WywiadyprzemekCochise

Wywiad z zespołem Cochise

WywiadyprzemekCochise

Wywiad z zespołem Cochise

Paweł Małaszyński i Wojciech Napora pod lupą.


Mateusz Grzeszczuk: W jednym z wywiadów powiedzieliście, że macie zawsze pewną, ustaloną koncepcję na płytę. Tutaj mogę wysnuć pytanie, czy jesteście w muzyce bardziej spontaniczni czy poukładani?

Paweł Małaszyński: Z tym bywa różnie. Niektóre pomysły przychodzą spontanicznie, szybko i płyną od razu. Nad innymi trzeba więcej popracować. Gdy stworzymy już wystarczającą ilość utworów by wypełnić płytę, zaczynamy myśleć o koncepcji, czyli okładce, tytule itp. Jako że to ja jestem odpowiedzialny za warstwę tekstową, rzucam pomysł i na okładkę, i jakąś myśl przewodnią płyty. Konsultujemy to wspólnie i dopracowujemy grafikę. Tak powstaje koncepcja, o którą pytasz.

Jest taki amerykański film z Jimmy’em Carrey’em “23″, gdzie głównego bohatera prześladuje tytułowy numer filmu. Wiem, że akurat ciebie prześladuje 118…

P.M.: Płyta miała nosić zupełnie inną nazwę, miała być zupełnie inna koncepcja graficzna itp. Dopiero po nagraniu poprzedniej “Back to Beginning”, zaczęły rodzić się kolejne pomysły. Dodatkowo byłem jeszcze dosyć zajęty zawodowo, bo wszedłem w dwa duże projekty i ze względu na to bardzo dużo podróżowałem po Polsce. Do tego dochodziły wyjazdy z moim teatrem. Często było tak, że trafiałem do pokoju z numerem 118. Na początku zdarzyło się to raz, dwa, później zaczęło się cyklicznie powtarzać. W tych właśnie pokojach hotelowych powstawały jakieś melodie, zapisywałem je w głowie, na dyktafonie i stwierdziłem: Dlaczego nie?. Skoro ten numer mnie prześladuje, to dlaczego nie nazwać tak płyty? No i tak właśnie się stało. Stwierdziliśmy, że nazwiemy płytę “118″. Później zacząłem się zastanawiać, ile tajemnic ma taki pokój hotelowy. Wiesz, przewinęło się w nim multum ludzi z przeróżnymi historiami, a my spłyciliśmy to do trzynastu namalowanych obrazów i powiesiliśmy je w tym pokoju. 118 to numer wyjściowy, więc każdy może sobie podłożyć pod to coś, co mu odpowiada.

Tym razem przy nagrywaniu zastosowaliście inną metodę niż zwykle. Materiał jest bardziej surowy.

Wojciech Napora: To była metoda nagrywania jak największej ilości materiału”na setkę”, aby uchwycić ten żywy i energetyczny element. Nagrywając różne demówki w kanciapie zauważyliśmy, że ten czynnik jest bardzo ważny i pojawia się, kiedy nagrywamy wszyscy razem, jednocześnie. Zauważyliśmy, że jest energia, czynnik, którego nie da się normalnie odtworzyć w studiu i postanowiliśmy, że “118″ nagramy właśnie w taki sposób.

Wynikało to może z muzycznego niedosytu z poprzednich płyt?

W.N.: Raczej z tego, że chcieliśmy spróbować czegoś innego. Nie wiem czy tak będziemy nagrywać kolejną płytę, ale na “118″ czuliśmy, że tak powinniśmy zrobić.

P.M.: Często spotykaliśmy się z taką opinią, że: Fajnie się tego słucha na koncertach, macie fantastyczną energię, która jakby nie przenosi się na płyty. Długo zastanawialiśmy się co zrobić, aby tak się stało. Nagrywanie na setkę było naturalnym sposobem. Najbliższym koncertom. Nam to się bardzo podoba. Jak będzie ze słuchaczami? Nie wiem.

Coverów na płycie nie będzie, ale wspominaliście, że macie nowe w planach.

P.M.: Covery? Ciężko powiedzieć. Na pewno nie wchodzimy dwa razy do tej samej rzeki, więc nie liczyłbym na jakiś cover zespołu The Doors. Był taki okres gdzie graliśmy Queen – “Keep Yourself Alive”, parę razy graliśmy Godsmack – “Voodoo”. Na razie nie przykładamy do tego jakieś większej wagi. Najważniejsze jest stworzenie utworów na kolejną płytę. Skupimy się na zamknięciu materiału, a jeżeli wpadnie nam coś do głowy to czemu nie? Chcieliśmy, aby “118stka” była czysto Cochisowa – zero motywów indiańskich i żadnych coverów.

