Wywiad z Solitude State

Wywiad z Solitude State.

“Muzyka to niesamowita wolność!”

Mateusz Grzeszczuk: Zespół był początkowo projektem Patryka Grymuzy. Zdecydowałeś się, że “A Postcard to the Widerness” ma być płytą solową, a to dlatego, że w Solitude panował lekki zastój. Tu nasuwa mi się pytanie, czym był spowodowany i dlaczego nie mogliście się “zebrać”?

Patryk: Zastój był spowodowany tym, że było już raczej przesądzone, że nasz perkusista odejdzie z zespołu i nie bardzo mieliśmy pomysł na to, co dalej. Kombinowaliśmy na różne sposoby: chcieliśmy grać we dwóch z Bartkiem do bitów, próbowaliśmy nawet opcji ze mną na perkusji i śpiewającą dziewczyną (Ewa – pozdrawiamy!). Po drodze był jeszcze jeden perkusista, z którym nie wypaliło, aż wreszcie pojawił się Marcin i zaczęło żreć. Marcin jest takim człowiekiem, w którym chcesz mieć przyjaciela. Jest spontaniczny, zabawny i do bólu szczery. Po powrocie z trasy, kiedy wrócił do swoich obowiązków, zaczęło mi brakować jego towarzystwa. Po jakimś czasie, od słowa do słowa, pojawiła się możliwość, żeby grać razem na stałe i to był strzał w dziesiątkę.

Patryk powiedziałeś kiedyś: Mimo wszystko, odkąd zacząłem nagrywać muzykę, kieruję się zasadą, że jeśli mam zebraną całość, z której jestem zadowolony, to publikuję ją bez względu na jakość. Nadal uważasz, że emocje są ważniejsze niż same brzmienie, możliwości? Słuchacze mogą to jednak odebrać w różnoraki sposób, nie zrozumieć skąd taka decyzja.

P: Tak, nadal uważam, że emocje są ważniejsze niż brzmienie i teraz mogę to powiedzieć z perspektywy kogoś, kto nagrywał wokal na pierwszą płytę śpiewając do słuchawek i kto nagrał album w profesjonalnym studiu nagrań. Uważam, że to, iż nie ma się jakiegoś wypasionego mikrofonu czy odpowiednio zaadaptowanego pomieszczenia do nagrywania nie powinno być żadną przeszkodą i bardzo cieszy mnie rozwój homerecordingu, jestem w to mocno wkręcony. Jeżeli coś ci gra w serduchu, to pieprz to, że nie stać cię na jakiś sprzęt, skup się na tym co możesz ogarnąć i nagrywaj, ciesz się tym, baw, śpiewaj, krzycz, bez skupiania się na tym, czy posłucha cię 10 czy 10000 osób. Muzyka to niesamowita wolność! Oczywiście nie znaczy to, że nie lubię pięknie wyprodukowanych płyt i choćby z powodu tego, że interesuje mnie temat produkcji nagrań, zwracam na to uwagę, ale nie jest to u mnie głównym kryterium odbioru płyty.

Jak wspominacie czas pierwszej samodzielnej trasy koncertowej? Z tego co mi wiadomo był to czas “ustabilizowania” składu. Jakiś casting, wybory? (śmiech)

Bartek: Musieliśmy się pozbierać, bo Damian – poprzedni perkusista, wylatywał na rok do Japonii, akurat w momencie, kiedy dogadywana była trasa.

Marcin: Na trasie było różnie. Nie mieliśmy wtedy płyty więc ludzie nas nie znali, nie wiedzieli czego mogą się spodziewać więc może dlatego na tej trasie za dużo ludzi na koncertach niestety nie było. Może również była to kwestia promocji, może niektóre rzeczy można było zrobić lepiej. Ale i tak nie żałujemy ani chwili z tych kilku koncertów. Mój status podczas tej trasy był taki, ze byłem perkusistą tylko na koncerty, potem wróciłem do swojego poprzedniego zespołu ale jak widać trochę się jednak zmieniło. Castingu również nie było, dostałem się po znajomości (śmiech).

