WywiadEwa BujakVök

Równowaga - wywiad z Vök

WywiadEwa BujakVök
Równowaga - wywiad z Vök
in-the-dark-w-iext53818144.jpg

3 utwory:

1. Vök - “Autopilot”

2. Vök - “Round Two”

3. Vök - “Polar”

Na koncie mają dwie EP-ki i wydaną w 2017 roku płytę „Figure”. 1 marca ukazała się druga, długo wyczekiwana, długogrająca płyta Vök, „In the Dark”. W lutym zespół zagrał pierwszą część europejskiej trasy, z której trzy koncerty przypadły na Polskę. Rozmawialiśmy z Margrét, Einarem i Bergurem 20 lutego, tuż przed koncertem we Wrocławiu.

To już kolejne Wasze koncerty w Polsce. Macie już w tym zakresie pewne doświadczenie, więc powiedzcie, jak gra się Wam przed polską publicznością?

Margrét: Ludzie tu są bardzo grzeczni. Najpierw słuchają uważnie, a dopiero gdy wybrzmi ostatni dźwięk, zaczynają klaskać i okazywać swój entuzjazm. Ale oczywiście nie mówię, że to źle. Zawsze będę powtarzać, że uwielbiamy grać w Polsce.

Bergur: Moim zdaniem, polska publiczność jest może nawet zbyt grzeczna, ale tak jak powiedziała Margrét – zawsze w dobrym tego słowa znaczeniu. Na pewno istnieje większa skala porównawcza dla muzyków z większym doświadczeniem niż nasze i jeszcze ciężko jest nam oceniać. Kiedy gramy w małych miejscach, jak na przykład kilka dni temu w Leipzig, czujemy obecność niemal każdego słuchacza z osobna. To trochę inny rodzaj połączenia.

Jeśli mówimy o graniu na żywo – wtedy dajecie ludziom swoją muzykę, oddajecie swoje emocje. A co otrzymujecie w zamian?

Margrét: Na koncertach potrzebujemy równowagi pomiędzy dawaniem i braniem. Graliśmy koncerty, kiedy czuliśmy, że publiczność nie reaguje na to, co dajemy. To było nieco… nużące. Zwykle publiczność przekazuje nam mnóstwo siły i energii. Tak to działa.

 

Historia Vök rozpoczęła się od corocznego konkursu dla młodych muzyków. Chcieliście w nim wystąpić, ale nie mieliście żadnych piosenek. Czy wtedy prześladowały Was myśli w stylu: to nie ma prawa się udać?

Margrét: Zdecydowanie tak! Na początku byliśmy tylko Andri i ja. Więcie udziału w tym konkursie było bardzo spontanicznym krokiem. Nie mieliśmy piosenek, doświadczenia w graniu na żywo. Musieliśmy nauczyć się komponować. Wszystko było tak bardzo nowe… Naprawdę nie są sądziliśmy, że wygramy, choć gdzieś głęboko mieliśmy – jak wszystkie zespoły – taką nadzieję.

 

Pochodzicie z Islandii, kraju nieco odseparowanego od innych europejskich krajów, który kojarzy nam się raczej z ciemnością i chłodem. Czy Wasza muzyka jest w jakikolwiek sposób uwarunkowana przez to?

Einar: To jest….

Bergur: …podświadome.

Einar: W trakcie tych długich zim, zdrowym nawykiem jest robienie czegoś kreatywnego – bez względu na to, czy to komponowanie, pisanie poezji czy prozy, nagrywanie filmów. Przełożenie nastroju na konkretny wynik jest naprawdę zdrowe. Gdyby Islandia była tropikalnym rajem, na pewno mielibyśmy mniej muzyków czy poetów.

Margrét: Nie byłoby nas tu. Pewnie pływalibyśmy gdzieś na desce.

Bergur: Mamy dużo przestrzeni dla różnych działań.  Wielu ludzi gra i próbuje założyć zespół. Myślę, że 80% muzyków zaczynało podobnie jak Vök. Tu ludzie naprawdę starają się robić coś twórczego.

