Niedocenione, pominięte, zepchnięte na trzeci plan

O albumach z 2017 roku, które zasługują na więcej uwagi.

gangsrodmiescie-feminopolo.jpg

3 utwory

1. Gang Śródmieście - "Sprawy niewieście"
2. Algiers - "The Underside of Power"
3. Yaeji - "Raingurl"

Mnogość wszelkich "podsumowań najlepszych płyt danego roku" może przerażać. Tym bardziej jeśli w niemal każdej takiej analizie większość wspomnianych krążków pokrywa się ze sobą. Na próżno szukać zestawień, gdzie znajdzie się kilka innych płyt od tych typowanych przez największe media. Wszyscy chcą jakby podążać jedną ścieżką, a przecież takowych może być całe mnóstwo.

Mamy wiele rodzajów albumów muzycznych. I nie mówię tu o gatunkach. Są płyty, które mimowolnie stają w światłach jupiterów na długi czas, chociaż nie do końca reprezentują sobą najwyższy poziom. A zawdzięczają to medialności artysty, wielkiej promocji wydawnictwa, hajpowi czy też lecą na popularności swojej płyty-poprzedniczki. Są też krążki, które powoli stają się coraz bardziej znane, czy to za pomocą wielu singli wypuszczanych regularnie, czy też dzięki trasom koncertowym, które im towarzyszą. Są i wydawnictwa, które mimo swojego bogatego wnętrza, w wielu podsumowaniach końcoworocznych są zwyczajnie pomijane. Czy to przez to, że artysta jest mało znany i/lub debiutujący, czy też płyta została wydana w niezbyt przychylnym okresie (początek roku, wakacje, koniec roku) lub też nie miała żadnej reklamy. Dzieje się tak nawet przez to, że muzyk wydał swoją kolejną płytę w dość krótkim odstępie czasowym. Bo przecież co za dużo to niezdrowo.

Jednak większość takich albumów nie ma po prostu dobrej promocji. I nie chodzi tu o reklamy na billboardach, a zwykłe dotarcie do pewnej grupy docelowej, do pokazania się w odpowiednich mediach. Bywa też tak, że label, w którym została wydana płyta jest dość mały i nieznany lub artysta wydał właśnie swój pierwszy lub drugi krążek, na którym nie znajduje się żaden numer z kimś znanym. Jak to przeskoczyć? Nie da się. O takich wydawnictwach usłyszy garstka ludzi. Ale skoro już ta garstka o nich usłyszała, to na pewno warto się takimi wartościowymi pozycjami podzielić. Dlatego też przedstawię Wam listę płyt, które zasługują na miejsca we wszystkich podsumowaniach świata, ale jednak są pomijane i niedocenione w (niemal) żaden sposób.

W tekście znajdą się zarówno płyty polskie, jak i zagraniczne. Debiutantów oraz doświadczonych muzyków. Wydane przez duże wytwórnie oraz lokalne labele. Jest tu wszystko to, co cieszy, zaskakuje, intryguje lub zwyczajnie świadczy o tym, że można inaczej.

Manchester-Orchestra.jpg

Manchester Orchestra - "A Black Mile to the Surface", Loma Vista

Niemal wszystkie piosenki na tym krążku tworzą jeden wielki ekspansywny szturm na nasze uszy. Zespół maluje wielowymiarowe obrazy, gdzie jedna tekstura goni kolejną. Znajdują się tu zarówno spokojniejsze, jak i bardziej rozdzierające momenty. Jest gitarowo, nastrojowo, ale z dawką energii. Posłuchajcie chociażby "The Wolf", które udowadnia, że to nie jest tylko jakaś tam płyta. To świetnie wyprodukowany materiał zasługujący na więcej.

