Tej piątki artystów nie możesz przegapić na OFF Festivalu

Tej piątki artystów nie możesz przegapić na OFF Festivalu

OFF Festival to nie tylko headlinerzy. Na poprzednich edycjach zdarzało się tak, że najciekawsze koncerty odbywały się jeszcze przed zachodem słońca. W tym roku największych nazwisk nie sposób ominąć, ale gdzieś tam mniejszym drukiem na plakacie znajdują się najprawdziwsze skarby. I dzisiaj trochę więcej o nich.

Pokusa, piątek, 15:30, scena eksperymentalna

Tegoroczny OFF otwiera się naprawdę mocnym uderzeniem. Teo Olter, Natan Kryszk i młody Bryndal to niby trio jazzowe – saksofon, bas perkusja. Jednak bliżej niż do Coltrane'a jest im do Trzaski i yassu. Mocno osadzeni w stołecznym środowisku skupionym wokół Młodszej Siostry (dawnej Eufemii), Chłodnej i Chmur są idealnym jego przedstawicielem. Za nic mają konwenanse, kochają improwizacje i zaskoczenia.

 
 

Le Mystère des Voix Bulgares, piątek, scena Trójki, 21.50

Jeśli zapraszać legendy to właśnie takie, jak ten bułgarski chór. To dzięki nim świat usłyszał o słowiańskim białym śpiewie. To oni inspirowali Dead Can Dance. Pokazali, że tradycyjna muzyka południowych Słowian jest czymś wyjątkowym, magicznym i ponadczasowym. A teraz swoje hipnotyczne pieśni z całej Bułgarii zagrają w Katowicach.

 
 

Lonker See, sobota, scena Miasta Muzyki, 16.10

Bartek „Boro” Borowski enfant terrible trójmiejskiej sceny w Katowicach grął już ze swoim poprzednim zespołem – 1926 (który, ciekawostka, powstał właśnie na OFFie po pierwszym koncercie Swans). Tym razem wraca z psych rockowym monstrum Lonker See. Spodziewajcie hałasu i transu najwyższej próby.

 
 

King Ayisoba, sobota, scena eksperymentalna, 16:55

Ayisoba to prawdziwy król. Król kologo, gatunku muzycznego z północnej Ghany. Kologo to także nazwa instrumentu strunowego (są tacy, którzy twierdzą, że to protoplasta banjo). Ayisoba ze swoim zespołem potrafi wykręcić wiksę na najwyższych obrotach za pomocą instrumentów akustycznych i już dlatego nie wolno go przegapić. To niejedyny powód, po prostu w tym charyzmatycznym muzyku nie sposób się nie zakochać.

 
 

Derya Yıldırım & Grup Şimşek, sobota, scena eksperymentalna, 18.35

Gdybym miał wymienić tylko jeden koncert, na który czekam najbardziej, wybrałbym Deryę Yildirim i Grup Simsek. Ona jest Turczynką, oni międzynarodową zbieraniną muzyków zakochanych w tureckiej muzyce psychodelicznej lat 70. Ona śpiewa jak anioł, oni grają jak szaleni. Na koncie mają na razie tylko jedną Epkę, ale już na niej słychać, że będą wielcy.