rozmawiał Mateusz Grzeszczuk