Ktoś cię spytał, jaka będzie to płyta, odpowiedziałeś, że będzie to płyta “trudna”. W tej samej rozmowie padła sugestia, że świadomie rezygnujecie z rozgłośni radiowych.

P.M:  To nie jest tak, że na radiu nam nie zależy. Zależy, bo akurat to medium jest teraz najlepszym dowodem na to, że muzyka dociera do ludzi. W latach 90. istniały jeszcze w Polsce telewizje muzyczne.

W.N.: Nigdy nie będzie tak, że będziemy tworzyć pod radio. Jeżeli chcieliby – super, ale tylko w takiej formie, jak my to nagraliśmy. Nigdy nie nagniemy swojej muzyki po to, by puszczały ją stacje radiowe.

Zwraca się też uwagę na to, że chcecie być w jakiś sposób anonimowi, np. na waszej płycie nie ma imion, nazwisk, podziękowań, dedykacji. Akurat zdjęcie na okładce jest.

P.M.: My nigdy nie ukrywaliśmy tego, że ja tam gram, tylko nigdy się z tym nie afiszowaliśmy. Gramy od 10 lat. Jeszcze na początku na barkach czuliśmy ciężar udowodnienia czegoś, bo przecież ja tam śpiewam. Wyobraź sobie, że  przez prawie pięć lat nie koncertowałem, bo się tego po prostu bałem. Nie wiedziałem, jak chłopaki zniosą moją popularność. Bałem się koncertować, bo myślałem, że zaraz to będzie oplute. Ale wiesz, od czterech lat mamy to już w głębokim poważaniu, każdy ma prawo to oceniać i trzeba się nauczyć z tym żyć, a ja najbardziej, bo reszta zespołu ma większe doświadczenie koncertowe.

W.N.: Najzdrowszym jest się nad tym nie zastanawiać, nie rozmawiać, nie myśleć. Do niczego to nie prowadzi. Chcemy grać i robić swoje.

P.M.: Ale każdy ma prawo to oceniać, robimy muzykę, którą kochamy, ale nie każdemu musi się to podobać. To naturalne.

W.N.: Jeżeli coś mi się nie podoba, to po prostu tego nie słucham, natomiast są ludzie, którzy to komentują, wypisują swoje. Nie ma możliwości, aby stworzyć zespół i muzykę, która będzie trafiać do wszystkich. To nie jest celem żadnego artysty. Mogę powiedzieć: to mi się nie podoba, wyłączam, zapominam i idę dalej.

Występowanie na deskach, ciągła styczność z obrazem sprawiła, że jesteś wyczulony na to jak prezentujecie się na scenie, jak wyglądają wasze klipy?

P.M.: Teledyski jak najbardziej, to jest mój konik, mam bzika na tym punkcie. Muszą być dopracowane, ale też musisz zdać sobie sprawę, że nie dysponujemy takim budżetem, żeby robić je z dużym rozmachem. Staramy się kręcić je małymi nakładami finansowymi, z ambitnymi, młodymi ludźmi, którzy się w to angażują i realizują moje pomysły, na tyle, na ile nas stać. Obraz i wizualna prezentacja zespołu przez muzykę jest bardzo ważna. Lubimy też się zmieniać, tak jak nasze płyty są różnorodne. Ktoś przechodzi z kawałka numer 2 do kawałka numer 7 i mówi, że to nie jest ten sam zespół. Istnieje pewna różnorodność, ale każdy słuchacz może potraktować to zupełnie inaczej.

Podobno zależało wam, aby na płycie było jak najwięcej instrumentów.

P.M.: Raczej nie. Pojawiają się tu oprócz gitary, basu, perkusji i wokalu fortepian i chór dziecięcy.

Element zaskoczenia?

W.N.: Myślę, że to kwestia pomysłu na utwór. W “Before You Sleep” po prostu słyszeliśmy pianino i chór dziecięcy.

P.M.: Ale to jest cały czas Cochise z pewnymi smaczkami, które były dla nas wyzwaniem. Na pewno nie znajdziesz na “118″ elektroniki i karkołomnych trików produkcyjnych. To nadal surowe granie z delikatnymi dodatkami.

Paweł, nadal masz na “granie na czekanie” utwór Nine Inch Nails?

P.M.: Tak jest. Nine Inch Nails – “Closer”. Jak dzwonią do mnie dziennikarze, to pierwsze czego wysłuchują to: chciałbym cię pier**** jak zwierzę (śmiech).

Dzięki w takim razie za rozmowę i życzę powodzenia!