Poszerzenie pola walki. Rozmowa z Karolem Kruczkiem, wokalistą zespołu Noże.

Poszerzenie pola walki.  Rozmowa z Karolem Kruczkiem, wokalistą zespołu Noże.

W 2018 roku wygrali konkurs dla młodych zespołów podczas festiwalu w Jarocinie; zostali także świetnie przyjęci na branżowym Spring Break. 13 czerwca ukazał się singiel zapowiadający debiutancką płytę Noży – “Złe wychowanie” . Jeśli lubicie nieoczywistość i nieprzewidywalność w muzyce, śledźcie pilnie ten zespół.

Między innymi o “Złe wychowanie”, teledysk do niego, historię zespołu, jego nazwę oraz o język tekstów zapytaliśmy wokalistę zespołu, Karola Kruczka.

Zespół. Noże powstały w 2016 roku - nałożyły się na to dwa fortunne zdarzenia. Po pierwsze, zaczynałem być znużony studiami w Warszawie i szukałem możliwości nowych ekspresji i poszerzenia pola walki w muzyce, pamiętając o niezłych rezultatach licealnego, szczeniackiego grania jeszcze na Pomorzu. Po prostu odpisałem na bardzo obiecujące ogłoszenie; zespół „Punkt” szukał wokalisty. Przesłuchanie przeszło, jak sądzę, standardowo. Salka na Pradze w Warsztatach Szkieł Optycznych, bardzo otwarty i charakterystyczny gitarzysta oraz perkusista, którego styl gry na pewno był różny od rockowych standardów do jakich przywykłem na lokalnej scenie. Zanim zostałem przyjęty, wykruszył się basista. Podjąłem wyzwanie, znalazłem sensowny bas i zacząłem naukę od zera, wiedząc, że do koncertów zostało sporo czasu i „Punkt” zaczyna nowy etap. Skład poszerzył się o zaprzyjaźnionego gitarzystę i w takim kwartecie, pomimo wielu perypetii (zalanie sali, przeprowadzki, awantury zakończone długimi rozmowami o sensie życia) napisaliśmy ponad połowę płyty, oraz zagraliśmy około dziesięciu coraz bardziej udanych koncertów. Janek na gitarze brzmiącej jak organy w ogniu, Kacper na gitarze brzmiącej jak syntezator pod wodą, drugi Janek na piorunochronowej perkusji. Wymyśliliśmy brzmienie zespołu bardzo szybko mimo moich początkowych braków technicznych na basie, wybraliśmy nową nazwę, za którą moglibyśmy oddać życie, a ja postanowiłem pisać wyłącznie po polsku. Pewne rzeczy zajmowały wtedy trzy razy dłużej, ale to był świetny okres. Jan Łubiński-Horodyski w 2018 wybrał rzeźbę i rzemiosło przy pomocy spawarki CNG, Kacper Twardowski bardziej rozwijał stronę dziennikarską niż muzyczną, więc skład się zmienił w kierunku rozwijanym przez Jana Biedziaka i mnie. Aktualnie gra z nami na perkusji Bruno Jasieński, jazzman z otwartą głową i energią Keitha Moona. Zazwyczaj bez koszulki. Na drugiej gitarze i klawiszach dopełnia nas Jeremiasz Hendzel, ucho absolutne, co stwierdzono klinicznie, oraz zwolennik szalonej syntezy analogowej.

Jako Noże jesteśmy zespołem, a nie sumą jednostek, więc działamy jak elektrony dookoła atomu; nieważne, ile osób jest w nim, chodzi zawsze o tę energię. Ważne, że krążymy dookoła jądra po orbitach i ważne, że jeżeli wszyscy robimy to intensywnie, to zespół jest silny, zdefiniowany, autonomiczny. Tak naprawdę moglibyśmy nie podpisywać się jako poszczególni członkowie zespołu, tylko jako Noże, bo każdy z osobna tworzy zupełnie w innym kierunku, od fusion-jazzu, rapu, po muzykę niemalże filmową i soul.

Język. To ja przyniosłem pomysł pisania po polsku. Studiowałem wtedy filozofię, mnóstwo czytałem, było dla mnie ważne, żeby zespół nie grał i nie śpiewał o byle czym. 