 

Margrét, na początku pisałaś teksty także w języku islandzkim. Ale – moim zdaniem – język nie ma wpływu na charakter Waszych piosenek.

Margrét: Tylko na pierwszej EP-ce znalazły się piosenki w rodzimym języku, więc nie myślę o charakterze naszej muzyki z jego uwzględnieniem. Przynajmniej na ten moment, kiedy nie wydaje mi się, żebym wróciła do tworzenia tekstów po islandzku, choć to otwarta kwestia. Kocham śpiewać w tym języku, mieliśmy mnóstwo pozytywnego odzewu na piosenki w tym języku.

 
 
 

Czy myślicie o swoich tekstach w kategorii odpowiedzialności za słowo?

Einar: To także kwestia równowagi. Wszystko jest otwarte na interpretację. Kiedy piszesz, słowa dla kogoś mogą znaczyć coś zupełnie innego niż dla ciebie. W tym znaczeniu nasza odpowiedzialność jest ograniczona. Pamiętasz zamieszanie wokół Marilyna Mansona w latach 90. i na początku wieku? Był oskarżony o pisanie piosenek, które prowokują nastolatków do zabijania ich szkolnych kolegów. To zupełny absurd, ale tak było. Nie czuję się zachęcony do zabijania, bo słucham jego muzyki. Więc niekoniecznie musisz być wzorem dla kogokolwiek. Nie musisz nawet mieć konkretnego przekazu Wszystko zależy od odbiorcy i tego, jak on słyszy dany utwór.

 

A czy kiedykolwiek tak mocno trafił do Was jako do słuchaczy jakiś przekaz zawarty w słowach piosenki lub opinii twórcy?

Einar: Jako nastolatek słuchałem dużo reggae. Miłość, pokój…

Bergur: Byłem mocno wkręcony w kulturę zbudowaną wokół starego hip-hopu. Tam niemal wszystko opierało się na proteście, kontestacji. Słuchałem uważnie, nie więcej. Czasem to wystarczy.

 Margrét: Przywiązuję się do smutnych piosenek, naprawdę – to bardzo moje. Ale zwykle nie wsłuchuję się w słowa, liczy się dla mnie całość.

 

A więc, jako muzycy, wciąż słuchacie muzyki innych bardziej sercem, niż głową próbującą przeanalizować daną piosenkę pod kątem instrumentarium czy produkcji?

Einar: Dla mnie przeważnie głowa i serce idą w parze. Współcześnie możemy słuchać takich wykonawców jak na przykład Billie Eillish – w jej muzyce czujesz, że coś naprawdę smutnego i depresyjnego jest na rzeczy. Bez względu na to, w jakim języku by zaśpiewała, nie musisz jej rozumieć. Wystarczy, że czujesz.

Margrét: Często przypominam sobie słowa Billie Eillish: „Jesteśmy artystami, jesteśmy smutni. Wszyscy jesteśmy po prostu smutni”. I to prawda.

Kiedy jesteś szczęśliwy, możesz nie mieć wiele do powiedzenia jako artysta. Ale… czy to nie jest smutne?

Einar: Zawsze staramy się coś przekazać, ale przeważnie znacznie łatwiej jest wyrazić coś… smutnego (śmiech).

 

Wasza nowa płyta ukazuje się 1 marca (rozmawiamy 20 lutego). Czy możemy spodziewać się niespodzianek?

Einar: Dwa utwory instrumentalne – to dla nas nowość. Na ten moment słuchacze znają tylko single, czyli najbardziej popowe dźwięki. A reszta… usłyszycie sami.

 

W jaki sposób polecilibyście „In the Dark” osobom, które właśnie nas czytają?

Einar: Jest jak mandarynka, na moment przed osiągnięciem dojrzałości. Słodka, ale wciąż odrobinę kwaśna…

Bergur: Ma wiele charakterystycznej dla Vök przestrzeni dźwiękowej, ale jest ona bardziej przystępna dla słuchacza.

Margrét: I jest wypełniona muzyką smutnych ramoli (śmiech).

3 utwory:

  1. Vök - “Autopilot”

  2. Vök - “Round Two”

  3. Vök - “Polar”