SALK - "Matronika", Nextpop

Jedna z najpiękniejszych polskich płyt 2017 roku. Po jej wydaniu coś tam zawrzało w mediach, ale szybko ten płomień zainteresowania zgasł. A przecież zespół nagrał album nie na jedno czy dwa przesłuchania, a na wieczory i te wiosenne, i letnie, a jesienno-zimowe to już w ogóle. Na płycie pojawiły się piosenki z nutą baśniowości, nienachalne, ciepłe, wzbudzające tylko dobre uczucia. Jest nowatorsko, niebanalnie, a same teksty to osobne zagadki do rozwikłania. "Matronika" na pewno na długo pozostanie w moim serduchu.

Benjamin Booker - "Witness", Rough Trade

"Witness" to garażowy rock w nieco innym wydaniu, bardziej uduchowionym. Booker potrafi to i owo, co udowadnia na swoim drugim krążku. Nie stroni od mocniejszych wstawek, wszystko jest odpowiednio wyważone, a co najważniejsze - jest świetnym tekściarzem. Blues rock rośnie w siłę. Szkoda, że nie wszyscy to dostrzegają.

King Gizzard and the Lizard Wizard - "Flying Microtonal Banana", ATO

Australijski psych-rockowy zespół zaszalał w 2017 roku. Grupa wydała bowiem pięć (sic!) albumów. Ta ilość mówi sama za siebie. Pierwszy z nich to właśnie "Flying Microtonal Banana". Mogłoby się wydawać, że ilość przyćmi jakość. Nie przyćmiła. Z tą ekipą można nieźle się zabawić. Warto poznać!

Urbański - "Selected Works", U Know Me

1/2 projektu RYSY wydała płytę nie byle jaką. Nie jest to zlepek z imprez techno, to autorskie brzmienie, które przebijało się już na płycie "Traveler". Żal po zakończeniu działalności duetu w pełni zrekompensowała nam debiutancka płyta Urbańskiego. Na "Selected Works" znalazło się siedem piosenek dla wrażliwców. Ale takich trochę innych wrażliwców. Tych od techno-nostalgii. Od melodyjnych linii basowych, od pląsania pod sceną z zamkniętymi oczami. Z tym krążkiem można odpłynąć. Ale niewiele osób z nim popłynęło. U Know Me nie postarali się z promocją.

a2268603415_10.jpg

And So I Watch You From Afar - "The Endless Shimmering", Sargent House

Jak zwykle przy okazji kolejnych płyt And So I Watch You From Afar mamy do czynienia z fajnościami. To już piąta płyta tego zespołu z Belfastu, grającego instrumentalnego rocka. Na "The Endless Shimmering" jest kolorowo i optymistycznie. Zespół jakby odżył i chciał działać jeszcze prężniej. Szkoda, że ciągle są stosunkowo mało znani.

Karwel - "T.L.N.", Lekter

Przejdźmy do innej bajki, do bajki hip-hopowej. Był sobie Karwel. Nagrał płytę w Alko. Bez większego sukcesu. Później postanowił coś zmienić. Wydał płytę w niezależnym labelu Lekter. Nadal bez sukcesu, mimo tego, że płyta była o wiele lepsza niż ta debiutancka. Teraz Krzysiek ma zamiar wybrać "normalność" i nie nagrywać. Dlaczego ta bajka tak źle się kończy? Dobry zawodnik nie zostaje doceniony. Koncept-album ze świetnymi beatami, ulepszonym flow Karwela niestety nie wpisał się w rapowe trendy ubiegłego roku. No bo przecież dzieciaki słuchają jutuberów i innych dzieciaków, którzy bez autotune'a żyć nie mogą. Przykra sprawa, bo "T.L.N." to wartościowa płyta i zasługuje na większy odzew.

Molly Burch - "Please Be Mine", Captured Tracks

Nostalgia może brzmieć bardzo ekscytująco. Ten debiut urzeka. Wspaniały głos Molly Burch sprawia, że świat wydaje się piękniejszy, choć na płycie mamy głównie teksty o smutkach w miłości. "Please Be Mine" jest nagrany w retro klimacie, w starym, uroczym wydaniu. Dusza na ramieniu, serce na ziemi - tak właśnie jest na tym krążku. Wielka szkoda, że niewiele osób dotarło do tej płyty.

