WywiadyprzemekVitalic

Wywiad z Vitalic

WywiadyprzemekVitalic

Wywiad z Vitalic

“Wciąż istnieje przestrzeń dla dziwnej i eksperymentalnej muzyki”.

Pascal Arbez-Nicolas, czyli Vitalic jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci francuskiej elektroniki i chociaż jego ostatni album (“Rave Age”) ma już blisko trzy lata, koncerty nietuzinkowego producenta wciąż przyciągają tłumy fanów. Nie należy do osób bardzo rozmownych, ale przed nadchodzącą wizytą w Polsce udało mi się zamienić z nim kilka zdań.

Jarosław Kowal: Był Dima, teraz jest Vitalic, będzie jeszcze trzeci Rosjanin czy Vitalic to twoja ostateczna muzyczna forma?

Vitalic: Nie wiem. W tej chwili mam w głowie grecko brzmiące imię na wypadek, gdybym potrzebował zmiany… Lubię rosyjskie imiona, brzmią dla nas bardzo egzotycznie.

W ostatnich latach popularne stało się koncertowanie nie tylko z autorskim materiałem, ale także występy pomniejszone do wersji “DJ set”. O ile się nie mylę, ty nie bierzesz udziału w tego rodzaju wydarzeniach – dlaczego i co o nich sądzisz?

Czasem grywam jako didżej, ale jest to połączenie żywej muzyki i setu didżejskiego. Nie udaję, że jestem prawdziwym didżejem. Jak wspomniałeś, nie jest to czymś, z czym zamierzam się identyfikować. Nie mam jednak żadnej opinii na ten temat. Byłem na wielu dobrych imprezach, gdzie didżej wybierał świetną muzykę, a także na wielu nudnych z didżejami nastawionymi na techniczne granie pełne loopów.

Wielu z nich korzysta z prostych mikserów albo nawet wyłącznie z oprogramowania komputerowego. Myślisz, że to w jakimś stopniu szkodzi reputacji innych didżejów czy raczej jest to niegroźne zjawisko?

Naprawdę sądzisz, że korzystanie z winyli gwarantuje dobry i interesujący set? Ja nie… Nie obchodzi mnie, jak pieczesz swoje ciasto, tylko czy jest smaczne. Poza tym sądzę, że bycie didżejem nie jest ciężką pracą. Oczywiście niektórzy są utalentowani, inni mniej utalentowani, ale są przecież muzycy, którzy piszą opery czy symfonie. To zdecydowanie więcej niż synchronizowanie dwóch perkusyjnych loopów pozbawionych melodii…

Jak to wygląda na wyższym poziomie – czy spotykasz się z tym, że producenci, którzy mają niewielkie pojęcie o tworzeniu muzyki osiągają sukces dzięki coraz to nowszej technologii?

Tak, to prawda, że technologia i komputery mogą pomóc stworzyć kawałek w kilka godzin i może to być dobry kawałek. Portal Beatport jest przepełniony milionem utworów, które brzmią dokładnie tak samo. To trochę smutne, niemniej wciąż istnieje przestrzeń dla dziwnej i eksperymentalnej muzyki.

Podczas twoich występów sporo się dzieje, czasami miewasz nawet żywą perkusję na scenie, ale często koncerty z muzyką elektroniczną są po prostu obserwowaniem osoby stojącej przed laptopem. Jaka jest twoja koncepcja idealnego występu?

Moja idea perfekcyjnego koncertu nie jest związana z zabieraniem ze sobą dużej liczby sprzętu czy ludzi, nawet jeżeli chodzi o wielkie koncerty. Jeżeli mogę wziąć ze sobą komputer i trzy małe maszyny, a za ich pomocą zabrać ludzi do swojego świata, wtedy jestem szczęśliwy.

Jakiego rodzaju występów możemy spodziewać się w Polsce? Przyjedziesz sam?

Tak, duża trasa już się skończyła. Przyjadę sam z mikro-zestawem i zagram swoje utwory – starsze, ale zaktualizowane i kilka nowych, które jeszcze nie były publikowane.

Rozmawiał Jarosław Kowal

Vitalic wystąpi 6 marca w Stanie Surowym w Warszawie, 13 marca w klubie Sfinks700 w Sopocie oraz 14 marca w Pralni we Wrocławiu.