Gorillaz – “Humanz”

Gorillaz – “Humanz”

 

Płyta na koniec świata.

gorillaz-humanz-300x300.jpg

3 utwory

1. Gorillaz - "Ascension" 

2. Gorillaz - "Charger" 

3. Gorillaz - "Saturnz Barz"

Gorillaz to niewątpliwie jeden z największych fenomenów muzycznych i okołomuzycznych XXI wieku. Po siedmiu latach przerwy (nagraną na iPadzie “The Fall” nie zaliczam do pełnoprawnej dyskografii zespołu) spowodowanej między innymi niesnaskami między Damonem Albarnem a Jamie Hawlettem, pojawia się “Humanz”. Tak jak można się było spodziewać – wokół albumu narobiono szumu już kilka tygodni przed premierą. W tym przypadku chodziło przede wszystkim o otoczkę multimedialną, w tym zwracano uwagę na interaktywny i przeprowadzany “na żywo” wywiad z animowanymi postaciami, aplikację mobilną i zapowiedź koncertu, który zostanie zaprezentowany w technologii 360 stopni. W końcu nadeszła jednak muzyka i o zdecydowanie mniej istotnych rzeczach można było zapomnieć.

Nie było zapewne dla fanów większym zaskoczeniem, że Albarn w 2017 roku będzie chciał poruszyć tematy polityczne. Punktem wyjścia jest wyobrażenie sobie momentu, kiedy wszystko staje nagle na głowie. Nie trzeba było wielu podchodów, by znaleźć potwierdzenie, iż Albarnowi w tym przypadku chodziło o wybór Trumpa na prezydenta USA. “Humanz” ma być więc imaginacją imprezy, w czasie której wszyscy dobrze się bawią, a za murami klubu pali i kończy się świat.

Albarn zaprosił do współpracy ludzi z różnych muzycznych światów. Rezultatem jest totalny miszmasz, a “Humanz” sprawia niekiedy wrażenie mixtape’u. Posiada to swoje zalety i wady. Z jednej strony płyta intryguje, nie nudzi, a duże jej fragmenty stanowić mogą idealny podkład do szalonej zabawy. Z drugiej jednak strony “Humanz” nie jest w stanie zahipnotyzować, wbić w fotel od pierwszej do ostatniej sekundy. Żaden z gości w zasadzie nie wyskakuje ze swojej bajki i równocześnie nikt nie proponuje czegoś niezapomnianego i zwalającego totalnie z nóg (tym bardziej szkoda, że Morrissey mimo początkowego wyrażenia chęci wzięcia udziału w nagraniu, w końcu odmówił).

Na “Humanz” dominują czarne brzmienia, co niewątpliwie ma związek z tym, iż dla zaproszonych gości dźwięki te są codziennością. Jest więc hip-hop i r&b, w których czołową rolę odgrywają Grace Jones, Kelela, De La Soul, Danny Brown, Benjamin Clementine. Najwięcej mówi się o gościnnym udziale Noela Gallaghera, ale tutaj raczej chodzi bardziej o symbolikę niż wrażenia estetyczne.

Można narzekać, że na “Humanz” brakuje przeboju, który mógłby stać się na kilka dni wymarzonym towarzyszem codzienności. Być może należałoby oczekiwać piosenek o większej dawce emocjonalności, bo nawet śpiewane takich podniosłych zdań jak: We got the power to be loving each other/No matter what happens, we’ve got the power to do that raczej nie jest w stanie wytoczyć łez z oczu. Brakuje też piękna, które przenikało np. “On Melancholy Hill”. W wielu momentach brakuje samego Damona Albarna, który dał się zdominować przez zaproszonych i chyba zbyt licznych gości. Gorillaz na pewno jednak nie zawiedli, ale poprzednie albumy ustawiły poprzeczkę tak wysoko, że jej przeskoczenie byłoby wyczynem porównywalnym z pobiciem rekordu świata. Nie udało się. “Humanz” to płyta świetna, choć do doskonałości nieco jednak zabrakło.

3 utwory

1. Gorillaz - "Ascension" 

2. Gorillaz - "Charger" 

3. Gorillaz - "Saturnz Barz"