Mózg w odmiennych stanach świadomości

Mózg w odmiennych stanach świadomości
a2268335778_10.jpg

3 utwory

1. Jon Hopkins - "Singularity"
2. Jon Hopkins - "Emerald Rush"
3. Jon Hopkins - "Recovery"

Jon Hopkins zaczynał karierę grając na keyboardzie u boku Imogen Heap. Współpracował - głównie jako producent - z Brianem Eno, Davidem Holmesem, zespołem Coldplay. Ma wykształcenie klasycznego muzyka, ale nie chciał grać w orkiestrach - to było dla niego zbyt formalne. W wieku 15 lat kupił syntezator i zaczął tworzyć kompozycje elektroniczne. W tym roku wydał swój piąty album - "Singularity", tworzony przez 2 lata pełne medytacji i inspiracji czerpanych z natury. O naturze i muzyce miałam okazję porozmawiać z nim przez 10 minut podczas tegorocznego Off Festivalu. 

Pamiętasz swój pierwszy koncert w Polsce? Tak, to było na festiwalu Nowa Muzyka w 2009.

Od tamtej pory już kilkukrotnie wystąpiłeś tutaj w Dolinie Trzech Stawów, na Nowej Muzyce i na Offie, jak ci się tu podoba? Są bardzo dobre - tutaj jest ślicznie, w otoczeniu lasu, dzisiaj też powinno pójść dobrze.

Czytałam, że ostatnio bardzo zbliżyłeś się do natury, zgłębiasz bycie człowiekiem i doświadczanie siebie w swoim ciele, mówisz, że powinniśmy mniej używać smartfonów...

Haha, tak. Tak, to są rzeczy, które przekazuje mi moje własne ciało, to są rzeczy, przez które jesteśmy mniej szczęśliwi i bardziej rozkojarzeni, odciągani od doświadczania właściwych ludzkich rzeczy. I to pewnie troszkę z tych refleksji powstał mój nowy album.

Na pomysł “Singularity” wpadłeś, gdy miałeś 23 lata, ale wtedy nie miałeś środków, aby wprowadzić to w życie - pewnie od tamtej pory idea mocno wyewoluowała?

Tak było. Do tego dochodzi też naturalna kolej rzeczy - bycie starszym i bardziej doświadczonym, także w wydobywaniu pomysłów z podświadomości i przenoszeniu ich do maszyny, do komputera i robienia swego rodzaju tłumaczenia ich, tych pomysłów, nie chodzi tylko o technologię, ale także o bycie w lepszym kontakcie z głębszą częścią mnie samego.

A w tym podobno pomagają ci grzybki...

Tak, to był dla mnie interesujący kierunek rozwoju w ciągu ostatnich lat. Mam doświadczenia w tym temacie sięgające piętnastu lat wstecz, ale nigdy do końca nie rozumiałem w pełni siły tego rozwiązania. To tak naprawdę klucz do czegoś, co już jest w twoim mózgu, nie daje czegoś, czego tam nie ma, ale umożliwia dostęp do innych części mózgu, ostatnio przeprowadzono takie badania, w których badano obrazy mózgu, badano, jak inaczej zachowuje się mózg w tych odmiennych stanach świadomości, okazuje się, że wszystko łączy się w inny sposób, więc nic dziwnego, że pojawiają się nowe pomysły i umożliwia to lepsze skomunikowanie się ze swoim wnętrzem.

Drogą do czerpania pomysłów z podświadomości są też sny - zdarza ci się znajdować w nich inspiracje?

Chciałbym! Ale moje niestety nie są moim zdaniem wystarczająco interesujące. Są dosyć losowe i nie pamiętam ich zbyt dobrze, więc to nie jest coś, co w pełni ogarniam.

Wspomniałeś w jednym z wywiadów, że ludzie obecnie niewiele wiedzą o gwiazdach, nie mają takiego związku z naturą, jak dawniej - oglądałeś może ostatnio zaćmienie księżyca i najlepiej od lat widocznego Marsa?

Lubię oglądać takie zjawiska oczywiście. Tylko to nie jest takie łatwe tam, gdzie mieszkam, w Londynie. Niebo jest pełne świateł, ciężko coś zobaczyć. Ale to prawda, że gdy straciliśmy zainteresowanie tym, co dzieje się na zewnątrz naszej planety, zatraciliśmy trochę szerszą perspektywę. O tym jest okładka mojego nowego albumu, o wspaniałości wszechświata. To sprawia, że czujemy pokorę, takie zjawiska jak zaćmienie, ruchy ciał niebieskich, to przywraca świadomość tego, jak malutcy jesteśmy. I to jest zdrowe, bo myślimy, na naszej małej planecie, że jesteśmy wszystkim, a tymczasem w skali całego wszechświata to tak naprawdę nic specjalnego. Więc przypomnienie sobie o tym jest zdrowe, moim zdaniem.

I zapominamy o tym, żeby dbać o ten nasz wspólny świat... Podobno jesteś wielkim katastrofistą, obecnie mamy falę wielkich upałów, pewnie też nie patrzysz na to optymistycznie?

