RecenzjeEwa BujakKról

Za dużo, za mocno. Teraz.

RecenzjeEwa BujakKról
Za dużo, za mocno. Teraz.
nieum-muzyka-nieumiarkowania.jpg

3 piosenki:

1. Król - “Pierwszy i ostatni”

2. Król - “Głodne dusze”

3. Król - “Czas siedmiu prób”

Jeśli jest coś, czego możemy być pewni na tym świecie, to jest tym fakt, że raz w roku ukaże się nowa płyta Króla. Z dość niemodną i rzadko spotykaną regularnością Artysta ujawnia nowe dźwięki, a pomysłami sypie jak z rękawa. Wydaje się, że nie istnieje dla niego pojęcie „męka twórcza” i piosenki wręcz piszą się same.

I tak półtora roku po „Przewijaniu na podglądzie” otrzymujemy „Nieumiarkowania”. Najprościej byłoby powiedzieć, że nowy album jest „konsekwencją”, „ewolucją” czy „ciągiem dalszym” dopisanym do albumu poprzedniego. Nie w tym przypadku. Z płyty na płytę Król przeprowadza eksperymenty na słuchaczach, jednocześnie samemu pozostając w swojej odrębnej rzeczywistości.  

Tytuł sugeruje przesyt, nadmiar, brak półśrodków… „Za dużo, za mocno i naraz”, jak śpiewa w „Godzina 15 i ciemno” oraz „Chcemy więcej, naraz, bez umiaru” („Gula”). Jeśli takie było założenie tej płyty, zostało ono w pełni zrealizowane.

Na „Nieumiarkowaniach” Król złapał rytm w żagle: to on dominuje na tym albumie. Dynamicznie (a może tanecznie?) jest od pierwszych dźwięków. Z alternatywnego parkietu schodzimy na moment przy „Okazało się”, żeby za chwilę wrócić przy „Te smaki i zapachy”. Jeśli o „Przewijaniu na podglądzie” mówiło się z lekką niepewnością, że jest płytą lżejszą, jaśniejszą, milszą dla ucha, to tu zdecydowanie możemy przestać się krygować czy przepraszająco pytać, czy aby na pewno. Tak, to jest najbardziej przystępna w odbiorze płyta Króla. Bezczelnie rytmiczna i bezczelnie melodyjna. Nie ma tu mowy oczywiście o drastycznej zmianie kierunku; wszystkie te zmiany mieszczą się w granicach dobrze nam znanej „królowatości”.  Rdzeń muzyczny i emocjonalny pozostaje ten sam.

 
 

Dużo dzieje się poza pierwszym planem. Sporo tu smaczków, krótkich, pozornie niezauważalnych dźwiękowych pętelek. Ponownie pojawia się saksofon, a w „Głodnych duszach” flet. Wciąż jednak prowadzi gitara na równi z generowanymi przez Iwonę Król elektronicznymi przestrzeniami.  

Wróciły tu piosenki w klasycznej formie. Król nadal bawi się słowami, ale jest ich tu znacznie więcej niż ostatnio. Nadal to one stanowią o zawieszonym pomiędzy światami klimacie twórczości Artysty. Choć jeśli mam być szczera, teksty były ostatnim, na co zwróciłam tu uwagę. Służą tu melodiom, które z kolei uwypuklają rytm. My, jako słuchacze, w dalszym ciągu mamy duże pole do dopisywania własnych znaczeń do słów, ale transową fragmentaryczność zastąpiły zwrotki i refreny.  

Tyle zmian, tyle do usłyszenia. A wszystko to zaledwie w 30 minut. Król raczy nas małymi dawkami pełnowartościowej muzyki. Podobno to zdrowo, ale zamiast nieumiarkowania czuję nienasycenie.

3 piosenki:

  1. Król - “Pierwszy i ostatni”

  2. Król - “Głodne dusze”

  3. Król - “Czas siedmiu prób”