Sleep Party People - "Lingering", Joyful Noise

Brian Batz poszedł na swoim kolejnym albumie w nieco inną stronę. Jednak nie odciął się od tego, jak było na jego poprzednich wydawnictwach. Nadal mamy melodyjny wokal i pewien wkradający się oniryzm, ale nie jest to już zanurzone w mroku, a pobrzmiewa w tym jakaś wakacyjność, "Lingering" orzeźwia, zaskakuje swoją sielskością. Możemy przy nim zwyczajnie się odprężyć.

9a4caacaa1a7177707d6ae533859def3.1000x1000x1.jpg

Algiers - "The Underside of Power", Matador

Przy tym albumie nóżka sama chodzi. Algiers na swoim drugim krążku pokazują się jeszcze z lepszej strony. Wszelkie kredyty zaufania zostały spłacone. "The Underside of Power" jest buntownicze, konkretne, kompulsywne, a przy tym niesamowicie funky. Panowie łączą ze sobą elementy post-punka z soulem, a wszystko to przenika delikatnie gospel. Ciekawa mieszanka, która momentami wyrywa z butów, każe skakać, przyspiesza tętno, kołacze, doskonale zakłóca ciszę, ale i daje chwilę wytchnienia, pozwalając przestudiować teksty.

Vince Staples - "Big Fish Theory", Def Jam

Drugie wydawnictwo Vince'a Staplesa potwierdza jego pozycję na rynku hip-hopowym. Przeczesując różne gatunki, raper stworzył album niezwykle plastyczny. Jest to o wiele ciekawsza pozycja niż np. "DAMN." Kendricka. "Big Fish Theory" jest wymagający, dystopijny. Był to jeden z bardziej zajmujących krążków ubiegłego roku. Kazał do siebie wracać, sprawdzać po raz kolejny "co autor miał na myśli", a jednocześnie nie stronił od spełnienia standardowych funkcji rozrywkowych.

Gang Śródmieście - "Feminopolo", Karrot Kommando

Karolina Czarnecka wraz z koleżankami założyły gang. I to nie byle jaki. Taki, który tworzy piosenki zaangażowane, taki, który nie da sobie w kaszę dmuchać, a wreszcie taki, który bawi i uczy. "Feminopolo" jest zbiorem lekkich kawałków o nieco cięższej treści (choć zawsze podanych w fantazyjny sposób). Płyta ukazała się pod koniec roku i być może dlatego nie została zauważona. A przecież tyle tam genialnych pozycji, jak np. "Saszka".

Syd - "Fin", Columbia

Syd jest chyba jedną z najbardziej niedocenianych wokalistek. A przecież to, co robi ta dziewczyna zasługuje na uwagę. "Fin" to jej solowy debiut, chociaż już na płytach The Internet pokazała na co ją stać. Tutaj jedynie dopina wszystko na ostatni guzik. Syd być może jeszcze nie jest świadoma tego, jak jest dobra, ale już niedługo na pewno to się zmieni. Wierzę, że jej kolejny krążek zostanie odpowiednio doceniony, bo takie umiejętności, taki głos i charyzma zasługują na więcej.

Godspeed You! Black Emperor - "Luciferian Towers", Constellation

To już szósta płyta kanadyjskich postrockowców, kolejna świetna. Jeśli znacie ich dotychczasowe wydawnictwa, możecie być pewni, że i tym razem się nie zawiedziecie. Jeśli ich nie znacie, musicie wiedzieć, że to muzyka bez słów, która wykracza poza doznania zmysłowe. "Luciferian Towers" wymyka się, wraca, krąży, oddala się, idzie wprost na nas, snuje się i ponownie ucieka. Ta płyta wzywa do wychodzenia z inicjatywą.

