Huragan dźwięków

Relacja z koncertów Godspeed You! Black Emperor.

Godspeed-You-Black-Emperor-Luciferian-Towers-580x580.jpg

3 utwory

1. Godspeed You! Black Emperor - "East Hastings"

2. Godspeed You! Black Emperor - "Anthem For No State, Pt. III"

3. Godspeed You! Black Emperor - "Moya"

Kanadyjski kolektyw Godspeed You! Black Emperor wystąpił w Polsce już trzykrotnie - w poznańskim klubie Eskulap (2011), na Off Festivalu w Katowicach (2013) i warszawskiej Progresji (2015). W tym roku sprawili radość podwójnie, pojawiając się 17 kwietnia w poznańskiej Tamie i dzień później w warszawskim Palladium. Ta tendencja wzrostowa zdecydowanie cieszy – zarówno liczną na obu koncertach publiczność, jak i zespół, który od czasu powrotu na scenę w 2010 roku wciąż jest na ustach (i uszach) wszystkich za sprawą kolejnych, dobrze przyjmowanych albumów wśród swoich słuchaczy.

Kevina Dorię, który pierwotnie miał otwierać koncerty Kanadyjczyków, dzielnie zastąpiła Karolina Rec, grająca pod pseudonimem Resina. Za pomocą wiolonczeli, sekwencera i, na koniec, swego głosu, wyczarowała niesamowite dźwiękowe krajobrazy przez 30 minut, grając kompozycje z debiutanckiej płyty “Resina”. Wśród nich znalazły się “Dark Sky White Water”, mroczno-dronowym nastrojem przywodząca na myśli kompozycje Hansa Zimmera czy Johanna Johannssona, a także kompozycja spoza albumu - kończący występ utwór na sam głos. Jak się okazuje, Karolina ów głos ma czarujący i potrafi zapętlić go w olśniewających warstwach bezsłownego, delikatnego śpiewu.

Godspeed You! Black Emperor zaczęli tradycyjnie - od “Hope Drone”, hałaśliwego utworu, który od jakiegoś czasu rozpoczyna każdy ich koncert. Następnie scenę zapełniało stopniowo osiem osób - skład instrumentalny to dwie perkusje, pięć gitar (Thierry Amar zamieniał swoją w niektórych utworach na kontrabas) oraz skrzypce. Gdy rozsiedli się wygodnie w półkolu, rozpętali na scenie piekło, bo jak to mówią, ich muzyka jest ścieżką dźwiękową końca świata - i tak rozbrzmiał w Palladium “Mladic”, monumentalna kompozycja ze wschodnim akcentem. W Poznaniu zaś zespół przeszedł od razu do “Bosses Hang” z najnowszej, zeszłorocznej płyty “Luciferian Towers”.

Ostatni album stanowił główną oś obu koncertów, na których został wykonany w całości. By jak najlepiej oddać sens i brzmienie płyty, w pewnym momencie na scenie do składu dołączyła także norweska saksofonistka, Mette Rasmussen. Gdy tylko zajęła środkową część sceny, zaczęła dokładać frenetyczne, improwizowane partie do już monumentalnego brzmienia pełnego gitarowych i perkusyjnych niuansów, okraszonego porywającymi smyczkowymi melodiami. Między nami opinie odnośnie "Luciferian Towers" są dość odmienne, ale zgadzamy się w jednym w stu procentach – szósty longplay grupy to prawdziwa bestia na żywo, która ogromnie zyskuje w koncertowej wersji, co potwierdziły gromkie brawa, gdy tylko wybrzmiały ostatnie dźwięki.

Po nowym materiale, w Warszawie zabrzmiał harmonijny duet instrumentów smyczkowych, usłyszeliśmy cymbałki - i wkrótce rozpętał się utwór “Providence” przepysznie rozegrany w gitarowej burzy. Poznań natomiast usłyszał jeden z najlepszych utworów w karierze grupy - “Moya”. Na zakończenie warszawskiego koncertu usłyszeliśmy “Sad Mafioso”, czyli fragment “East Hastings”, również z debiutanckiej płyty zespołu. To jedyny utwór w repertuarze GY!BE, gdzie możemy usłyszeć wokal - a dokładniej cichutkie, wspólne podśpiewywanie gitarowego motywu otwierającego kompozycję. Natomiast poznańska publiczność na zwieńczenie wieczoru otrzymała wykonanie "BBF3", drugiego z indeksów na "Slow Riot New Zero Kanada", który za sprawą fenomenalnych wizualizacji Karla Lemieux, dziewiątego członka grupy odpowiedzialnego za oprawę wizualną z użyciem preparowanych taśm i projektorów, przeszył do kości.

Karl w Palladium swój sprzęt rozstawił na balkonie - były to cztery projektory filmowe na taśmę i sporo przygotowanych do odtwarzania taśm. Oprócz tego, że nieustannie zmieniał taśmy, włączał i wyłączał to jeden, to drugi projektor, dodawał do filmów także rozmaite efekty wizualne - zasłaniał obiektyw projektora przezroczystym talerzykiem, ręką lub czerwoną półprzezroczystą przesłoną, a nawet zatrzymywał taśmę tak, by zaczynała się topić, pękać i palić. Każdemu utworowi GY!BE towarzyszyła inna projekcja, nadając im dodatkowego klimatu.

Zarówno warszawski, jak i poznański koncert zostawiły po sobie ślad. Godspeed You! Black Emperor, choć nie zawsze w najwyższej formie na albumach, ze swoich koncertów tworzą wspaniałe, bezbłędne widowiska. Muzyka i obraz łączą się w całość, która przygnębia – w końcu grupa od zarania swojej działalności porusza istotne kwestie społeczne i polityczne – jednocześnie dając możliwość katartycznego oczyszczenia. Nie wiemy, czy świat będzie niedługo lepszym miejscem, ale dzięki tym muzykom łatwiej pamiętać o świecącym gdzieś nad nami słowie “HOPE”.

Katarzyna Borowiec, Jakub Serafin

3 utwory

1. Godspeed You! Black Emperor - "East Hastings"

2. Godspeed You! Black Emperor - "Anthem For No State, Pt. III"

3. Godspeed You! Black Emperor - "Moya"