The Black Keys vs. The Raconteurs – czyli o wyższości "Help Us Stranger" nad "Let's Rock"

The Black Keys vs. The Raconteurs – czyli o wyższości "Help Us Stranger" nad "Let's Rock"

Muzyczny świat uwielbia powroty. Dają wielkie nadzieje i rodzą wielkie oczekiwania.

Oto w czerwcu 2019 roku wróciły dwa zespoły, które niegdyś przyprawiały nas o dreszcze. Zespoły, które (niegdyś) grały tak jakby na największe sceny świata wyszły prosto ze swoich przydomowych garaży. Zespoły, których piosenki śpiewaliśmy na Open’Erach i innych Orange Warsaw Festivalach.  The Black Keys i The Raconteurs.


The Black Keys “Let’s Rock”

let-s-rock-w-iext54626099.jpg

3 piosenki:

1. The Black Keys - “Shine a Little Light”

2. The Black Keys - “Lo/ Hi”

3. The Black Keys - “Get Yourself Together”

Zaczęłam od „Let’s Rock” i przyznaję, że pierwsze kilka przesłuchań było… dość bolesne. Postanowiłam nie kończyć swojej przygody z tą płytą zbyt szybko, także ze względu na to, że The Black Keys zagrali jedną z moich ulubionych piosenek obecnej dekady – „Little Black Submarines”.

To chyba nie jest przypadek, że albumy The Black Keys rozpoczynają prawdziwie mocne utwory  – przypomnijcie sobie „Lonely Boy”, „When the Lights Go Out”, „Keep Your Hands off Her” czy „Weight of Love”. Nie inaczej jest tu. Rozpoczynający album „Shine a Little Light” to zdecydowanie najlepszy utwór na całym „Let’s Rock”. To petarda wybuchająca w zamkniętej dłoni. Prosta, ale porywająca partia gitary z (być może nawet niezamierzonym) cytatem z klasyki rocka i refren, który nie odpuszcza przez długie godziny.

Uradowana i rozkołysana słucham dalej, ale mój entuzjazm pomału gaśnie. Nie ma na „Let’s Rock” tu wiele więcej takich złotych strzałów. Jest niesamowicie zmysłowy „Lo/ Hi”. Jest też kolejny fantastycznie bezczelny refren w „Get Yourself Together”. Rytmicznie to rzecz na miarę „Lonely Boy”.  I to byłoby, niestety, na tyle. Mam wrażenie, że trochę na siłę umieszczono na płycie 12 utworów. Gdyby zabrakło na niej ostatnich trzech naprawdę nic by się nie stało.

 
 

 

The Raconteurs “Help us Stranger”

help-us-stranger-w-iext54501168.jpg

3 piosenki:

1. The Raconteurs - “Bored and Razed”

2. The Raconteurs - “Somedays (I Don’t Feel Like Trying)”

3. The Raconteurs - “Now That You’re Gone”

Po co Jackowi White’owi ten zespół? Być może po ubiegłorocznej, mocno eklektycznej płycie solowej zatęsknił za starą, dobrą gitarą i dawnymi, sprawdzonymi kolegami, z którymi pod szyldem The Raconteurs nagrał już dwie znakomite płyty.

Dużym nadużyciem byłoby oczywiście stwierdzenie, że to zespół tylko i wyłącznie Jacka White’a. Brendan Benson to równorzędny partner w komponowaniu i równie ważne dla tej grupy twórcze ogniwo. A są jeszcze bohaterowie drugiego planu, czyli Jack Lawrence i Patrick Keeler.

Od „Consolers of the Lonely” minęło aż 11 lat, a jednak wydaje się, że czas stanął w miejscu. White w międzyczasie, solo i z Dead Weather (gdzie wspomagał go Lawrence), udowodnił, że nie schodzi poniżej pewnego muzycznego poziomu. Benson mimo wcześniejszych komercyjnych niepowodzeń nagrał czwarty solowy album. Teraz wspólnie, jako The Raconteurs, nagrali płytę będącą logicznym ciągiem dalszym wspólnej historii, demokratyczną wypadkową własnych muzycznych bajek. Zasada była prosta: kto przynosi piosenkę, ten ją dopracowuje i śpiewa. Gdy pierwiastki JW i BB znów weszły ze sobą w reakcję, powstała bardzo równa płyta bez wyraźnie przechylających szalę (w dobrą czy złą stronę) akcentów.

Są tu piosenki nie pozostawiające wątpliwości, kto przy nich majstrował. „Don’t Bother Me”, szaleńczy, hardrockowy lot z przedziwną solówką czy cover „Hey Gyp (Dig the Slowness)” z repertuaru Donavana stanowią wyraźny white’owski akcent. Są jak jego firmowa pieczątka.

 
 

Zacznijmy jednak od początku. „Bored and Razed” ma w sobie niesamowitą werwę; jest jak bondowski Aston Martin pędzący bez oglądania się na prozaiczny świat. Świetny jest „Somedays (I Don’t Feel Like Trying)” oparty na soczystych, gęstych gitarach i z echem country w tle, z hipnotyzująco mantrowanymi słowami „I’m here right now, I’m not dead yet” pod koniec. Na „Help us Stranger” także znalazł się utwór ze słowami „shine” i „light” w tytule, ale ustępuje on znacznie temu z płyty The Black Keys. Melodia prowadzona jest równolegle z wyraźną linią klawiszy, co lokuje go blisko późniejszych dokonań The White Stripes. Ta formuła jednak wydaje mi się być nieco przebrzmiała i zwyczajnie wyczerpana. Dla zrównoważenia szaleństwa i bezkompromisowego ADHD mamy takie utwory jak „Only Child”, „Now That You’re Gone” czy tytułowy: oparte w większości na brzmieniach akustycznych silnie zakorzenionych w bluesie. Potwierdzają one, że muzycy znaleźli niewyczerpane źródło prostych, ale frapujących melodii. Na koniec, niczym wisienkę na torcie, serwują nam pozornie uroczą balladę „Thoughts and Prayers”. Posłuchajcie ostatnich kilku wersów…

The Raconteurs długa przerwa wyszła na dobre, nie zabiła autentycznej radości ze wspólnego grania. Członkowie zespołu byli go wyraźnie spragnieni, bo piosenki skomponowali i nagrali w miesiąc. A Jack White znów udowodnił, że jest najważniejszym twórcą pierwszych dwóch dekad XXI wieku.

Dwie płyty, dwanaście utworów na każdej z nich, niemal identyczny czas trwania, tydzień różnicy pomiędzy oddaniem ich światu…

The Black Keys – The Raconteurs 0:1