Ta decyzja wynikała z bardzo silnego założenia, że chcemy czuć się odpowiedzialni za to co robimy, że możemy się pod tym podpisać. Mam wrażenie, że głos śpiewający po angielsku jest jednak dla krajowych słuchaczy przede wszystkim instrumentem, melodią; nie wszyscy, ale bardzo wiele zespołów korzysta po prostu z waty słownej, by wypełnić przestrzeń kompozycyjną. W zasadzie nie trzeba się z niczego tłumaczyć, bo chodzi o pewną adekwatność w stosunku do konwencji muzycznej. My zdecydowaliśmy się na nieodtwarzanie konwencjonalnej muzyki, na nieodtwarzanie konkretnego nurtu.

Mimo że muzycznie język polski jest zwarto-wybuchowy, szeleszczący i często trudny do upchnięcia w melodię, bardzo nacechowany płciowo, przez co nie jest wdzięcznym przedmiotem badań gender studies. „Złe wychowanie” może być w obecnej formie tekstowej śpiewane także przez kobietę. To, że śpiewam ja, głosem męskim, to tylko jedno z możliwych wcieleń tekstu. Celowo też używam w tekście czasu teraźniejszego i drugiej osoby, ponieważ najbardziej zależy mi na konkretnej reakcji, na napięciu wobec świata, które jest jej ceną. Nie mówię, że zawsze będziemy się trzymać sztywnych, programowych założeń, ale pomimo, że piszemy piosenki - skoro piszemy po polsku, chciałem poeksperymentować z językiem. To nie są bardzo wyrafinowane lingwistyczne eksperymenty, pozostaję blisko języka codziennego, ale na pewno mamy na celu spójność estetyczną i nie chcemy przypadkowych zdań.

„Złe wychowanie”. Kiedy pisałem ten utwór byłem mocno wkręcony w mocno spirytualny nurt w muzyce: American primitive. Uczniowie Karlheinza Stockhausena, XX-wiecznego kompozytora, wyjeżdżali na nagrania terenowe i odkryli bardzo duży potencjał ekspresji i nowe horyzonty u źródeł muzyki opartej zwłaszcza na tradycji oralnej. Wyjątkową postacią był dla mnie John Fahey, którego gitara brzmi jak nawiedzona przez duchy spoza cywilizowanej, modernistycznej kultury. Starałem się trzymać tej nieujarzmionej energii, którą daje uczucie pewnego „źródłowego kontaktu”. Ta religijność jest intensywna, trochę duszna i powłóczysta, ale znalazłem tam przekaz emocjonalny tak mocny, że nie mieściła go forma rejestracji dźwięku. Krzyczącą duszę na zdartej, rozstrojonej taśmie.

Teledysk. Historia pożądania, miłości i dorastania w alegoriach, na czarnym tle, na rozstrojonej taśmie VHS. Autorska wizja Marleny Budzyńskiej, która protagonistką tekstu uczyniła kobietę. Zestawienia tekstu z teledyskiem nie czytałbym jako kontrastu, pozostają w koniecznym dla pogłębienia o kolejny wymiar napięciu. Dziewczyna gra siłą kobiecości, ale jednocześnie odczuwa ją jako uwierający gorset. Tak samo fizyczna, witalna siła chłopaka nie pozwala mu otworzyć się na drugą osobę. Oboje grają ze światem i jego systemem kar i nagród, szukając, każde z osobna, drogi która ocali ich miłość. Na końcu zobaczymy ich uzbrojonych w wiele strategii przetrwania, pozornie silniejszych, ale czy wciąż otwartych na siebie? Być może zbyt byli zajęci wrażeniem, uwodzeniem, tym jak są postrzegani, by ocalić tę miłość? W każdym razie, zakończenie jest otwarte, a ja raczej stale jestem pesymistą. 

 
 

Nazwa. Nazwa nie miała być neutralna. Zakłada, że nie będziemy grać muzyki, „żeby było fajnie”, do czillowania. Zakłada, że będziemy jednak w jakiś sposób naprzykrzać się z przekazem. Nóż jest narzędziem; które, jak zauważył pierwszy perkusista, tworzy nowe całości przez separację – a my w tekstach i muzyce używamy takich rozwiącań, które zawsze rwą w jakiejś warstwie całość. Janek używa efektów, które psują piękne brzmienie, ale z drugiej strony sprawiają, że to uszkodzenie staje się bardzo silną cechą tego brzmienia - bardzo charyzmatyczną, bo zmieniającą całkowicie jego barwę i dającą nową intensywność. Organy w ogniu, odgłosy pod wodą. Z daleka gramy piosenki, ale poszczególne warstwy bywają z bliska bardzo radykalne. Refren „Złego Wychowania” rozdzieram krzykiem.

