Cool Kids Are Alright
ckod1.jpg

3 piosenki:

1. Cool Kids of Death - “Dwadzieścia kilka lat”

2. Cool KIds of Death - “Nielegalny”

3. Cool Kids of Death - “Hej chłopcze”

W roku, w którym ukazał się fonograficzny debiut Cool Kids of Death, na fakultecie z polskiego w liceum czytaliśmy „Generację Nic” Kuby Wandachowicza i „Przyszkolonych do jedzenia” Doroty Masłowskiej. W końcu ktoś w tym kraju otwierał z buta drzwi i pokazywał wszystkim środkowy palec.

Wydawało mi się, że oto będę świadkiem kulturowej i społecznej rewolucji. Słowa Ostrowskiego i Wandachowicza ubrane w bezczelne nuty odbierałam bardzo dosłownie. Zmiany miały wyzierać zza każdego rogu i nie za bardzo obchodziło mnie, w co ubrani są ojcowie tejże rewolucji. Na torbie miałam własnoręcznie wykonany wyraz mojego uwielbienia dla zespołu – naszywkę zrobioną w myśl zasady „DIY or die”.  Inna sprawa, że próbę siły nastoletniej miłości przetrwały tylko trzy pierwsze płyty zespołu.

Kilkanaście lat później trzymam w ręku „Nie będzie żadnej rewolucji” Kazimierza Rajnerowicza; zdjęcie z tamtych czasów wklejone do albumu podpisanego „Dawno i nieprawda”. Główni bohaterowie książki byli moimi bohaterami. Kilka punktów zwrotnych z życia miga mi przed oczami, łezka kręci się w oku.

Cool Kids of Death okazali się być…. No właśnie – czym? Przecież nie rock’n’rollowym szwindlem na miarę naszych możliwości, ani nie wyczekiwaną rewolucją. Odpowiedzieć na to pytanie można sloganem naszych czasów: „to skomplikowane”. Skomplikowanym miejscem w skomplikowanym czasie. Skomplikowane zjawisko.

Książka Rajnerowicza pokazuje, że zespół był wielopiętrową układanką z inspiracji, korzeni, genów, oczekiwań, marketingu, oskarżeń, pretensji, klisz z popkultury, buntu, miejskich legend, zaciśniętych pięści, gniewu, a także wystawionych mu laurek i przyjętych na klaty splunięć. I ta układanka, niczym rusztowanie rozstawione przez amatorów, w końcu runęła. Formuła się wyczerpała, CKOD stali się pierwszą ofiarą swojej rewolucji, choć jeszcze niedawno byli „zespołem dekady”. „Idealny >>zły zespół<< z potencjałem kultowości” sprzedał mało płyt; dla części słuchaczy był zbyt radykalny, dla innych za mało autentyczny. Siła przekazu słabła z każdą kolejną płytą. Na zespole skupiali się głównie socjologowie i kulturoznawcy do spółki z dziennikarzami.

„Nie będzie żadnej rewolucji” to książka od psychofana dla tych, których CKOD jeszcze te kilka lat temu nie pozostawiali obojętnymi, a więc… dla prawie wszystkich. Kochaj albo rzuć, innej drogi nie ma. Rajnerowicz nie daje jednoznacznej odpowiedzi na zarzuty, jakie pojawiały się wobec zespołu. Pisze z pozycji uczestnika – kumpla, któremu członkowie grupy opowiedzieli to, co pamiętają z tamtych przygód. A że pamięć bywa nieobiektywna… Nieliczne teksty źródłowe obejmują tu głównie co ciekawsze wycinki z prasy. Opowieści o zespole autor rzuca na tło ówczesnych i wcześniejszych przemian społecznych, kulturowych, subkulturowych, a nawet zmian na polskim rynku fonograficznym czy medialnym. Dostajemy więc sprawnie nakreślony, barwny i niekoniecznie grzeczny portret niemałego wycinka z polskiej popkultury.

Osiem lat po wydaniu ostatniej płyty CKOD namówiono na jednorazowy występ na Open’erze – media zawrzały, serca słuchaczy drgnęły. Niektórzy dziennikarze nadal głośno domagają się nowych nagrań zespołu, który głośno mówi, że nie ma już racji bytu. Ceny płyt na aukcjach internetowych znów szybują w górę. Tak, Kulki zostawiły po sobie trwały ślad.

W międzyczasie wszyscy dorośliśmy, rewolucyjny potencjał przesunął się w stronę hip-hopu, bunt się ustatecznił, oczekiwania zmalały. The show is over.

UWAGA, KONKURS! Jaką inną nazwę mógłby nosić zespół Cool Kids of Death? Autorzy dwóch najciekawszych propozycji otrzymają od nas „Tu nie będzie rewolucji” Kazimierza Rajnerowicza. Swoje propozycje wraz z krótkim uzasadnieniem przesyłacie na adres redakcja@uwolnijmuzyke.pl do 19. września.

3 piosenki:

  1. Cool Kids of Death - Dwadzieścia kilka lat”

  2. Cool Kids of Death - “Nielegalny”

  3. Cool Kids of Death - “Hej chłopcze”