Na nowo - wywiad z Kasią Lins

Na nowo - wywiad z Kasią Lins
z23207648V,Kasia-Lins.jpg

3 utwory:

 

1. Kasia Lins - "Wiersz ostatni"

2. Kasia Lins & Łukasz Lach - "Dawno"

3. Kasia Lins - "Southern Wind" 

Rozmawiamy chwilę po twoim koncercie otwierającym pierwszą tegoroczną imprezę z cyklu Spragnieni Lata. Masz już za sobą kilka intensywnych koncertowo tygodni – wystąpiłaś m.in. na Open’erze i podczas festiwalu w Opolu. Jak wrażenia do tej pory?

Przez cały czas nagrywania płyty byłam ciekawa, jak ten materiał zabrzmi na żywo i jak te piosenki sprawdzą się w takich okolicznościach. Jak odnajdą się w klubie, a jak i czy w ogóle w plenerze. Dobrze mi z tym, że gramy, że gramy coraz częściej. To chyba ten moment, kiedy czuję się najlepiej i mogę te wszystkie emocje, które zawarłam na płycie, wyrzucić z siebie na nowo, odkrywać w tych piosenkach nowe pokłady możliwości i ekspresji.

Czy masz swoje przedkoncertowe rytuały?

Joga, medytacja transcendentalna… (śmiech) Potrzebuję po prostu trochę spokoju, żeby wyciszyć się, skupić. Lepiej, żeby nikt mi wtedy w drogę nie wchodził (śmiech). Przed samym wejściem na scenę staram się, w miarę możliwości, znaleźć kilka minut dla siebie. To taka próba koncentracji, choć raczej iluzorycznej.

Twoja pierwsza płyta, „Take My Tears”, ukazała się na rynku azjatyckim. Drugi album, „Wiersz ostatni”, jest twoim debiutem na rynku polskim. Jak się czujesz jako taka pełnowymiarowa debiutantka na rodzimej ziemi?

Mimo że wydałam wcześniej płytę, to czuję się w tej debiutanckiej skórze dziewiczo. Wcześniej nie miałam okazji widzieć żywych reakcji ludzi, czy na koncertach, czy podczas przypadkowych spotkań z słuchaczami. Płyta ukazała się kilka miesięcy temu, ale mamy już uformowany stały skład, z którym ćwiczymy regularnie i z którym mogę koncertować. Zgrywamy się, wyczuwamy, coraz lepiej rozumiemy, a to niezbędne do dalszego rozwoju. Granie w zespole to również nowość dla mnie.

Jak porównałabyś proces twórczy w przypadku pierwszej i drugiej płyty? Praca nad „Wierszem ostatnim” trwała niemal cztery lata…

Nie potrafię do końca sprecyzować, który moment całego procesu to oficjalne rozpoczęcie pracy nad płytą – czy jest nim pierwsza napisana piosenka, czy raczej dzień wejścia do studia. Jeśli przyjmiemy, że obejmuje on cały proces twórczy, to zarówno w pierwszym, jak i w drugim przypadku trwał on kilka lat. Obydwa albumy to zbiory piosenek, emocje, które w sobie kumulowałam, a które rodziły się raczej długo i intensywnie. "Wiersz ostatni" od pierwszej nuty był tworzony tutaj, na miejscu, dzięki czemu mieliśmy czas na podejmowanie decyzji, wymianę myśli czy pomysłów z muzykami i producentem. W przypadku pierwszej płyty pracowałam zdalnie, telefoniczno-wirtualnie, co z pewnością ograniczało jakąś swobodę i spontaniczność wyrazu.

To, co zwróciło moja uwagę na „Wierszu ostatnim” to świetnie wyważone liryzm i dynamika. Czy jako kompozytorka i autorka tekstów dążysz do takiej równowagi w swojej twórczości?

Słowo ma dla mnie ogromną wartość, jest równorzędne z muzyką. Chciałam się z tego postawionego przez siebie zadania sumiennie rozliczyć. Oczywiście zdaję sobie sprawę jak dużo pracy przede mną. Wiem, jak bardzo te teksty nie są doskonałe, ale czuję satysfakcje, że pierwszy krok został postawiony i teraz mogę iść już bardziej świadomie i zdecydowanie.

Podkreślasz wagę słów. Pierwsza płyta była w całości anglojęzyczna, na drugiej język angielski przeplata się z polskim. Czy miałaś obawy związane z sięgnięciem po język polski?

