Lucy Dacus - "Historian"

Lucy Dacus - "Historian"

Piosenki w czerwonej ramie.

Historian FINAL packshot.png

3 utwory

1. Lucy Dacus - "Next of Kin"

2. Lucy Dacus - "Night Shift"

3. Lucy Dacus - "Nonbeliever"

 

(…) przypomina mi, że kiedyś byłam nieobciążona, nie znałam lęku, nie wiedziałam o stracie. Mogłam być po prostu zadowolona. Wciąż jestem zadowolona, ale mając [tę okładkę] obok, pojawiającą się wciąż w moim życiu mam dobre przypomnienie o tym, że umysł dziecka to stan, o powrót do którego warto walczyć, albo przynajmniej próbować patrzeć na świat przez jego pryzmat. Myślę, że to dobry kierunek dla dorosłych, aby spróbowali znów się tak zaadaptować . Dzieci, moim zdaniem, mają najwięcej mądrości. Tak Lucy Dacus opisuje okładkę swojego debiutanckiego albumu „No Burden”, po którym zawalczyło o nią sporo amerykańskich wytwórni muzycznych. Wygrał Matador, i to pod ich szyldem ukazała się reedycja pierwszego albumu oraz drugi, świeżutki „Historian”.

O ile na „No Burden” słychać było tę dziecięcą beztroskę, idealnie przełamaną gorzko-ironiczną analizą, o tyle drugi album, muzycznie rzeczywiście pełniejszy i adekwatnie dojrzalszy, huczy od owej niszczącej straty. Tracimy tu wszystko – od związku, przez miejsce na świecie, czas, bliskich, aż po cierpliwość, gdy uchoczepne melodie Dacus nie dają nam spokoju przez wiele dni.  Co zyskujemy? Zwiększyła się przed wszystkim liczba osób pracujących nad albumem oraz użytych w nagraniach instrumentów. Obok gitar i perkusji mamy tu: organy, elektryczne pianino, róg, trąbkę, puzon, skrzypce i altówkę. Czy to wszystko słychać? Tak średnio.

„Historian” jest płytą chwaloną za pełniejsze brzmienie i rozbudowane aranżacje, ale mnie pod względem instrumentalnym roczarował. Lucy nadal wygrywa zgrabnymi tekstami, od I used to be too deep inside my head/ Now I am too far out of my skin z singlowego “Next of Kin” zaczynając, ale mimo całej czepialskości jej cudownie chwytliwych melodii (takie “Addiction” wyrzucić z głowy to prawdziwe wyzwanie) spora część jej celnych refleksji gubi się gdzieś w tych gitarach rodem z “Pablo Honey” czy innego wczesnego Radiohead. Paradoksalnie, jeśli gitary nie rozmywają gdzieś głosu czyniąc utwór szybko wymazywalnym z pamięci, z kolei trudno jest przebić się poza głos i rzeczywiście usłyszeć, co się w tym temacie gitarowym dzieje. Bo nie dzieje się na dobrą sprawę nic ciekawego. Wszystkie bajeranckie dodatki – zabawy z modyfikowaniem głosu, dęty akcent w „Addictions”, wurlitzer w „Timefighter” czy kuriozalny motyw dźwiękowy na początku „The Shell”, po którym wokal redundantnie potwierdza I’m a ghost – nie poprawiają sytuacji. Chyba tylko smyczki w „Nonbeliever” zgrabnie dodały pasującego folkowego nastroju. Osobiście wolę surowy, bezkompromisowy indie rock zaprezentowany na nagranym w 24 godziny debiucie.

 
 

W tym zbiorze rozważań na temat straty, a raczej radzenia sobie ze stratą, bo, jak mówi Lucy: lubię myśleć o nadziei jako fakcie, o czymś, co zawsze wygrywa - jest ostrzej, pełniej i głośniej. Dacus wokalnie wchodzi na wyższe tony - zaprasza nas do słuchania tego nowego wymiaru swego głosu już w otwierającym płytę „Night Shift”, a w „Pillar of Truth”, w którym odprawia podziwianą za godność w obliczu śmierci babcię do nieba, dociera nawet do krzyku. Tylko po to, aby pożegnać nas w cichy, delikatny sposób, opowiadając o źródle tytułu dla albumu, o tym, jak każdy z nas jest historykiem. Warto tu zajrzeć także po kilka innych tematów, takich jak godzenie się z potrzebą twórczej ekspresji przy braku środków do niej ("The Shell") czy codzienną bitwę z czasem w wyścigu o to, aby go nie zmarnować ("Timefighter"). Po trochę grunge’owej energii a la Mitski czy Marika Hackman, po moment, w którym Lucy zaczepia na sekundę o „Waltz 2” Elliotta Smitha, po trochę Angel Olsen i Laury Marling. Życzę wokalistce z Richmond tego, żeby udało się jej odnaleźć takie muzyczne dopełnienie, jakie w swoich utworach ma ta ostatnia pani. Wtedy już będzie idealnie; bo Dacus ma to, co najważniejsze, to, co wypełnia ramę - pisze świetne piosenki. 

[…] W oryginalnym szkicu była to mała błyszcząca postać. Wypełniona helem, unosząca się nad pasmem górskim. Przyszło mi to na myśl o nadziei, o mieszaniu elementów zabawy z trudnymi sytuacjami. To, że ta postać dmucha balon z gumy jest słodkie i zabawne. Ale jeśli ten balon pęknie, postać spadnie w głąb. Tak Lucy mówi o okładce “Historian”. A momenty pełne nadziei w swoich piosenkach opisuje jako zapis pozytywnych stanów umysłowych – w trudnych chwilach będzie mogła zaśiewać sobie I am at peace with my death/ I can go back to bed. A razem z nią, miejmy nadzieję, także i my.

------------------------------------
Cytowane wywiady:
https://www.interviewmagazine.com/music/exclusive-track-premiere-lucy-dacus-pillar-of-truth
https://www.npr.org/2018/03/02/589632495/lucy-dacus-finds-comfort-in-loss-on-historian
https://noisey.vice.com/en_ca/article/59kae8/lucy-dacus-historian-interview-2018

 

3 utwory

1. Lucy Dacus - "Next of Kin"

2. Lucy Dacus - "Night Shift"

3. Lucy Dacus - "Nonbeliever"