Król jest wielki

Król jest wielki

Relacja z koncertu King Krule na World Wide Warsaw.

kingkrulecd.jpg

3 utwory:

1. King Krule - "Easy Easy"

2. King Krule - "Rock Bottom"

3. King Krule - "Has This Hit?"

King Krule, a właściwie Archy Ivan Marshall, to jedno z najgłośniejszych obecnie nazwisk współczesnej muzyki alternatywnej. Zaledwie 23-letni brytyjski artysta jest postacią eklektyczną zarówno zawodowo (producent, wokalista, muzyk), jak i stylistycznie (indie rock, surf rock, trip hop, jazz). Bez problemu odnalazłby się wśród wykonawców gdyńskiego Open'era, niezależnego i kameralnego Off Festiwalu czy elektroniczno-nu-jazzowego Taurona. Tym razem występ muzyka w Polsce przypadł jednak na pełnowymiarowy zimowy koncert w klubie Progresja podczas World Wide Warsaw - trwającego miesiąc festiwalu, który składa się z cyklu indywidualnych koncertów i eventów muzycznych w różnych miejscach Warszawy. Całe szczęście, bo zwyczajowa godzina grania w ciasno utkanym line-upie letnich festiwali nieraz pozostawia publiczność w sporym niedosycie. A należy dodać, że King Krule budzi w naszym kraju wyjątkowo duże emocje, bo bilety rozeszły się w niesamowicie szybkim tempie.

Stojąc w niezwykle długiej kolejce przed klubem (przez którą nie dane mi było niestety zobaczyć występu chłopaków z Eric Shoves Them In His Pockets), spodziewałem się ujrzeć wąskie grono fanów odpowiadających wiekiem innemu wielkiemu brytyjskiemu „towarowi eksportowemu” - grupie The XX. Ku mojemu zaskoczeniu rozstrzał wiekowy mijanych osób był dużo większy, mieszczący dwie, może nawet trzy generacje słuchaczy, co dobrze wróży rozwijającej się w zawrotnym tempie karierze Marshalla.

Można było odnieść wrażenie, że muzyka King Krule’a pełną barwę odbioru zyskuje dopiero w wersji na żywo.

Występ młodego muzyka zaczął się punktualnie od mocnego post-punkowego uderzenia. Z tumanów dymu oraz niebieskiego, lekko onirycznego światła na scenie wyłonili się muzycy i rozpoczęli występ ostrym, gitarowym riffem „Has This Hit?”, kojarzącym się bardziej z koncertem grupy The Horrors niż dość przystępnej w odbiorze muzyce Krule'a.

Utwory w wersjach live były wzmocnione wyrazistym brzmieniem gitar, a drapieżność koncertu podkreślono charakterystycznym tłem sceny, całej w egzotyczne „cętki”, co zapewne nawiązywało zarówno do pseudonimu artysty (Zoo Kid) jak i palindromu tytułu płyty („Ooz” – Zoo). Można było odnieść wrażenie, że muzyka King Krule'a pełną barwę odbioru zyskuje dopiero w wersji na żywo, okraszona psychodelicznymi gitarami oraz jazzowymi, niekiedy improwizowanymi aranżacjami.

Koncert był emocjonalnym i muzycznym rollercoasterem.

Przez pierwszą część występu można było wyczuć pewien dystans muzyka do publiczności. Dopiero po pół godzinie, podczas wykonywania „Rock Bottom” artysta przemówił do zgromadzonej widowni i zachęcił ją do żywiołowych reakcji. Można powiedzieć, że koncert był emocjonalnym i muzycznym rollercoasterem, z repertuarem sięgajacym od post-punka, surf rocka i psychodelii po trip hop i jazz. Największe poruszenie wywołał grany na zakończenie „Easy Easy”, podczas którego przepełniona sala Progresji zaśpiewała niemal cały utwór wraz z wokalistą. King Krule, schodząc ze sceny, zostawił żądną jeszcze więcej wrażeń widownię w ekstazie. Powrócił po kilku minutach sam, odgrywając akord „Out Getting Ribs”, dzięki czemu końcowa część występu nabrała kameralnego, intymnego charakteru. Po chwili dołączył do niego zespół, jednak na owym jednym bisie zakończył koncert.

 
 

King Krule pozostawił widownię Progresji na lekkim muzycznym głodzie, jednak jego pierwszy koncert w Polsce z pewnością można zaliczyć do udanych. Pozostaje mieć nadzieję na ogłoszenie kolejnego występu artysty podczas jednego z wakacyjnych festiwali, a w międzyczasie śledzić rozwój muzyka i efekty współpracy z kolejnymi zespołami, takimi jak niedawno opublikowany owoc współpracy Krule z Mount Kimbie, rapowany „Turtle Neck Man”.

Mateusz Wiśniewski

3 utwory:

1. King Krule - "Easy Easy"

2. King Krule - "Rock Bottom"

3. King Krule - "Has This Hit?"