Ogromne! Do tej pory je mam. Gdy myślę o kolejnej płycie i o tym, że chciałabym, aby wybrzmiewała w języku polskim, już teraz budzi to moje obawy. Ale ta polska warstwa liryczna była dla mnie zdecydowanie największym wyzwaniem w trakcie pisania płyty. Mam swoich mistrzów słowa i kiedy myślę, że sama usiłuję coś zapisywać to pojawiają się pewne opory. Ale ostatecznie nie o wirtuozerię tu chodzi, a o umiejętne uchwycenie chwili.

Oprócz twoich autorskich tekstów znalazł się na płycie utwór do słów wiersza Władysława Broniewskiego – tytułowy „Wiersz ostatni”. Co cię skłoniło do sięgnięcia akurat po ten wiersz?

Broniewski mnie wzrusza, ma w sobie melancholię, a ta działa na mnie jak magnes w każdej dziedzinie sztuki. Ważna była także pewna melodyjność, jaką w tym wierszu znalazłam. Dziwiłam się, że jest kojarzony jedynie z poezją rewolucyjną, polityczną. Chciałam pokazać go od tej mniej znanej, nastrojowej, wrażliwej strony.

 
 

„Dawno” zaśpiewałaś w duecie z Łukaszem Lachem.

Zespół L.Stadt to jeden w z moich ulubionych polskich zespołów, a ich ostatni album "L.Story" zdarłam już chyba doszczętnie. Myślę, że Łukasz idealnie wpasował się w tę piosenkę, odnalazł się w niej. Dzięki temu, że śpiewamy ją razem nabrała też jakiejś nowej siły i wyrazu.

A czy jest jakiś artysta, o duecie z którym marzysz?

Nie! (śmiech) Nie myślę w tych kategoriach – że chciałabym coś z kimś kiedyś zaśpiewać. Myślę o konkretnej piosence, a akurat "Dawno" potrzebowała duetu i Łukasz bardzo do niej pasował. Jest wielu wykonawców, których słucham i których lubię, ale nie wiem czy i jak odnalazłabym się z nimi w duecie. To zależy bardziej od konkretnego utworu, jaki mielibyśmy razem wykonać.

Jak pracowało ci się z Marcinem Borsem, producentem znanym do tej pory głównie z mocniejszych brzmień?                         

Cieszę się, że mogłam poznać Marcina, obserwować go w czasie pracy. Prawdopodobnie jest przybyszem z innej planety. Może dzięki temu też wybitnym realizatorem, a ten etap był niezwykle ważny w procesie powstawania "Wiersza ostatniego". 

Opowiedz więcej o projekcie #dawno, który poprzedzał teledysk do piosenki o tym tytule.

#dawno to seria krótkich filmów, w których muzycy decydowali się podzielić często bardzo intymnymi historiami, nierzadko traumami, które z perspektywy czasu miały pozytywny wydźwięk na ich późniejsze życie zawodowe, na ich przyszłość czy na rozwój jako twórców w ogóle.

Obok Leskiego, Piotra Roguckiego czy Beli Komoszyńskiej z Sorry Boys pojawia się w nim także twoja opowieść o wydarzeniach, które sprawiły, że zasiadłaś do fortepianu i napisałaś pierwszą piosenkę. Kto był pierwszym odbiorcą twojej twórczości?

(po chwili zastanowienia) Moja mama. Ale nie przypominam sobie konkretnego momentu. Kiedyś dzieliłam się niemal każdym pomysłem, dziś prezentuję swoją twórczość na etapie, gdy jestem pewna co do jej kształtu.

Mając już napisane swoje piosenki wzięłaś udział w tzw. talent show. Czy patrząc z perspektywy czasu, chciałabyś móc podjąć inną decyzję?

Nie żałuję tej decyzji, bo byłam w tym programie bardzo krótko. Nie miał on specjalnego wpływu na to, czym zajmowałam się wtedy i czym zajmuję się teraz.

Zaczęłyśmy od koncertów, na koncertach zakończmy. Gdzie jeszcze będzie można zobaczyć ciebie i twój zespół tego lata?

Jeszcze w lipcu będę supportować Briana Ferry w Dolinie Charlotty. Dzień później, 21 lipca zapraszam do Amfiteatru w Parku Sowińskiego w Warszawie. 22 lipca wystąpimy na Edison Festivalu w Baranowie. A dalej: 4 sierpnia - Stocznia Gdańska, 11 – Jezioro Maltańskie w Poznaniu, 18 – Strefa Kultury w Słupsku i już 15 września zagramy na błoniach pod zamkiem w Lublinie. Wpadajcie!

3 utwory

1. Kasia Lins - "Wiersz ostatni"

2. Kasia Lins & Łukasz Lach - "Dawno"

3. Kasia Lins - "Southern Wind"