Rammstein – "Rammstein"

Rammstein – "Rammstein"
rammm.jpg

3 utwory:

1. Rammstein - “Weit Weg”

2. Rammstein - “Zeig dich”

3. Rammstein - “Puppe”

Czekanie nie jest moją mocną stroną, ani ulubionym zajęciem. A Rammstein kazał czekać – i to bardzo długo – na swój nowy studyjny album.

Umilali oczekiwanie jak mogli: ukazał się winylowy box z pełną dyskografią grupy oraz album koncertowy; pojawiły się także płyty Emigrate, zespołu gitarzysty Richarda Kruspe oraz solowy album Tilla Lindemana. Ale od „Liebe ist fur alle da” minęła dekada i w maju świat ujrzała płyta „Rammstein”.  Kilka tygodni wcześniej zaatakowali z zaskoczenia singlem „Deutschland”, co zaostrzyło apetyt na cały album. Samej piosence, klasycznemu riffowi z równie klasyczną, potężną melodią, towarzyszył ponad 7-minutowy teledysk opowiadający w równie klasyczny (czyli równie przewrotny, co kontrowersyjny) dla zespołu sposób o historii Niemiec. Dalej już niestety nie było tak dobrze. Kolejne single, „Radio” i „Ausländer”, popłynęły już falą bazując na … (tu wpiszcie stosowny i słuszny według Was przymiotnik) wideoklipach, niemal radosnych refrenach i – w drugim przypadku – popisach lingwistycznych wokalisty.   

Mamy na „Rammstein” kilka mocnych punktów. „Zeig dich”, w którym Till Lindemann wypluwa z siebie słowa (zaraz, zaraz, a czy podobnego patentu nie słyszeliśmy przed chwilą w „Deutschland”?). Ale jakże oni w refrenie pięknie pędzą ku przepaści… Dzięki złowieszczemu motywowi przewodniemu (pal licho całą resztę) wyróżnia się także „Weit weg”. Najważniejszy na tej płycie utworem jest „Puppe”, odstający od całej reszty najdalej jak tylko można. Wyważona recytacja przekształca się w opętańczy refren. To takie szaleństwo, które potem wraca w najgorszych koszmarach.

O całej reszcie piosenek niestety trudno powiedzieć cokolwiek konkretnego. O ile na „Liebe ist fur alle da” podpalili wszystko, co stało im na drodze, to tu wszystko jest zgrane i bardzo pod kontrolą. Zamiast brawury w gorszym tego słowa znaczeniu, szaleństwa, nieprzewidywalności, do jakiej nas przyzwyczaili mamy zespół na wygodnych i zachowawczych pozycjach.  Rammstein okazali być się swoimi najlepszymi uczniami; przetwarzają i cytują samych siebie, mieszając to z oklepanymi frazami w stylu „to, co kocham także musi umrzeć” („Was ich liebe”) czy „żyje się tylko raz” („Sex”). Minęło 10 lat i być może stwierdzili w międzyczasie, że wyrosło nowe pokolenie, które jeszcze nie miało okazji zaprzyjaźnić się z muzyką z przeszłości, więc być może lepiej będzie zaprezentować to, co potrafią najlepiej. Dotarliśmy do dna worka z prezentami. Jedyna różnica między przeszłością a teraźniejszością jest taka, że na „Rammstein” produkcji brakuje nieco rozmachu i siły, a melodie są słodsze niż do tej pory.

 
 

Co to oznacza dla słuchacza, który pamięta szalejący po niemieckiej Vivie teledysk do „Du riechst so gut”? Ziewanie. I utwierdzenie się w przekonaniu, że kiedyś to jednak było fajniej. Pewne jest, że nowe piosenki sprawdzą się we wspólnym śpiewaniu na koncertach, a być może przełożą się także na (oby) oryginalne pomysły wykonawcze. Polska publiczność przekona się o tym niedługo na wyprzedanym koncercie na chorzowskim Stadionie Śląskim.

Ambiwalentne uczucia co do swojej Vaterland (a już korciło, żeby napisać Mutterland) i opisy uciech cielesnych to jednak za mało. Za mało jak na zespół, który choć wypłynął na fali industrialnego metalu, potrafił od pierwszych dźwięków „Wollt ihr das Bett in Flamen sehen” potrafił włożyć kij w mrowisko.

Czas działa na ich niekorzyść. Nadzieja w tym, że tak słaby i nijaki album to tylko wypadek przy pracy.

3 utwory:

  1. Rammstein - “Weit weg”

  2. Rammstein - “Zeig dich”

  3. Rammstein - “Puppe”