Relacjeprzemek

Znów jak młody bóg

Relacjeprzemek

Znów jak młody bóg
24.11.2013/Warszawa

Relacja z koncertu The Young Gods.

Franz Teichler nie widzi przyszłości dla nowego składu The Young Gods. Widzi za to bardzo dobrze swoją przeszłość – dwa pierwsze albumy wydane pod koniec lat 80. Zespół wrócił do niej po latach, wyruszając w nostalgiczną trasę koncertową. Lider, perkusista Bernard Trontin i wyratowany od nieszczęść korporacyjnego życia Cesare Pizzi obsługujący samplery grają teraz “The Young Gods” (1987) i “L’Eau Rouge” (1989).

Warszawski koncert, który odbył się w klubie Basen, dowiódł słuszności opisu z last.fm, którego autor twierdzi, że The Young Gods wyprzedzili swoje czasy, a za sprawą polegania na samplerach i sekwencerach koncerty brzmią tak samo jak przed dwudziestoma laty. Za to ostatnie nie mogę ręczyć, ale podejrzewam, że oprócz mniejszej ilości siwizny wśród członków zespołu, wyglądało to rzeczywiście podobnie.

Franz Teichler niepokojąco przypomina Romana Polańskiego, jego głos jest natomiast narzędziem niesamowitym. Płynnie przechodzi od melancholijnego zawodzenia do ciężkich charkotów. Trochę głupio jest słuchać tekstów, których się nie rozumie – The Young Gods posługują się głównie francuskim – niemniej brzmiały świetnie, uzupełniając pozostałe dźwięki o unikalne brzmienia.

Mocna perkusja szybko dołączyła do duetu Teichler/Pizzi, który wykonał pierwszy kawałek. Sample momentami mogły być spokojnie zastąpione żywym brzmieniem gitar, ale zespół szybko udowodnił, że ich użycie było zasadne, wyczarowując mnóstwo ciekawszych dźwięków przypominających rozmaite instrumenty lub przeciwnie – brzmiąc zupełnie mechanicznie. Wszystkiemu towarzyszyły urocze tańce wokalisty, który niekiedy udawał marionetkę, a czasem bawił się w łapanie światła, które układało się w słup wzdłuż statywu jego mikrofonu (reflektor był przyklejony do podstawy i zwrócony w górę).

W setliście znalazły się takie kawałki jak “La fille de la mort” czy “Pas mal”, trochę szkoda, że zabrakło mojej ulubionej, “Charlotte”. Z pierwszej płyty uwagę zwrócił cover Gary’ego Glittera, “Did You Miss Me”. Teichler, kierując to pytanie do publiczności, wskazywał po kolei na swoich dwóch kolegów. Stwierdził również, że oni owszem, tęsknili za nami. Publiczność odwzajemniła te uczucia, energicznie domagając się bisów – zespół wychodził aż dwa razy.

Młodzi panowie Szwajcarzy są pewnie duchem, a czy są bogami? Nie przesadzałabym. Ale brzmienie mają ciekawe i dobrze się ich słucha. Warto czasem posłuchać korzeni.

Katarzyna Borowiec