Włodi - "Wszystkie drogi prowadzą do dymu", District Area

Jedyna rapowa płyta, gdzie stare spotyka się z nowym i wychodzi to po prostu tak, jak powinno. Nie każdy bowiem potrafi tak miękko wejść w nowoczesne beaty. Włodi lawiruje wśród dobrze sobie znanych tematów. Jednak nie robi tego w ten sam sposób co zawsze. "Wszystkie drogi prowadzą do dymu" jest treściwy, ale bardzo dojrzały i co najważniejsze - raper dobiera do siebie wszystkie elementy tak, że cała ta układanka brzmi nowatorsko, lecz naturalnie. Szkoda tylko, że zapomniano już o tym krążku.

1200x630bb.jpg

Yaeji - "Yaeji" EP, "EP2" EP, Godmode

Yaeji wydała w ubiegłym roku dwie EP-ki. I tylko tyle. To wystarczyło, aby wtargnąć na tę listę. To co zaprezentowała na tych minialbumach jest świeże i bardzo interesujące. Duży kredyt zaufania dla tej pani. Ja trzymam kciuki!

Bicep - "Bicep", Ninja Tune

Kolejny debiut na liście. Tym razem jest mocno elektronicznie. Duet z Irlandii pokazuje nieco inne podejście do tworzenia. Odwołuje się do londyńskiego techno i niemieckiego electro. Jest tu breakbeat, 2-step garage, house. Istny hołd dla muzyki komputerowej, jednak z nowymi pomysłami. To mieszanka wybuchowa, chociaż bpmy nie odgrywają tu wielkiej roli. Każdy fan elektroniki powinien się zakochać.

Kari - "I Am Fine", Nextpop

Po raz kolejny mamy do czynienia z płytą, która została wydana w niezbyt dogodnym momencie. Czerwiec to czas, kiedy raczej wolimy spędzać czas na dworze, zamiast w domu słuchając nowych albumów. "I Am Fine" mnie zaskoczyło. Spodziewałam się majestatycznych smętów okraszonych elektroniką. A tu proszę - dostaliśmy mocny, synth-popowy album, który pobudza. I może nie jest zbyt oryginalny, ale słucha się go z przyjemnością od początku do końca. Tak powinien wyglądać pop w Polsce.

Eluvium - "Shuffle Drones", Temporary Residance

Pomysł był następujący: nagrać 23 około 30-sekundowe drone'owe ścieżki w taki sposób, aby po wrzuceniu albumu na 'shuffle' grało i grało, a wszystko do siebie pasowało, łączyło się, ale za każdym razem wyszło coś innego, choć powtarzalnego. Dzięki "Shuffle Drones" ty też możesz stworzyć swoją kilkunastominutową kompozycję. Piękna robota. Pro tip: nie słuchajcie tego albumu na Spotify, bo są za duże odstępy czasowe między poszczególnymi trackami i wtedy nie ma TEGO efektu.

Blanck Mass - "World Eater", Sacred Bones

To już trzecia płyta Benjamina Johna Powera. Kiedy po raz pierwszy, na początku stycznia ubiegłego roku usłyszałam "Please" - wcisnęło mnie w fotel. Ale nie tylko ten kawałek jest majstersztykiem. Cała płyta jest dzika, brutalna, a przy tym tak bardzo wwierca się w mózg. "World Eater" jest znakomita w swojej niszy. Szkoda, że nie umie poza nią wyjść.

Gedz - "Limitless808", NNJL

Gedz nie jest tylko dobrym raperem. Jest także świetnym producentem. Aby to potwierdzić wydał swój pierwszy producencki album. Jak wyszło? Szczerze mówiąc, jest to najlepsze tego typu wydawnictwo ubiegłego roku. Gedz pokazuje, że w newschoolowych beatach nie ma sobie równych. Ale jego muzyka nie kończy się tylko na stricte rapowych produkcjach. Na płycie możemy znaleźć wiele inspiracji ambientem, breakbeatem i witch housem. Odjechany projekt, a laurów nie zdobywa...

