Jack White - “Boarding House Reach”

Jack White - “Boarding House Reach”

Czy to jest rewolucja, jakiej oczekujemy?

Jack White

3 utwory

1. Jack White - „Connected by Love” 
2. Jack White - „Ice Station Zebra” 
3. Jack White - „Respect Commander” 

Można mieć problem z Jackiem White’em - szczególnie z mnogością jego muzycznych wcieleń oraz z nimbem muzycznego geniusza, jaki otacza go od 2003 roku, czyli od wydania albumu „Elephant” The White Stripes. Można mieć również problem z publicznym przyznaniem się do powyższego. White ma dopiero 42 lata i status najważniejszego artysty XXI wieku. Trudno odmówić mu talentu i chęci do ciężkiej pracy. Z The White Stripes, The Racounteurs i Dead Weather odniósł sukces artystyczny i komercyjny. Ma własną wytwórnię płytową, jest współwłaścicielem serwisu Tidal oraz firmy… produkującej kije baseballowe. Nuda wydaje się być zjawiskiem kompletnie mu obcym. W marcu ukazała się trzecia, długo wyczekiwana solowa płyta artysty, „Boarding House Reach”.

Pierwsze, co na niej słychać to niesamowicie intensywną i totalnie nieoczywistą mieszankę stylistyczną, planety na kursie kolizyjnym ze wszystkim, co orbituje. Nie ma szablonu, do którego można White’a przyłożyć. Nie ma tu klucza, na podstawie którego moglibyśmy tę płytę odczytać. I chyba po latach obcowania z jego twórczością jesteśmy już do tego przyzwyczajeni. Jest jednak jedno słowo, które dobrze oddaje jej klimat: koktajl. Zorganizujmy spotkanie elektroniki z bluesem, country czy brzmieniami latynoskimi. Jazzu z rapem. Poskaczmy po tempach i stylach. Z pozoru ta mieszanka jest kompletnie niestrawna. Ale mimo wszystko – zmiksujmy poszczególne składniki i sprawdźmy, jak to będzie smakować. Wiemy, że Jack White nagrywał z muzykami pochodzącymi z różnych muzycznych bajek. Że są to muzycy, z którymi do tej pory nie miał przyjemności współpracy. Ale i tak wiemy, kto jest silnikiem tego przedsięwzięcia.

Album otwiera wybrany do promocji „Connected by Love”. Czego tu nie ma… Bluesowy fundament charakterystyczny dla twórczości White Stripes, ciepłe brzmienie klawiszy, lekko zdekonstruowana solówka gitarowa. I przede wszystkim żarliwy śpiew White’a właściwym muzyce soul czy gospel. Pojawiające się w refrenie żeńskie głosy także kierują w tamtą stronę. Sporo na „Boarding House Reach” elektroniki i to takiej brzmiącej bardzo retro, jak z gier na Atari. Tak brzmi „Hypermisophoniac”. Tylko tu niespodziewanie włącza się melodia. Podobnie jest w „Get In The Mind Shaft” i „Everything You’ve Ever Learned”, który brzmi jak mowa szalonego dyktatora. Gdy połączymy delikatny, elektroniczny fundament z gitarową solówką i balladową konstrukcję melodii otrzymamy „Why Walk A Dog?”.

 
 

 

Mamy tu także rap w stylu White’a: „Ice Station Zebra” – dzięki brzmieniu klawiszy brzmiący jak odrzut z którejś z późnych płyt The White Stripes. „Corporation” zaskakuje bujającym, latynoskim brzmieniem. W drugiej połowie utworu włącza się przetworzony wokal, niczym płomienne przemówienie ze stale powtarzaną frazą Who’s with me?. I nagle klimat staje się zaskakująco agresywny. Gitary wracają w “Over And Over And Over”. To utwór, do którego White (nieudane) podejścia zaliczał i w The White Stripes, i w The Racounteurs. Na szczęście, w końcu się udało. To szaleńczy dialog na głosy i sześć strun. „Respect Commander” to totalny lot z solówką a la Jimi Hendrix. Zdaj się na własne serce/ głowę/ trzewia i pozwól prowadzić palcom na strunach. Na koniec White serwuje „Humoresque”, kojącą po całym szaleństwie poprzednich dwunastu utworów kołysankę z fantastycznie narastającą fortepianowo-perkusyjną końcówką.

„Boarding Hourse Reach” wywoła skrajne emocje. To płyta, którą można tylko kochać lub nienawidzić. Jeśli ktoś ma problem, o którym pisałam na początku, trzeci solowy album White’a albo rozwieje wszelkie wątpliwości, albo na zawsze w nich utwierdzi. To płyta pełna życia, czerpiąca ile wlezie z amerykańskiej tradycji, ze stylów, które właśnie w USA uzyskały najpełniejszy wymiar. Dla samego White’a wydaje się być wyrazem umiłowania zmian i niechęci do nudy. Nieoczywista jest także okładka – jeśli zasłonicie dolną część twarzy, zobaczycie oczy White’a; jeśli górną – usta i brodę anonimowej kobiety. Jeśli zastanawialiście się, czy White może iść jeszcze dalej i przesuwać własne granice to tak, może.  W tym całym szaleństwie jest jakaś metoda. Nie próbujecie jej znaleźć, ona przyjdzie po Was sama. Nie mam pojęcia, jak on to robi. Ale robi to świetnie. Czy dokładnie nie tego oczekujemy?  

3 utwory

1. Jack White - "Connected by Love"
2. Jack White - "Ice Station Zebra"
3. Jack White - "Respect Commander"