"Zagram wam coś spolsky!" – wywiad z Mery Spolsky

 "Zagram wam coś spolsky!" – wywiad z Mery Spolsky

Każda okazja jest dobra, żeby porozmawiać z Mery Spolsky – a nowa płyta szczególnie. Więc rozmawiamy: o “Dekalogu Spolsky”, spełnionych marzeniach, religijnych skojarzeniach i pozytywnym podejściu do “nietakiej” rzeczywistości.

Dzień dobry very much, Mery! 27 września ukazała się Twoja druga płyta, „Dekalog Spolsky”. Jak się czujesz z tym faktem? Sądząc po postach w mediach społecznościowych na chwilę przed, towarzyszyła Ci spora ekscytacja.

Jestem w euforii! Spamuję w internecie każdą wzmianką o płycie, zdjęciami jak stoi na półkach w sklepie i każdym miłym wydarzeniem związanym z jej premierą. To jest mój miesiąc („wrzesień, wrzesień”) i nawet jeśli trochę mnie za dużo to trudno – wyszaleję się i wszystko wróci do normy! Cały rok pracowaliśmy z producentem No Echoes nad płytą – wreszcie ujrzała światło dzienne. Jak tu się nie cieszyć?

Czy marzenie o byciu w miejscu, w którym jesteś teraz zakiełkowało w Tobie już gdy pisałaś swoją pierwszą piosenkę jako 13-letnia dziewczyna?

Tak. Jak dostałam gitarę, to bardzo kręciło mnie występowanie z nią w domu. Ustawiałam się przed lustrem i grałam trzy pierwsze akordy, których się nauczyłam. Bardzo lubiłam swój widok z gitarą i bardzo lubiłam jej dźwięk. Zupełnie inne doznanie niż skrzypce, na których grałam od siódmego roku życia. Aby wyćwiczyć biegłość w graniu akordów, zaczęłam pisać piosenki. Były to proste melodie z angielskim tekstem. Moja pierwsza piosenka w życiu nosiła tytuł „Go away”. Już wtedy miałam jak widać ciągoty do ostrych słów wymierzonych w płeć przeciwną. Potem pisałam po jednej piosence dziennie. Schodziłam wieczorami do salonu i prezentowałam swoje nowości rodzicom. Byłam pewna, że chcę aby tak wyglądał mój zawód.

dekalog.jpg

3 utwory:

1. Mery Spolsky - “Sorry from the Mountain”

2. Mery Spolsky - “Cieliste rajstopy”

3. Mery Spolsky - “Mazowiecka kiecka”

Mówisz o sobie jako o samozwańczej artystce; mam wrażenie, że wymagasz przede wszystkim od siebie i nie oglądasz się na innych, ale czy dotknął Cię tzw. syndrom drugiej płyty?

Zastanawiałam się czy „FAK” nie odstraszy, bo ma rejwowy refren i mocny tytuł. Zanim singiel został publikowany, to graliśmy go na trasie „Miło Było Pana Poznać” aby przetestować reakcje ludzi. Jednak zanim to zrobiliśmy, czułam w duchu, że i tak w to pójdę i wypuszczę ten numer – nawet, jeśli spotkam się ze skwaszoną miną publiki. Lubię robić to, co czuję. Paraliżuje mnie, kiedy ktoś nakłania mnie do zachowawczości.

Przyjęłaś określoną formę nawiązującą do religii: płyta ułożona w formie dekalogu, aureola nad Twoją głową na okładce płyty, nawiązania do muzyki sakralnej… W tym kraju to może nie skończyć się dobrze.

Trudno. Najważniejsze, że ja sama wiem, że nie mam zamiaru nikogo urazić i intencja zaczerpnięcia z symboliki religijnej była uwarunkowana pozytywnym przekazem. Chodzi mi przecież o to, że mój dekalog ma poprawiać humor i moralnie mnie kierunkować. Dziesięć przykazań również nakłania do dobrego i traktuje o tym, jak żyć. Wyciągam zatem z wiary jedynie nawyk, że warto mieć jakieś zasady, którymi trzeba się kierować i w które trzeba wierzyć. Poza tym wszystkie znaki „na niebie” mówiły, że to dobry pomysł z tym dekalogiem. No Echoes kupił nowy mikrofon pojemnościowy do nagrywania wokali na tę płytę i paczka przyszła opakowana w taki papier prezentowy, w który pakuje się upominki na komunię świętą. Był tam Jezus i krzyż. Pod oknem w studio przeszła kiedyś procesja, która nagrała nam się na mikrofon – użyliśmy jej jako sampel w intrze na płycie. Śmialiśmy się, że ta płyta jest naznaczona symboliką religijną.

Mery nadal nie chce być do końca serio, prawda? Nie wydaje Ci się, że dystans do siebie i śmiech to kurtyna, za którą można sporo ukryć?

„W tej kurtynie suknię swoją widzę czerwoną” – tak śpiewam w „Liczydle” i zgodzę się z Tobą, że wiele ukrywam pod uśmiechem. Jestem wręcz ubrana, zawinięta w kurtynę! Ale o to mi chodzi, aby projekt Mery Spolsky był trochę teatralny i przerysowany. Wszystkie teksty na płycie są szczere i o mnie, jest osobisty list do mojej Mamy, rozliczenie się z historiami z przeszłości i odkrycie moich wad, np. w „Kosmicznej Dziewczynie”. Jednak wszystko zapodaję na luźno i bez patosu. Wydaje mi się, że gdybym nie ubrała tego w humorystyczny język, to ta płyta byłaby bardzo smutna. A ja wolę mówić: „niech ci nie będzie smutno”.