Gidge - "LNLNN", Atomnation

Jonatan Nilsson i Ludvig Stolterman stworzyli płytę z płyty już istniejącej. Ze swojego drugiego, ambientowego albumu "Lulin" panowie wybrali co ciekawsze organiczne dźwięki i tworząc różnego rodzaju sample, dodając też nowe tekstury nagrali przepiękny, niepokojący krążek. Na "LNLNN" panuje ciężki atmosferyczny klimat downtempo. Mało znana pozycja, acz warta uwagi.

a1069314202_10.jpg

LASY - "Little Giant", wyd. własne

Stendek powrócił na swoim solowym krążku. Ostatnio pomagał raczej innym przy płytach, ale przyszedł czas na jego kolejny projekt. Już nie tak dosadnie, jak miało to miejsce na płycie "Touch" z 2013 roku, a bardziej przestrzennie, dojrzalej. Wojcieszkiewicz eksploruje nieco inne tereny. Zanurza się w ambiencie i techno. I wyszło mu to całkiem sprawnie, co można zauważyć podczas występów na żywo. Zdecydowanie zbyt mało pisze się o tym albumie, być może ze względu na to, że został wydany własnym sumptem.

Bonobo - "Migration", Ninja Tune

Wprawdzie znalazł się w naszym podsumowaniu, ale w ogólnym rozrachunku płyta ta nie pojawiła się prawie nigdzie. Jaka była tego przyczyna? Paradoksalnie może chodzić o wysoki poziom tego albumu. I to po raz kolejny. Bonobo przyzwyczaił nas do tego, że nie nagrywa słabych rzeczy, po raz kolejny dostaliśmy album solidny i piękny. Czyli ponownie to samo. Nie jest to płyta genialna, nie wywraca do góry nogami całej twórczości muzyka, ani nie pozostawia uczucia niedosytu. Jednak ma swoje wspaniałe momenty, ma tę magię, która znajduje się w każdym poprzednim kawałku Greena. Tego zwyczajnie chce się słuchać i zapętlać. I zapętlać. I zapętlać...

Blossom - "Where Are You Hiding?", DLoaw & Co.

To już trzeci album Czajewskiego. Kolejny pominięty. I nawet nie chodzi o to, że jest zbyt nisko oceniany, bo tutaj właściwie żadnych ocen nie ma. Ponownie data wydania płyty Łukasza przypadła na początek stycznia. I po raz kolejny nie przyniosło to żadnych efektów. Może wystarczyłoby zmienić wytwórnię, która wyłożyłaby nieco więcej na promocję, ale i dała więcej możliwości. "Where Are You Hiding?" jest dojrzałym dziełem. Opowiada o zabawach i chwilach spędzanych z dzieckiem. Jest niejako ścieżką dźwiękową do rodzicielstwa, ale myślę, że niektóre z kawałków byłyby także idealne jako kołysanki.

pmc161_cover_3000px-1024x1024.jpg

Nuage - "Wild", Project Mooncircle

Rosjanin Dmitry Kuzmin przeszedł na dobrą stronę mocy. Jego wcześniejsze wydawnictwa to przede wszystkim muzyka drum'n'bass. Na "Wild" dostaliśmy o wiele więcej. Kawałki płynnie przechodzą jeden w drugi, jest bardzo organicznie i przestrzennie. Nuage kręci się wokół 2-stepu, deep house'u, świetnie wybiera sample, czaruje basem i wszelkimi strukturami. To znakomita płyta na każdy dzień, na ciepłe poranki i chłodne wieczory. Niezbyt znana, ale warta każdej minuty.

Powidok - "Statek szaleńców", Sadki Rec

Scalenie folku z elektroniką? Czemu nie. Czwórka muzyków połączyła siły i we wspólnym projekcie stworzyli coś nieoczywistego. "Statek szaleńców" płynie przez różne style muzyczne. Część jest jakby zaimprowizowana, inna skrzętnie zaprojektowana. Eksperyment goni eksperyment, gdzie przebija się jakaś większa siła. Takiej właśnie ludowości brakowało w polskiej muzyce. Szkoda, że nie mówi się o tej płycie.