B: Marcin to mój dobry kumpel i graliśmy kiedyś razem zanim dołączyłem do Solitude State, więc stąd pomysł, żeby poprosić go o pomoc. Dobry pomysł, jak się okazało.

Dlaczego zdecydowaliście się na współpracę z Michałem Kupiczem?

B: Na samym początku myśleliśmy o kimś innym, ale skoro ciężko było się w ogóle spotkać, żeby pogadać, to już dalej nie brnęliśmy. A Michał zrobił wiele rzeczy, które szczególnie mi, bardzo się podobają czysto muzycznie, ale też pod względem brzmienia, miksu itp, co w tym przypadku wydaje się być kluczowe. Wyraził chęć współpracy i już dalej poszło.

Na jednym z portali w informacji przed premierą albumu pojawiła się informacja, że “będzie to płyta marzycielska”. Rzeczywiście ostro bujacie w obłokach?

M: Chyba każdy muzyk buja w obłokach. Mając pracę (albo i nie) i grając po godzinach w wolnym czasie, trudno nie marzyć, ze tworzona muzyka przyniesie coś więcej niż tylko samozadowolenie -skądinąd również potrzebne. Marzą się tłumy na koncertach, koncerty na europejskich festiwalach i sto innych różnych rzeczy.

P: U mnie to “marzycielstwo” wywołuje inne skojarzenia. Tytułowi pełnoetatowi marzyciele, to ludzie, którzy są ciekawi drugiego człowieka, świata, którzy nie boją się doświadczać i niekiedy postawić wszystkiego na jedną kartę. Takimi marzycielami są też na pewno dzieciaki, które nie mają oporów przed zadawaniem pytań, mówią to co myślą, wszystko muszą dotknąć, spróbować, sprawdzić. U nich nie ma wyrobionych opinii, nie ma osądzania, narzucania innym swoich poglądów, jedynego słusznego sposobu na życie. Uważam, że takie patrzenie na świat oczami dziecka, oczami marzyciela, to dobry sposób na przejście przez to życie.

Od premiery niedługo miną dwa tygodnie, jakie mieliście oczekiwania i czy na ten czas zostały spełnione?

B: Chyba coś poszło nie tak, bo nie dostaliśmy jeszcze zaproszenia z żadnej telewizji śniadaniowej…

M: Śledzimy odbiór płyty na naszym profilu na bandcampie i chyba nie jest źle. Dotychczas ukazała się jedna bardzo przychylna recenzja, z czego bardzo się cieszymy i czekamy na więcej.

Tytuł krążka sugeruje mi, że jesteście wizjonerami. Jaki możliwy, najlepszy scenariusz rysujecie przed sobą na najbliższy czas?

B: Aż takimi wizjonerami się chyba nie czujemy. Najważniejsze jest, żebyśmy dalej grali co chcemy i mieli z tego radość.

M: Zagrać na renomowanym polskim bądź europejskim festiwalu albo supportować znany i lubiany przez nas zespół.

P: Ja bardziej od koncertowania lubię nagrywanie, więc chciałbym mieć swoje studio nagrań, tak żebyśmy w tej kwestii nie byli od nikogo zależni.

Najbliższe plany zespołu?

M: Staramy się dotrzeć do coraz większej ilości ludzi więc zabiegamy o recenzje, koncerty i wszelkie inne możliwe miejsca gdzie można by zaprezentować naszą płytę jak i nas jako zespół.

B: Dogadujemy szczegóły wiosennych koncertów promujących płytę w Polsce, a i może gdzieś dalej się uda pojechać. A poza tym zaczynamy prace nad nowym materiałem i jest to bardzo ekscytujące.

Dziękuje serdecznie za rozmowę i życzę powodzenia!

Rozmawiał: Mateusz Grzeszczuk