Leski - "Miłość. Strona B"

Leski - "Miłość. Strona B"

Ciąg dalszy nastąpił. 

Leski - "Miłość. Strona B"

3 utwory:

1. Leski - "Skąd ten wir"

2. Leski - "Skowyt"

3. Leski - "Lubię takie gry"

Trzy lata minęły od ukazania się „Splotu” (recenzja), debiutanckiego albumu Leskiego. Po wysłuchaniu jego następcy, albumu „Miłość. Strona B”, uznaję czas oczekiwania na nowe piosenki za wynagrodzony z nawiązką.

Ta płyta jest wynikiem twórczych poszukiwań Leskiego, ale także brzmieniowych eksperymentów. Jeśli „Splot” był bliżej nieba, chmur, marzeń i – mimo wszystko – beztroski, o tyle „dwójka” jest zejściem na ziemię. A może nawet bolesnym na nią upadkiem.

Płyta powstawała przez ponad rok. Leski na jakiś czas „wypadł życiu z rąk”, uciekł ze zgiełku miasta, by najpierw w samotności, a później pod czujnym producenckim okiem Marcina Borsa, dotrzeć do esencji własnych emocji. Artysta postawił na wewnętrzny głos i zabawę generowanymi dźwiękami. Efektem jest jedenaście absolutnie niezwykłych, bardzo intymnych piosenek.

Otwierający płytę, dobrze znany już „Skąd ten wir” nasuwa skojarzenia z tym, co dobrze w twórczości Leskiego znamy: lekka melodia niesiona ciepłym brzmieniem gitary akustycznej.  Totalny podniebny lot, choć w warstwie słownej mowa o wewnętrznym niepokoju i chęci ucieczki. Podobnie jest z „Polaroidem”, impresjonistyczną balladą oddającą zapisane w pamięci chwile, czy zamykającym album „Wszystko, co kocham”.

Nie dajcie się jednak zwieść. Gitara akustyczna jest tym razem jedynie gościem - na „Miłości….” dominują syntezatory. To sprawia, że muzyka jest bardziej klaustrofobiczna, niepokojąca. Ale jakże dużo się w warstwie muzycznej dzieje! Delikatnie pod powierzchnią te dźwięki żyją własnym życiem, pulsują, kołyszą. Posłuchajcie utworu tytułowego, „Humanitarnie”,  „Bejrutu” czy rozedrganego „Skowytu”. Subtelne brzmienia jeszcze wrócą -  w „Pocisku”, „Cukrze”, w „Q”, gdzie są świetnie wyważone elektroniką.

 
 

Największa siła „Miłości. Strony B” tkwi w słowach i ich rezonowaniu w nas. Już sam tytuł płyty zwraca uwagę na tematykę albumu. Leski skupia się na najbardziej wyeksploatowanym temacie wszech czasów, ale nie opowiada o słodkich początkach ani o bolesnych zakończeniach. Mówi o tym, co pomiędzy nimi, o tym, o czym często się nie mówi. Czy każda królewna i królewicz naprawdę żyli długo i szczęśliwie? Czy uwierzyliśmy im na słowo? To jest ten etap, na który, niczym na stronę B kasety magnetofonowej, musimy poczekać. Nie możemy go pominąć, przełączyć, zapauzować.

W skondensowanej formie, jaką jest piosenka Leski podaje całą złożoność doświadczeń zawartych w słowie na „M”. Teksty napisane są wewnętrznym głosem, z poziomu serca. Dotyczą tego, jak poznajemy siebie nawzajem, jak uczymy się siebie, jak siebie widzimy, czego oczekujemy, jak się zmieniamy. Tego, co się dzieje, gdy stajemy się odpowiedzialni za kogoś więcej niż jedynie za siebie. Bo przecież miłość, według słów artysty to „najbardziej paradoksalna forma bliskości”. Leski stawia się w roli znakomitego obserwatora – opowiada o nadziei i goryczy bez ocen i recept; nie ma tu magicznych zaklęć. Są za to słowa i całe frazy, które zostaną na zawsze w każdym, kto był lub jest na stronie B związku; gdy pojawiają się pierwsze awarie, gdy o północy czar pryska.

„Miłość. Strona B” jest albumem bardzo spójnym, wręcz kompletnym. Nie ma tu nic zbędnego. Drugie płyty zwykle uznawane są umownie za sprawdzian z artystycznego rozwoju. Leski o jego wynik nie musi się obawiać.

3 utwory

1. Leski - "Skąd ten wir"

2. Leski - "Skowyt"

3. Leski - "Lubię takie gry"