Japandroids - "Near to the Wild Heart of Life", Anti-

Panowie idą nadal w zaparte i tworzą kolejny zwalisty album. To tylko 8 piosenek, ale za to takich, które przywracają wiarę w prawdziwe rock'n'rollowe granie. Posłuchajcie chociażby "Arc od Bar". Robi wrażenie. "Near to the Wild Heart of Life" jest płytą, która każdego podniesie z krzesła. Jeszcze nigdy nie było tu tak dynamicznie.

Miguel - "War & Leisure", RCA

Miguel po raz czwarty już pokazuje, że jest jednym z najlepszych wokalistów r&b na świecie. Niedocenienie tego albumu trochę boli, tym bardziej, że w minionym roku wiele podobnych, choć nieco gorszych krążków, było dość często wspominanych. "War & Leisure" przemknął nieco niezauważony, ale przecież zawsze można to nadrobić. Jeśli tylko lubicie soulowe klimaty.

pau.jpg

Co jeszcze warto sprawdzić?

The Pau - "Ku", Mięty Pole
Charakterny punk wraca do łask. Dla żądnych studyjnego niedopracowania, dobrych tekstów i hałasu.

Wy - "Okay", Hybris
Piękny dream pop z szemrzącymi gitarami i kojącymi melodiami. Dla strudzonych dniem powszednim.

N. - "Rok Koguta", Dym
Trochę inne dźwięki gitarowe. Na poważnie i mniej poważnie. Raczej dla fanów elektronicznych improwizacji.

Clound Nothings - "Life Without Sound", Carpark
Brudne, garażowe granie, choć z większą przejrzystością niż poprzednio. Dla tych, którzy szukają dojrzałości w hałasie.

Lotto - "VV", Instant Classic
Niezwykłe doznania drone'owe z przenikliwą motoryką. Dla tych, którzy chcą w to wejść i tam zostać.

Vok - "Figure", Nettwerk
Specyficzne islandzkie synthwave'owe brzmienie. Dla poszukujących mroku w popie.

BNNT - "Multiverse", Instant Classic
Niełatwo jest zrobić drugą dobrą płytę, ale to właśnie udało się BNNT. Rozwijanie pewnych akcji robi swoje. Dla tych, którzy lubią wyczekiwać na najlepsze.

The Horrors - "V", Caroline
Mięsista, piąta płyta na dziesięciolecie debiutu. Zespół wie co robi i robi to na rockowo. Dla osób lubujących się w gitarach.

azd-main.jpg

Actress - "AZD", Ninja Tune
Nie każdy zrozumie ten zlepek dźwięków, te pętle, powtórzenia. Tylko dla fanów elektroniki.

Stonkatank - "Totem", wyd. własne
Wesołe syntezatory górą! Dla osób, które lubią uśmiechnąć się do muzyki bez zbędnych rozkmin.

Tutti Harp - "Tła II", Dym
Rozmycia, oniryzm, zapętlenia, przestrzeń. Dla osób szukających wytchnienia w muzyce.

Forest Swords - "Compassion", Ninja Tune
Te organiczno-melancholijne kawałki oddychają innym powietrzem. Tylko dla wytrawnych słuchaczy.

MakeMake - "Something Between", Zoharum
Otwarta na eksperymenty, improwizacje, poszukiwania. Dla tych, którym nie trudne do odczytania są zgrzyty i inne psychodelie.

VA - "Mono No Aware", PAN
Ambient pod różnymi postaciami. Składanka, obok której nie da się przejść nieczule. Dla poszukujących teł.

Hańba - "Będą bić!", Antena Krzyku
Hańba nadal w swojej bajce. Żwawo, absurdalnie, widowiskowo. Dla lubiących nieco szybsze rytmy.

3 utwory

1. Gang Śródmieście - "Sprawy niewieście"

2. Algiers - "The Underside of Power"

3. Yaeji - "Raingurl"