W recenzjach „Miło było pana poznać”, Twojego debiutu, można przeczytać m.in. że jest to „jeden z najodważniejszych debiutów ostatnich lat”, a Ty „wyznaczasz nowe kierunki” i jesteś „Marią Pawlikowską-Jasnorzewską epoki iPhone’a”. Jakie słowa chciałabyś usłyszeć na temat „Deklaogu Spolsky”?

Wow, to jest wielkie porównanie! Chciałam usłyszeć i umieram ze szczęścia, bo już dostaję wiadomości o tej treści, „dzięki Mery, ta płyta poprawiła mi humor”! Do preorderu załączyłam ołówek i pocztówkę z pytaniem „jaki jest twój dekalog”? Czuję się niesamowicie jak ludzie odsyłają mi swoje własne dekalogi! Napawa mnie wtedy takie miłe uczucie, że kogoś zainspirowałam i skłoniłam do działania. Jedni traktują to na śmiesznie i odsyłają same zabawne zasady takie jak „szanuj Gucciego swego”, a inni podchodzą do tego poważniej i serio spisują swoje życiowe postanowienia lub reguły.

Skoro debiut był o Twojej przeszłości, to „Dekalog Spolsky” jest pocztówką z naszej wspólnej teraźniejszości. W pierwszym odruchu pomyślałam, że jesteś bezlitosną obserwatorką, ale to raczej z rzeczywistością jest coś nie tak, a Ty po prostu nie owijasz w różowe papierki.

Jako dziecko byłam bardzo nieśmiała i zamiast integrować się z grupą, wolałam włączyć tryb obserwacji z cichego miejsca. To mnie nauczyło wyłapywania najmniejszych szczegółów w zachowaniach. Nieśmiałość mi przeszła, ale zamiłowanie do obserwowania zostało. Dlatego skupiam się w swoich tekstach na detalach takich jak: kolor oczu, gesty, wypowiedziane do mnie słowa czy białe spodnie w „Bigotce”. Uwielbiam umieszczać w swoich piosenkach słowa i zdania dokładnie w takiej formie, w jakiej faktycznie padły w moją stronę. A jeśli po przeczytaniu moich tekstów ma się wrażenie, że z rzeczywistością jest coś nie tak, to oznacza, że jest z nią coś nie tak. I sama się czasem na tym łapię, że robię rzeczy nie tak jak trzeba. Jestem częścią tej „nietakiej” teraźniejszości.

Czy dziewczyny w Warszawie też potrzebują przekonywania ich, że „każda dziewczyna ma wierzyć w siebie”, jak śpiewasz w „Sorry from the Mountain”? Przekonywały nas o tym choćby Spice Girls ponad 20 lat temu.

Nie tylko te w Warszawie, ale wszystkie dziewczyny spolsky! Uważam, że trzeba to sobie i innym powtarzać. Wiara w siebie poprawia humor w każdej sytuacji! Dużo zależy od tego jak się czujemy w swoim ciele. Sama lubię jak jakaś dziewczyna powie mi, że ładnie wyglądam. Moja Mama mnie wychowywała w duchu mówienia sobie miłych rzeczy. Często słuchałam od niej, że mam piękne, długie włosy, ładną buzię, zgrabny nos, itd. Patrzyłam w lustro i zaczynałam jej wierzyć i to widzieć! Postuluję o więcej komplementów kierowanych do swoich koleżanek i do samych siebie!

Głos Ewy, Twojej mamy, jest w Tobie mocno zakorzeniony.

Na drugie imię mam Ewa, zatem coś w tym jest! Była moją mentorką życiową, nauczyła mnie odwagi, aby pokazywać ludziom swoją sztukę, aby eksperymentować z modą i aby się głośno śmiać. Pamiętam, jak poszłyśmy do centrum handlowego i mama założyła świeżo zakupione w Hong Kongu różowe buty z czubami, które miały gigantyczne koturny. Podchodziły do niej panie i pytały, skąd te buty. Wchodziła z nimi od razu w długą dyskusję, wymieniały się ulubionymi sklepami. Taką mamę pamiętam: otwartą, serdeczną i szaloną.

Zaczynałaś od śpiewania Osieckiej i Grechuty na przeglądach piosenki poetyckiej, co jest teraz dosyć mało popularne. Z Twoją sceniczną prezencją wielu widziałoby Cię pewnie w jakimś talent show….

Bardzo chciałam jak najwięcej występować i się pokazywać. Mam wrażenie, że mamy więcej konkursów z piosenką aktorską niż autorską. Brałam wtedy Osiecką lub Grechutę na warsztat, przerabiałam na swoją elektro-modłę, wkładałam na głowę zwariowany tiul i odgrywałam jury swoją wizję. Czasem spotykało się to ze zgorszeniem, a czasem mnie za to doceniali. Na Przeglądzie Piosenki Aktorskiej dostałam się do finału ze swoją elektroniczną interpretacją piosenki „Kiedy Mnie Już Nie Będzie” i dostałam wyróżnienie. Trochę mnie zatkało, ale również dało do myślenia, że warto było zrobić to po swojemu. Jednak zdecydowanie większą radość sprawia mi śpiewanie własnych rzeczy. Konkursy i przeglądy chciałabym zostawić za sobą. Do dziś borykam się z pytaniami: „a zagrasz nam Grechutę”? W środku się gotuję, ale na zewnątrz mówię: zagram Wam coś spolsky!

I na koniec pytanie, którego nie mogę nie zadać: co złego jest w cielistych rajstopach?

Ciężko je dobrać pod kolor skóry! I się łatwo drą! I błyszczą się na nogach! Nie polecam. Znacznie bardziej wolę być kolorowa, nie cielista.

3 utwory:

  1. Mery Spolsky - “Sorry from the Mountain”

  2. Mery Spolsky - “Cieliste rajstopy”

  3. Mery Spolsky - “Mazowiecka kiecka”