Chcemy mieć wyraźne, intensywne stanowisko i nie dać się rozpłynąć w świecie muzyki komercyjnej. Nazwa ma być takim zaklęciem założycielskim: Tak długo, jak będziemy grali intensywnie, mocno i szczerze, tak długo ta nazwa ma sens. Brzmi dobrze, więc nie będzie wyjścia!

Płyta. Jesteśmy w fazie miksu, ślady są zarejestrowane, teksty napisane, wszystko-co-ważne nagrane. Cyzelujemy. Drugi singiel pojawi się nim opadną liście. Wraz z nim ruszymy w dużą trasę koncertową nie tylko po oczywistych dużych miastach, ale także pomiędzy. 

Jarocin. Jest mi bardzo daleko do subkultur, nigdy też nie słuchałem muzyki subkulturowej w towarzystwie ludzi do tej subkultury należących. Moja recepcja jest bardzo indywidualna. Szukałem jedynie emocjonalnej i etycznej (teksty zawsze były ważne) relacji z piosenką. Wydaje mi się, że plemienny odbiór to bardzo ogranicza ucho, zamyka je na świat. Festiwal w Jarocinie z takim plemiennym, subkulturowym poczuciem przynależności jest mocno związany, choć, jak każdy w ostatnich latach, próbuje się wymyślać na nowo. 

Gdy graliśmy w Jarocinie, nie było z nami jeszcze Jeremiasza, więc graliśmy nieco bardziej punkowo w takim sensie, że do końca nie kontrolowaliśmy tego, co robimy. Wyszło to dobrze i ten koncert w Jarocinie na pewno dużo nam dał, ale nie jest to kierunek w jakim zmierzamy. Muzyka gitarowa potrzebuje nowego otwarcia na całość kultury, Nowe, ważne piosenki; to nie będą przypisy do znanych best-of’ów.

Spring Break. To był zdecydowanie bardziej zróżnicowany festiwal niż Jarocin. Mieliśmy pełną salę, z jakiegoś powodu ludzie byli bardzo nas ciekawi. To, że pojawimy się na największych scenach jesienią jest owocem tamtego czasu. W końcu jest to branżowy festiwal i bycie zauważonym pomaga wypłynąć. Udało nam się zagrać bardzo energetycznie, w duchu starego Pixies, które zawsze jest dla mnie punktem odniesienia. Post-punk spotkał soul, koncert zakończyłem całkowicie zlany potem, uskrzydlony odbiorem. To był bardzo udany koncert. 

Muzyka. Muzyka towarzyszyła mi w toku lat tym wyraźniej, im wyraźniej czułem się w jakiś sposób niedopasowany do prostych tożsamości zbiorowych. U mnie słuchanie muzyki było wręcz kontr-subkulturowe. To bywało karykaturalne, jak wybory każdego nastolatka, ale także szczere. Nie słuchałem na przykład Nirvany, bo słuchano jej zbiorowo, w ramach grunge’owej legendy samobójcy-outsidera. Obecnie bardzo cenię teksty i wyobraźnię Kurta Cobaina, a Nirvana to dla mnie coś a’la „The Beatles w Ogniu”.  W tym roku obchodzimy 30-lecie płyty „Doolittle” Pixies, która najbardziej określiła mnie muzycznie. W jakiś sposób te same emocje i intensywność słyszę w zeszłorocznym Young Fathers, IDLES, debiutach Savages, czy Cool Kids Of Death.  Po wysłuchaniu Pixies w moim nastoletnim pokoju 3x3, na lekko popalonych Creative’ach, coś się we mnie wykrystalizowało i stanowi stały punkt odniesienia. Energia Noży to w dużej mierze pokłosie tego wpływu – napięcie w basie, gra konwencją, nie-bycie czysto rock’n’rollowym zespołem, ale w zamian (czy przeciwko) bycie zespołem otwartym na inność, na wielość wcieleń muzyki. Nie mamy problemu żeby nie jeździć na Harleyach. Nie mamy problemu śpiewać o porażkach. Chcemy być szczerzy. Z perspektywy tego, co ukrywa się na co dzień, by uchodzić za „historię sukcesu” to właśnie Piosenki okazują się wyjątkowo ważne, bezkompromisowo otwarte i szczere na nasze ciemne, porażkowe strony, złamane serca, nudne dni w niepotrzebnej pracy, stracone plany A, gdy na szybko szyjemy plan B. Dlatego wierzę, że żeby mieć siłę odzyskiwać tlen i zmieniać cokolwiek na lepsze, potrzebujemy więcej odważnych ekspresji.