Zaburzenia – “Igły”

Zaburzenia – “Igły”
wyd. własne/2015

Nie ma trapów, niuskulu, oldskulu, truskulu, autotune’a, hashtagów, bragga. Są muzyczne opowieści.

Spójrzcie na okładkę i zastanówcie się, co widzicie. Wszystko jest niebywale wymowne: śnieg, tabletki, igły, klucz, zamek, poplątana wstążka, dzieci, sowa, czaszka na kubku z kawą, itd. Przypiszcie teraz poszczególnym symbolom ich znaczenia, możecie nawet zaszaleć z tymi koncepcjami. Bowiem o czym byście nie pomyśleli, to właśnie znajduje się na drugiem albumie duetu Zaburzenia – “Igły”.

Wyciągnijmy więc pierwszą igłę – “Uwarunkowania“. Trudno o lepszy wstęp do płyty niż opis tego, jak było w latach 90., z jakimi problemami skonfrontował się niemal każdy z nas. Jestem głosem pokolenia kilku osób w kliku miastach, wszyscy mamy zaburzenia i ciężko nam dorastać – deklamuje emocjonalnie Kuba Witek do pędzącego bitu. Kolejna igła to “Strach“, gdzie ponownie mamy do czynienia z mocnym tekstem, który idealnie wpasowuje się w podkład Szatta. W następnym utworze “Szczątki” wokalnie udziela się Magda Wac. W hip-hopowych numerach często bywa tak, że kobiece refreny nie brzmią dobrze. Nie zdarzyło się to jednak na płycie Zaburzeń. “Stary Nowy Jork” to bardziej klasyczny kawałek, który nieco zwalnia tempo albumu. Duże wrażenie może robić “Krótka historia o miłości do…” – takiego storytellingu brakuje w polskim rapie. Drugą połowę krążka rozpoczyna najlepszy utwór – “Śnieg”. Ponownie słyszymy świetnie opowiedzianą historię, która najpierw była opisana w książce Kuby Witka, a dopiero później, jak sam pisze, pozamieniał kilka słów i dodał rymy. Wyszedł z tego idealny kawałek na drugi dzień Świąt. Tytułowe “Igły” z gościnnym udziałem Magdy Wac to kolejny duży ładunek emocjonalny. Na “Śmietniku” znajdziemy natomiast ogólny zarys kondycji świata. “Sezon w piekle” może nawiązywać do cyklu Rimbaud’a, w tekście natomiast Tusz przywołuje “Kwiaty zła” Baudelaire’a. Ostatnią igłą do wyciągnięcia jest instrumentalny “Waiting for Autumn“, który jest pięknym zwieńczeniem płyty.

Praca raper-producent rozłożyła się tu po równo – jeden bez drugiego w tym wypadku by nie istniał. Szatt i Witek uzupełniają się znakomicie i nie jest tak – jak to zwykle w takich projektach bywa – że raper przykrył gdzieś rolę producenta. Nie. To jest zespół. Jedność. Rozumieją się. I to słychać. Tuszowi nie są potrzebne przyspieszenia i inne skomplikowane zabiegi związane z flow. Nie doświadczycie na tej płycie też braggi. Witek nie musi mówić, że jest świetny – widać to po jego głębokich tekstach i tym, jak bardzo zaangażowany jest w każde słowo. Teksty może i nie są technicznie najlepsze, ale to, jak są nam podane jest interesujące. Jeśli chodzi o warstwę muzyczną, to jest bardzo podobna do tej z tegorocznej solowej płyty Szatta “Bloom” (recenzja). Bity rozpędzają się, zwalniają, doskonale uzupełniają słowa. Nawarstwianie dźwięków sprawia, że materiał może wydać się ciężki, ale kiedy doda się do tego mocno akcentowane i przeżywane teksty, które budują napięcie – mamy kompletny twór.

Debiut Zaburzeń – “Sny, w których ginę” (recenzja) był bardziej spokojny i melancholijny, więcej tekstów opierało się na historiach miłosnych i niedostosowaniu do życia. Tutaj mamy natomiast niebanalne opisy uczuć i emocji, które towarzyszą nam każdego dnia, ale o których nie mówimy. Można powiedzieć, że wiele z nich traktuje o pokoleniu Y. “Igły” są płytą o mocno antynarkotykowych treściach. Temat był wałkowany wiele razy, ale tutaj został zobrazowany w inny sposób. Wiele z tych tekstów znalazło swoje odzwierciedlenie w książce Kuby Witka – “Re:Tusz”, która została niedawno wydana. Nie ma tu prawienia morałów, każdy może brać z tych tekstów to, co uważa za słuszne.

Na drugim albumie Zaburzeń nie uświadczycie hashtagów, trapów, niuskulu, oldskulu, truskulu, autotune’a, bragga (i dziesiątek innych charakterystycznych (w ostatnim czasie) dla hip-hopu kwestii). Nie jest to typowo hip-hopowa konwencja. Duet odbiega od tego, co aktualnie dzieje się w tym świecie. Nie ulegają modom. Wybiegają natomiast w przyszłość. Tego krążka po prostu chce się słuchać. Tak samo za drugim, jak i za dwudziestym razem. Jasne, brałem od Ciebie kasę czasem za moją pracę, ale po niej razem szliśmy na spacer – idę pospacerować z Witkiem i Szattem…

Ewelina Malinowska