Pewnie, to jest obecnie niemożliwe. Ludzie zazwyczaj zmieniają coś dopiero, kiedy są już przyparci do muru, jedyny moment, kiedy potrafimy się zjednoczyć to kiedy stajemy twarzą w twarz z potencjalną absolutną katastrofą, wtedy ludzie zaczynają coś rozumieć...

Kiedy jest już za późno... A czy twoim zdaniem muzyka ma moc by zmienić ludzkie zachowanie?

Zapewne nie sama w sobie, ale może być częścią większego ruchu, każda forma sztuki może wnieść wkład do dyskusji, przyłożyć się do sprawy. Muzyka jako taka może zmienić twój nastrój, a nastrój może zmienić zachowanie, a twoje zachowanie może zmienić ludzi wokół ciebie, to może mieć pozytywny wpływ na całe otoczenie. Nie wiem, czy moja muzyka może coś zmienić, ale może sprawić, że ludzie poczują się lepiej.

Skupiasz się ostatnio na cielesnym aspekcie muzyki - na tym, aby poczuć się bardziej w środku własnego ciała. Są takie rodzaje muzyki, które oddziałują na ciało bezpośrednio - nawet w ekstremalny sposób: podobno Majowie mieli sposób na to, by muzyką zabijać. To oczywiście skrajny przykład, ale czy myślałeś o tym, by stworzyć muzykę oddziałującą bezpośrednio cieleśnie?

Tak, rzeczywiście czytałem o takich rzeczach, na przykład o jednej teorii dotyczącej egipskich piramid, niektórzy twierdzą, że rezonans w komnatach był narzędziem do projekcji dźwięków o leczniczych właściwościach. Żeby celować w konkretne dolegliwości. I tego nie można wykluczyć. Jak precyzyjnie to zostało wykonane, obliczone na wysokie częstotliwości dźwięku. Może oni pojmowali fizjologię w odmienny sposób, badali ją innymi metodami, znaleźli moc w wibracjach. My wiemy, że muzyka wprawia nas w dobry nastrój. Czasami gdy mam określony nastrój czasami włączam pewien rodzaj cichego, spójnego z tym nastrojem ambientu na słuchawkach, i czasami jeden pojedynczy ton, drone’owa nuta, jeśli ciągnie się przez dłuższy czas może naprawdę spowolnić fale mózgowe, rytm serca, zwolnić oddech i sprawić, że będzie głębszy. Takie rzeczy są naprawdę potężne, mogą cię zrewitalizować, to jest możliwe.

I planujesz coś takiego wykorzystać w swojej twórczości?

Tak, jestem zainteresowany eksperymentowaniem z takimi rzeczami.

Twoja muzyka jest w dużej mierze taneczna - a czy ty tańczysz?

O tak, taniec to inna forma uleczenia i też może być bardzo katartyczny. Ale jeśli chodzi o to, o czym jest ta płyta [Singularity] to tylko pierwsza połowa jest na ten temat. Druga połowa jest bardziej medytacyjna, nie ma tam tyle mocnym beatów. Więc ma w sobie te dwie strony w pewien sposób. Ale tak, potrzeba wygnać trochę tej energii, użyć ciała, również je rozruszać, nie siedzieć nieruchomo.

Nie bardzo lubisz wirtualną rzeczywistość, czy zatem ktoś prowadzi za Ciebie twoje profile w mediach społecznościowych?

Nie, ja to robię. Trzeba samemu prowadzić swój profil, nie wczuwam się w to jakoś ogromnie, ale miło jest postować zdjęcia czy rzeczy, które widzisz i są z jakichś powodów ważne.

Czytałam, że chętnie wyrzuciłbyś połowę “Opalescent”...

Haha, tak!

A jak myślisz, co będziesz sądzić o “Singularity” po latach?

To trochę inna historia, przede wszystkim, wiadomo, teraz trudno powiedzieć, jak będzie, dopiero co ją skończyłem. Ale to naturalne, że się rozwijasz i odsuwasz od wcześniejszych dokonań. A pierwszy album to już w ogóle wyjątkowa sprawa. W zasadzie to wtedy tak naprawdę nie wiesz, co robisz. Są tam momenty, z których zawsze będę dumny, i momenty, których napisania zawsze będę żałował. I tak właściwie powinno być. Bo gdybym był całkiem z tego zadowolony, to pewnie bym się nie rozwijał. Więc może tak być, że jakichś elementów z tej nowej płyty potem nie będę lubił. Ale w tym momencie to jest najlepsze, na co mnie stać.

Masz już jakieś plany na nową płytę? Chyba na to za wcześnie?

Dopiero co pojechałem w trasę z “Singularity”, więc nawet nie bardzo był czas, żeby o tym pomyśleć. Ale planuję zrobić coś ambientowego.

3 utwory

1. Jon Hopkins - "Singularity"
2. Jon Hopkins - "Emerald Rush"
3. Jon Hopkins - "Recovery"